Słuchała uważnie tego, co mężczyzna miał jej do powiedzenia. Widział aury, nie musiała nawet zadawać tego pytania po tym co jej powiedział, ale wolała się upewnić. Dostała odpowiedź, czy jej się spodobała? Nie wiedziała sama, co o tym myśleć. Nieco martwiło ją to, że niektórzy potrafili tak łatwo czytać z ludzi, zdecydowanie wolałaby, aby tak łatwo nie przychodziło im rozkładanie jej nastrojów na czynniki pierwsze. Kolor aury przecież mógł mówić naprawdę wiele, nie trzeba było wiedzieć praktycznie niczego o rozmówcy, można było wyciągać wnioski bez tego.
Kolejne słowa, które padły z jego ust były po prostu stwierdzeniem faktu, widział coś, dołożył do tego tezę, która okazała się być wyjątkowo trafna. Miał rację, widział, co się z nią działo. Już dawno powinna zgasnąć, coś jednak jej na to nie pozwalało, nadal walczyła, nadal szukała czegoś, czego nie wiedziała sama, zwłaszcza, że wiedziała, że znalazła już w swoim życiu wszystko, czego potrzebowała, teraz musiała się pogodzić z tym, że to nie miało mieć żadnego znaczenia, że niczego nie zmieniło w jej życiu, bo znowu musiała kroczyć przez nie sama, najwyraźniej do tego właśnie była stworzona.
Musiał chcieć czegoś w zamian, nie było innej opcji, tacy ludzie nie wyciągali ręki do kogoś, kto potrzebował ich rady, robili to z premedytacją, szukali ofiary, która mogła im się ugiąć. Gdyby to były galeony... to nie byłoby wcale tak najgorzej, to nie była najgorsza waluta, nie w tym świecie. Przysługa... to mogło być gorsze, nie wiadomo bowiem, kiedy mógłby się do niej odezwać i czego potrzebować, krew... zależy czyja, z tym pewnie mogłaby coś zrobić.
Gdy wspomniał o drobiazgu... wiedziała już, że to nie będzie żaden drobiazg, ton jego głosu sugerował coś zupełnie innego. Dreszcz przeszedł jej po plecach, nadal nie dostała żadnych konkretów, ale już wiedziała, że nie będzie kolorowo, przeczuwała to.
Przyglądała mu się uważnie, kiedy wspominał o tym, jak miałaby wyglądać zapłata. Wspomnienie, no jasne. Niby nic takiego, ale jednak te słowa, które padły z jego ust... nie mogła tego zrobić. Wspomnienie, którego nie oddaje się lekko, jego brak mógł zmienić jej całą wizję świata, wiedziała bowiem ile mogło to zmienić, jak silny wpływ miały wspomnienia na aktualne życie. Nie chciała pozbywać się żadnego ze swoich, zwłaszcza, że nie miała pojęcia, co jeszcze może wydarzyć się w jej życiu. Nie mogła oddać żadnego wspomnienia, w przypadku kogoś, kto jak ona skupiał się głównie na przeszłości, to nie było możliwe, nie było szansy na to, by zgodziła się na taki układ, nie ona.
- Nie. - Odpowiedziała krótko, nie było tutaj się nad czym rozwodzić. Nie mogła się zgodzić na coś takiego, wspomnienia miały wpływ na teraźniejszość i przyszłość, może ta nie malowała się zbyt pozytywnie, ale nie zamierzała mieszać w swoim życiu, nie chciała tego robić. Prue była zbyt rozsądna jak na takie rozwiązania.
- Dziękuję, ale nie. - Jego wzrok był przeszywający, dotykał miejsc, których nie powinien. Nie zastanawiała się zbyt długo nad swoją reakcją, nie miała zamiaru dłużej tu zostać, niby mówił, że nie brał siłą, ale ciężko było jej temu zaufać.
- Dziękuję za propozycję, ale nie. - Powtórzyła się, po czym stwierdziła, że nic tu po niej, czuła się bowiem bardzo nieswojo. Wreszcie podniosła się z krzesła, odwróciła na pięcie i ruszyła w kierunku drzwi, musiała stąd wyjść, odetchnąć, zniknąć w mroku. Gdy się odwróciła nadal wydawało jej się, że czuje na sobie jego wzrok, że potrafił ją czytać, to, że do niego podeszła było głupie. Żadne z pytań, które nasuwały jej się na myśl nie było warte tego, by oddawać za nie wspomnienie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control