• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4
[6 marca 1972] Lycoris i Corvus / Posiadłość Corvusa

[6 marca 1972] Lycoris i Corvus / Posiadłość Corvusa
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#1
25.02.2023, 13:50  ✶  

6 marca 1972
Little Hangleton, dom Corvusa
Lycoris Black i Corvus M. de Rune


Wszechrzecz miękko witała przedwiośnie, które swe kwieciste poły rozciągały nad zaśnieżonym londyńskim brukiem; pierwsze przebiśniegi nieśmiało wychylały swe główki spod masywu białego puchu, kierując swe oczy ku lepkiemu sokowi słońca, miło otulającego eter – jeszcze w akompaniamencie ostatnich przymrozków, toczących haniebną walkę o pierwsze skrzypce w zbliżającej się chyżo wiośnie. Szarość budynków i miałkość pyłu wielkomiejskiego przełamywane były językami słonecznymi, które łagodnie muskały oblicze ziemi – tandetny połysk tkanin każdorazowo przemieniając w lśniący przepych. Nawet straconych nocy nie było żal sercu; rozgwieżdżony koc oblewający nieboskłon szczypał ostatnim mrozem w policzki, rozlewając nań pąs. Łaskawość matki natury zawierała się w drobnych szkopułach; takich jak wicher zwolna chyboczący sylwetami iglastych drzew, których w wielkomiejskim świecie było przecież tak mało.

Nie snuła nigdy mrzonek przecież; nigdy przesilenie wiosenne nie zastawało jej skalanej dłonią bezlitosnej ekscytacji – wręcz na odwrót; dobitne, sine ślady pod oczami świadczyły o kolejnej nieprzespanej nocy w towarzystwie opium, bezlitosnej i dręczącej. Gdyby tylko objęcia Morfeusza brały ją w swe stalowe ramiona skuteczniej!; gdyby tylko pod powiekami nie przewijał się kalejdoskop niewiadomych barw – może nawet wówczas byłaby milsza w obejściu. Tymczasem, zgorzkniała do samego szpiku kości, brzydziła się ludźmi z równym angażem, co przemijających niezamieszkanie dni.

On przecież był inny; o szlachetnych rysach patrycjusza, charakterze ciętym; budził w niej uśpione gdzieś w aberracjach umysłu emocje – poruszał tlący się ognik ekscytacji. Za każdym razem, gdy miała go zobaczyć, coś drżało pośród miriad umysłu; nie była to szczenięca miłość, nie była to nawet jej dojrzała odmiana; jedynie absurdalna ekstaza i ekscytacja na myśl, czym ją tym razem zaskoczy.

Nie nudziła się w jego towarzystwie, co stanowiło klucz do fasady zbudowanej z mnogości emocji. Czuła się nieomal jak niewinna podlotka, o podwiązkach znaczących drogę podboju w niewinnym akwenie uczuć – naturalnie, nie kochała go; jakżeby mogła upodlić się do tego stopnia, aby żywić jakiekolwiek emocje tego gatunku.

A jednak za każdym razem do niego wracała.

Ich relacja była zbudowana na specyfice wzajemnej agresji i nienawiści, która sprowadzała ich na sam kraniec namiętności. Czuła się zgoła odmiennie, inaczej w prozie westchnięć, gniewnie marszczonych brwi i wypluwanych słów, skalanych agresją. Nie potrafiła od niego odejść.

Jej aparycja, bardziej przywodząca na myśl mężczyznę, aniżeli pełną wdzięku kobietę, tym razem także nie miewała się inaczej, niż w swym wiodącym nastroju – luźne spodnie, czarny golf i marynarka otulające wysoką sylwetkę szły w nieodzownym akompaniamencie luźno spływających po ramionach włosów, westchnięcia grzywki, kosmykami przysłaniającej czoło i pełni ust, tym razem pomalowanych burgundem pomadki. Może gdyby nie te wory pod oczami, wyglądałaby względnie nie jak zwłoki, po których wodziła dłońmi na szczeblach kariery.

Posiadłość w Little Hangleton, pełna przepychu i bogactwa, od zawsze stanowiła opozycję do jej mieszkania – absolutnie ubogiego w jakikolwiek wystrój, zagospodarowanego ciężkimi księgami. Wyłoniwszy się z kominka, otrzepała odzienie ze zbytku popiołu, który osiadł na jej fizjonomii. Czekał na nią, wiedziała o tym na rozciągłości oddechów; obrzuciła go jedynie swoim standardowo zblazowanym wzrokiem, aby po chwili rozchylić wargi, zupełnie jakby chciała wylać z siebie potok słów.

– Jednoosobowy komitet powitalny? – sarknęła, skupiając wzrok na jego sylwetce.

W głębi duszy przecież potrzebowała go i pragnęła; dynamika ich relacji zawierała się w upadkach i wzlotach, które najprościej było ująć jako wybuchy gwałtownej agresji i uczucia. Bo choć przecież nigdy nie przyznałaby tego przed samą sobą – żywiła do niego emocje burzliwe. Może właśnie dlatego teraz lustrowała jego sylwetkę, jakby widziała go po raz pierwszy na oczy?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lycoris Black (576)




Wiadomości w tym wątku
[6 marca 1972] Lycoris i Corvus / Posiadłość Corvusa - przez Lycoris Black - 25.02.2023, 13:50

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa