Nigdy nie spodziewała się tego, jak interesującym doświadczeniem może być znajdowanie się między pijanymi osobami, jako jedyna trzeźwa. To nie było dla niej typowe, to była wymuszona przez jej niezwykły stan odmiana, póki co nie wydawała się wcale taka najgorsza. Jasne, nie spodziewała się tego, nie wiedziała z czym się to jadło, ale mogła się do tego dostosować, a przynajmniej tak się jej wydawało, przynajmniej do momentu w którym Benjy nie zaczął nucić, a może i śpiewać, ja pierdole, nawet ona miała swoje granice, wiedziała, że szybko nie wyrzuci z głowy tej melodii, a szkoda.
Czy faktycznie istniał jakikolwiek sens w tym, aby rozmawiać z nim o tym, co powinien robić w momencie, w którym toczył jakąś dziwną walkę z niewidzialnym wrogiem? Potykał się o własne nogi. No nie, nie do końca. Mimo wszystko nie mogła sobie tego odmówić, taka okazja mogła się więcej nie powtórzyć i być może jednak miał coś z tego poranka pamiętać. To zmotywowało ją do działania, bo czemu nie, w przeciwieństwie do niego - jej umysł w tej chwili był nieskalany żadnymi substancjami, myślała zupełnie trzeźwo.
- Musisz to się ogarnąć. - Mruknęła cicho, aczkolwiek bardzo wyraźnie. Okazało się bowiem, że Benjy - tak jak się jej wydawało darzył tą swoją pannę jakimś uczuciem, przynajmniej podczas tego wyjątkowego stanu, gdy alkohol przemawiał za niego. Zdaniem Geraldine musiała być w tym choć odrobina prawdy, bo najebani ludzie byli wyjątkowo prawdziwi. Wiedziała jednak, że rady których mogłaby mu teraz udzielić mogły nic nie zdziałać, bo był najebany jak dzwonek.
- Niesamowite, że to zauważyłeś. - Tak była kobietą, może nie do końca typową, jednakże trudno było mieć co do tego wątpliwości, nie miała kutasa, miała cycki, to mówiło same za siebie, że też musiał wlać w siebie tyle alkoholu, aby to dostrzec, a niby był taki bystry.
- To do niej napisz i jej o tym powiedz, na pewno to doceni. - Może nie była to najlepsza rada zważając na jego stan, tyle, że jak otrzeźwieje na pewno będzie się przed tym wzbraniał rękoma i nogami, to był odpowiedni moment na to by wykorzystać jego niedyspozycję, nieco rozpleciony język, postanowiła więc go podjudzić, bo czemu by nie. Niech pisze, później będzie musiał się z tego tłumaczyć.
Zmrużyła oczy, kiedy wspomniał o tym, że ją lubi. Było z nim źle. Zdecydowanie. Bardzo źle. Nawet nie wiedziała, jak powinna się do tego odnieść, miała mu podziękować? Pojebana akcja.
- Wiesz, to napisz, napisz o wszystkim, pozwól sobie na szczerość, powiedz że ją chcesz, tak po prostu i zobacz co ona na to? - Na szczęście nie były to czasy telefonów komórkowych, bo ktoś dostałby całą serię bardzo niewygodnych smsów, sowom zajmowało to dużo więcej czasu.
Widziała jak walczył. Odsunął się od murku, próbował stanąć o własnych siłach, ale poległ. Znowu się oparł. To nie wyglądało najlepiej. Najgorsze było to, że był od niej większy, jasne Ger miała sporo siły, ale kurwa on ważył więcej od niej, o kilkadziesiąt kilo, i co teraz? Potrafiła ocenić realia, zwłaszcza, że był tej nocy wyjątkowo trzeźwa.
Odwróciła głowę, gdy zobaczyła, że się nachyla, nie uniknęła jednak tego jakże uroczego widoku. Znowu rzygnął, w akompaniamencie muzyki owiec, niesamowity to był widok, emocjonujący, nie mogła o tym jednak myśleć, bo była kurewsko bliska do dołączenia do tej orkiestry.
- Wygląda na to, że jednak coś trzeba, tylko musisz powiedzieć co, przecież po to tu jestem, żeby Ci pomóc, jestem Twoją koleżanką, musisz tylko powiedzieć. - Wiedziała, że z ludźmi bywa różnie, jedni potrzebowali butelki wody, inni ramienia, o które mogli się oprzeć, inni spowiednika, a czego potrzebował Benjy? Zamierzała się dowiedzieć.