Wiedziała, że ma rację, ale wyjątkowo nie czerpała z tego, jakiejś ogromnej satysfakcji. Nie do końca podobało jej się to, co widziała, nie cieszyła się z tego, że miał chujowy moment, tydzień, czy jeszcze więcej. Nie życzyła mu źle, wręcz przeciwnie, po tym, co jej powiedział, tak po prostu uważała, że zasługuje na szczęście. Mogła go nie lubić, ale kurwa, przeżył tak wiele, mało kto by sobie z tym poradzić, a on dalej walczył, dalej próbował znaleźć na tym świecie dla siebie miejsce, to było godne podziwu. Zadecydowała więc o tym, że będzie jego podporą, przynajmniej dzisiaj, fizycznie i psychicznie, fizycznie nie miała mieć z tym najmniejszego problemu, nawet z jego masą, jednak psychicznie... cóż, wiedziała, że nie jest w tym najlepsza, więc starała się skupiać przede wszystkim na tym, nie chciała pogorszyć sytuacji. Znalazła w sobie więc całą masę cierpliwości i człowieczeństwa, chociaż na pewno znalazłyby się osoby, które stwierdziłyby, że w ogóle tego w sobie nie ma.
Postępowała intuicyjnie, starała się mu dać to, czego potrzebował. Oparcie, słowa, czy pójść z nim po ten papier i długopis. Nic więcej nie mogła mu w tej chwili zaoferować. Nie odrzuciły ją jego bełty, jego słowa, wydawała się być niewzruszona, chociaż jej żołądek prosił się o to, aby się odezwać, jednak dzielnie walczyła z tym odruchem. Naprawdę nie chciała polec, nie dzisiaj, to miał być jej sukces.
Przetrwali te kilka jego kolejnych bełtów, kilka prób utrzymania się, musieli ruszać. Jasne, niby się nigdzie nie spieszyli, jednak spodziewała się tego, że Roise zdziwi się, kiedy obudzi się i zastanie pustą kwaterę. Nie zostawili mu żadnej informacji, po prostu wyszli w ciemną noc, oczywiście, że miało to swoje przyczyny, ale wiedziała, że takie zniknięcie może powodować pytania, a nie chciała, żeby się o nich niepotrzebnie martwił. Mieli dzisiaj iść na zamek... nie sądziła, aby ta wędrówka miała dojść do skutku, Benjy był najebany, a ona zmęczona, musieli to odespać, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.
- Tak, właśnie dlatego lepiej, żebyś nic nie mówił. - Było to działanie zapobiegawcze, nie mieli rzucać się w oczy, tylko wejść do sklepu, kupić to, co było im potrzebne i zniknąć stamtąd. Całkiem prosty plan, który oczywiście mógł nie pójść po ich myśli, bo nawet te najprostsze założenia mogły się zjebać.
Przeniosła wzrok na ławkę, którą wskazał jej Benjy. Wyglądała nie najgorzej, pewnie jakby się uprzeć, to mógłby się na niej ułożyć i zasnąć, miała nadzieję, że nie wpadnie na taki złoty pomysł, bo wiedziała, że nie uda jej się go dobudzić. Była to kolejna rzecz, której musiała pilnować - nie mógł jej nigdzie zasnąć, bo to również skończy się tym, że nie będzie w stanie go ruszyć. - Dobra, ale nie możesz zasnąć, jasne? - Wolała podzielić się z nim tą myślą, może dzięki temu faktycznie powstrzyma się przed zamknięciem oczu, nie, żeby wydawało jej się, że gdy dojdzie co do czego to w ogóle uda mu się z tym walczyć, naprawdę wierzyła w to, że uda im się niedługo jakoś wrócić do miejsca, z którego rozpoczęli swój wspólny spacer.
- Kupię wszystko, czego potrzebujesz. - Powiedziała jeszcze, gdy znaleźli się przy tej ławce, która wyglądała jak wymarzony tron każdego z meneli. Wysunęła swoje ramię spod jego ręki, dzięki czemu mógł legnąć na ławce. Spojrzała jeszcze na niego, by ocenić sytuację. Chyba się nie wypierdoli i nie skończy pod ławką, oby.
Dość szybko ruszyła w stronę drzwi wejściowych do niewielkiego sklepiku. Przywitała się grzecznie z podstarzałą ekspedientką, która przywitała ją uśmiechem. Cóż, całkiem miły to był gest, jak na to, że prezentowała się naprawdę chujowo, musiała też pachnieć nie najlepiej. Od razu skierowała się do lady, trudno jej było się dogadać z kobietą, ale po chwili tłumaczenia udało jej się wyjść ze sklepu z papierem, długopisem, dwoma jabłkami, wodą i chlebem. Liczyła na to, że jak coś zje, to może zrobi mu się lepiej.
Zostawiła kobiecie więcej pieniędzy niż powinna, ale wydawało jej się to całkiem słusznym posunięciem zważając na to, że nie zadawała pytań, a jeszcze podchodziła do niej z sympatią.
Wróciła do Benjy'ego, pozwoliła sobie usiąść tuż obok niego, właściwie to po prostu zaległa na tej nieszczęsnej ławce, dopiero wtedy poczuła, że była naprawdę zmęczona, a czekała ich jeszcze taka długa droga...
- Mam wszystko. - a przynajmniej tak się jej wydawało. - Trzymaj. - Wręczyła mu długopis i kartkę, za chwilę pewnie zrobi to samo z chlebem i wodą, musiała to w niego wmusić. Sama zaś sięgnęła po zielone jabłko, miała na nie wyjątkową ochotę. Wyciągnęła niewielki nóż, który zawsze miała przy sobie i zaczęła obierać skórkę, wiedziała, że gdyby stanęła jej w tej chwili na żołądku to mogło zakończyć się źle.