23.11.2025, 20:12 ✶
Wyniki losowania kazały jej podążyć wzrokiem po parkiecie w poszukiwaniu swojego nowego towarzysza.
Ujrzawszy swoją parę delikatnie dygnęła, jednak nim zdążyłaby wyciągnąć swoją dłoń w jego kierunku zdarzyło się coś czego zwyczajnie się nie spodziewała.
Jasny wzrok pierw zatrzymał się na dłoni Roberta, w którą wsunięta została kobieca dłoń, aczkolwiek ta dłoń nie należała do niej samej.
Z opóźnieniem dotarły do niej słowa Hannibala, który kręcił się tuż obok - uniosła na niego zdezorientowane spojrzenie, wyglądając przy tym niczym spłoszone jagnię po które przyszedł wilk, a te widziało wilka po raz pierwszy w życiu i nie rozumiało na co patrzy. Dopiero po chwili, gdy chłopak ją objął chyba zrozumiała - chociaż nie była pewna czy tak mogą. Powiodła spojrzeniem za Robertem, aczkolwiek ten nie wydawał się jakby miał protestować, nie wyglądał ani na przejętego, ani na szczególnie zaskoczonego - toteż postanowiła poddać się tej jakże niespodziewanej chwili.
Chociaż na koniec zatańczysz z kimś, kto wie, co robi - pokręciła głową z niejaką dezaprobatą jakoby miała zganić Hannibala, ale i drobnym rozbawieniem, wiedząc, że ich kogucia walka prawdopodobnie nigdy się nie skończy.
Czy miała życzenia? Poniekąd chyba On takim był, w tej chwili, w tym momencie, chociaż nie do końca była tego świadoma. Była już zmęczona, głodna i spragniona - a jej organizm czuł się najwyraźniej nieprzyzwoicie komfortowo w jego obecności, pozwolił jej się w końcu rozluźnić, odpuścić, poniekąd zrelaksować, czując się w jakiś sposób bezpiecznie. Jak gdyby miał jej nie oceniać, nawet jeśli podeptałaby go po palcach, chociaż płynęli tak zgrabnie, a Hanni prowadził tak pewnie, że nadepnięcie mu na stopę byłoby nie lada wyzwaniem.
I tak gładko płynęli po parkiecie, wirując zgrabnie pomiędzy pozostałymi parami niczym fale oceanu. Quirrell przymknęła ślepia, czując dziwny spokój, słuchając rytmu muzyki według którego przemieszczali się po sali.
Tak dla jasności, wciąż uważam, że jesteśmy umówieni na jakiś wspólny performance
Lazurowe tęczówki dobiegły jego spojrzenia, a Mathilda dłuższą chwilę przypatrywała mu się w milczeniu. Na jej ustach rozkwitł uśmiech, a dziewczyna uciekła wzrokiem gdzieś w bok, obserwując pobliskie pary.
-To dobrze... - wyznała cicho - bo też tak uważam... - dodała, acz pozwoliła sobie jedynie na krótkie zerknięcie w jego kierunku. Z jej ust wyrwał się cichy chichot, a Ona oparła głowę o jego ramię, gdy w ogólnym ścisku ich rama się zwęziła, a Ci musieli zmniejszyć i tak już niewielką odległość.
Mogłaby tak wirować do rana, czując się niepoprawnie spokojna.
-aha - przytaknęła - To mój ulubiony zleceniodawca... jest hojny i przekochany... - dodała z uśmiechem, odklejając policzek od jego ramienia, aby po raz kolejny spojrzeć na Hannibala
-Ha? - z jej ust wyrwał się cichy chichot - Dlaczego? To nic takiego - stwierdziła, a jasne spojrzenie na powrót wpatrywało się w czarne niczym nocne niebo tęczówki.
Czy niestosownym było tak patrzeć? Uśmiechnęła się delikatnie, nieznacznie mrużąc oczy.
- Twoja para nie poczuje się urażona? - zagaiła, a jednak nie szukała wzrokiem jego towarzyszki. Przyjaciółka. To przeurocze i przezabawne określenie. Takie niewinne, nieszkodliwe.
Co prawda znała odpowiedź Hannibala, a przynajmniej się jej domyślała. A jednak nie była pewna czy w takową będzie skłonna uwierzyć.