Geraldine chyba nie do końca potrafiła ogarnąć, co właściwie się działo. Próbowała, jednak Benjy miał o sobie bardzo wyklarowane zdanie, którego nie dało się zmienić. Próbowała, jasne, chyba jednak musiała polec, bo nie miała pomysłu, jak do niego dotrzeć, nie była dobrym mówcą, nie umiała zbytnio przemawiać do rozsądku. Wydawał się być kurewsko zaparty w tym co myślał, i nic nie mogło na to wpłynąć.
- No, to dalej bądź głupi, skoro tak Ci pasuje. - Jego wybór, czyż nie? Skoro chciał dalej podążać tą drogą, to nie było sensu próbować go namawiać do tego, żeby zmienił zdanie, czy podejście.
- Lepiej późno, niż wcale. Oczywiście, że nie będę dopisywać do tego żadnych idei, wiesz lepiej, jak to wygląda, wszystko przecież wiesz, jasna sprawa. - Nieco zmieniła podejście do tej rozmowy, nie miała w sobie zbyt wiele cierpliwości, nie da się nikogo zmienić na siłę. Pokazała mu co o tym myśli, być może istniała szansa, że zastanowi się nad tym na chłodno, jeśli nie to trudno - nie miała wpływu na to, co zamierzał robić. Było jej go szkoda, ale przecież nie mogła mu przyjebać i powiedzieć, żeby się ogarnął, znaczy poniekąd to zrobiła, ale chyba nie zadziałało.
- Naprawdę nie mogę słuchać tego pierdolenia Benjy, użalasz się nad sobą, gdybym nie był tym kim jestem sranie w banie... - Próbowała naśladować jego ton głosu, średnio jej to wychodziło, ale nie mogła się przed tym powstrzymać. - Nie wydaje mi się, żebyś tylko udawał, ale co ja tam wiem. - Gdyby był tak chujowy, jak mu się wydawało to nie rozbierałby tego na czynniki pierwsze, nie zastanawiał się nad tym, nie rozmyślał o tym, że kogoś skrzywdził.
- To nie są bajki, ale z takim nastawieniem nigdy się o tym nie przekonasz. To jest Twój wybór, tylko i wyłącznie Twój, to że ktoś spierdolił Ci dzieciństwo, i nie pokazał, jak może to wszystko wyglądać to zupełnie inna sprawa, teraz jednak sam za siebie odpowiadasz, masz prawo wyboru, możesz sobie pozwolić na co tylko chcesz. Nie do końca docierają do mnie te Twoje argumenty, zresztą byłam kiedyś taka jak Ty, wolność była dla mnie najważniejsza, a spójrz na mnie teraz. - Przez lata powtarzała, że nigdy nie założy rodziny, że nie jest do tego stworzona, ślub nie był jej marzeniem, w przeciwieństwie do większości kobiet, a jak skończyła? No właśnie, trudno jej więc było uwierzyć w to, że tych poglądów nie dało się zmienić. Nic jednak na siłę, jeśli chciał nadal tak bardzo udowadniać sobie jak jest nieprzystosowany to było tylko i wyłącznie jego wyborem, może kiedyś się opamięta.
- No jasne taki sukces, to nie sukces, nie ma po co. - Jeśli zamierzał patrzeć na to w ten sposób... to nie było sensu tego poruszać. Miała wrażenie, że Benjy miał jakąś swoją wizję świata, w której ludzie którzy wiedli bardziej spokojne życia, nie mieli prawa do swoich demonów, byli wyidealizowani, przecież wśród nich też można było znaleźć skurwysynów, którzy nie potrafili się zachować, którzy znęcali się nad swoimi rodzicami, na pewno byli większymi chujami od niego.
- Być może tak będzie, ale miej na uwadze to, że po swoim doświadczeniu raczej wiem, czego chcę uniknąć. - Z domu wyniosła pewne wzorce, których wolałaby nie powielać, jej matka - cóż, nie była najbardziej przyjemnym człowiekiem, lubiła narzucać swoje zdanie i Geraldine wiedziała, że nie może postępować w ten sposób, bo inaczej dzieciak będzie darzył ją takim samym, ambiwalentnym stosunkiem jakim ona darzyła Jennifer.
- Możesz więc albo pozostać pojebany, albo próbować coś z tym zrobić, wiesz, że masz wybór, co nie? - Zachowywał się tak, jakby nie dało się tego zmienić, a przecież nad każdą wadą dało się pracować, był to może żmudny proces, ale jednak istniała szansa na to, by być kimś innym. I wcale nie chodziło o udawanie kogoś kimś się nie jest.
- Skoro tak twierdzisz, wydaje mi się jednak, ze spotkałam w swoim życiu dużo gorszych ludzi od Ciebie. - Fakt, nie wiedziała, co w nim siedzi, nie znała go prawie wcale, ale nie wyglądał jej na skończonego chuja, nie po tym, co miała szansę zobaczyć.
- No, nikomu poza sobą, jeśli to jest droga, którą wybierasz, to przecież nikt nie zabroni Ci nią podążać. - Po raz kolejny, to był tylko i wyłącznie jego wybór, jeśli chciał skończyć właśnie w taki sposób, to przecież mógł to zrobić. Nie wydawało jej się jednak, aby to było spełnienie marzeń kogokolwiek.
Zwolnił kroku, dzięki czemu nie pozostawała w tyle, lepiej dla niej, bo nie dość, że powoli robiła się zmęczona, to jeszcze te cholerne buty ubrane na bose stopy, robiły swoje. - Przygarnięcie psa nie gwarantuje mu miłości, to prawda, ale to, co dzieje się później zależy od przygarniającego, jeśli ktoś ma serce na właściwym miejscu, to raczej kończy się w ten sposób. - Westchnęła ciężko, przeniosła wzrok na neon, który błyszczał w ciemności.
- Ta, spierdalam stąd. - Rzuciła jeszcze, zanim odwróciła się na pięcie. Nic tu po niej, nie miała sensu dalsza dyskusja, do tego powoli zaczynała żałować, że w ogóle za nim poszła. Była cała mokra, wiedziała, że nie ma szansy się wyspać, a do tego chyba miał gdzieś, to co mówiła, bo zapętlał się w tych swoich złotych myślach.
Zdążyła odwrócić się na pięcie, nawet zrobić krok przed siebie, dość szybko do niej jednak dotarło, że przecież nie mogła tak po prostu oddalić się w podskokach, bo miała konkretny powód dla którego się tutaj znalazła. Szła za nim, żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że coś mu się stanie po tym upadku, mocno przydzwonił o beton.
- Jednak nie. - Ruszyła ponownie za nim do miejsca, które najwyraźniej okazało się być ich celem podczas tego nocnego spaceru.