25.02.2023, 17:15 ✶
- Wiesz co, Dani? Jesteś geniuszem zła – roześmiała się Brenna na jej propozycję.
Bardzo chciałaby, aby ta rozmowa dotyczyła tylko ciast. Które w ich domu piekły głównie Dora i niekiedy sama Brenna (oczywiście nie dorównująca w swoich umiejętnościach Crawleyównie), ale nie było na ogół problemów w zaopatrzeniu się w nie u Nory. Nie zbaczała na tematy, które sprawiały, że uśmiech od razu spełzał z twarzy. Nie śmierciożerców i w pewnym sensie Zakonu – choć na razie Brenna nie wymieniała żadnych nazw. Wcale nie chciała narażać kuzynki. Tyle że idąc na Beltaine bez żadnej wiedzy byłaby narażona tym bardziej.
A inni być może z nią.
Poza tym jak Danielle miałaby nie zorientować się, że coś się działo, przy tym, co ostatnio wyprawiało się z domu? Gdy wychodzili we troje z Erikiem i Mavelle o świcie na spacer i wracali z aurami ciężkimi od przygnębienia? Kiedy w ich domu znienacka pojawiał się chłopak, którego aura pewnie była ciemna z powodu ciążącej na nim żałoby? Gdy widziała powiązania krewnych i własnej z siostry z różnymi ludźmi? Prędzej czy później zadałaby wreszcie pytania.
Odpowiedź…
…cóż. Odpowiedź była dokładnie taka, jakiej Brenna się spodziewała. Wszystkie wnuki Godryka i jego brata chyba dziedziczyły razem z krwią albo odwagę, albo samobójcze skłonności, w zależności od tego ja na to spojrzeć.
– Dziękuję, Dani – powiedziała. – Ale pamiętaj, proszę, o podstawowej zasadzie uzdrowiciela. Nikomu nie pomożesz, jeśli tobie się coś stanie – zaznaczyła Brenna. Zarówno z czystej troski o kuzynkę, jak i z tego powodu, że taka była prawda. – Myślę, że dla wszystkich byłoby najlepiej, jeżeli zostałabyś… w pobliżu, w razie, gdyby faktycznie wybuchły jakieś kłopoty. Choć może się mylę. Mam nadzieję. Jeśli jednak zdecydujesz się przyjść na Beltaine… zwłaszcza po zmierzchu, bo wydaje mi się, że jeśli by coś kombinowali, to gdy ludzie już popiją i zrobi się ciemno… proszę, trzymaj się w zasięgu wzroku Erika albo Mavelle. Oni też mają tego dnia dyżur.
Nie wskazywała ani Lucy, ani siebie, bo ani kuzynce, ani sobie pod tym względem nie mogła zaufać w stu procentach. Lucy mogła stracić zdrowy rozsądek, kiedy będzie chodzić o młodszą siostrę. A sama Brenna? Wręcz przeciwnie – mogłaby po prostu nie dać rady zapewnić Danielle bezpieczeństwa, zbyt skupiona na ogniach Beltaine. Wybrała zresztą dla siebie dyżur przy centralnym punkcie. W miejscu, skąd nie da się uciec, jeśli sytuacja stanie się naprawdę zła. Za żadne skarby nie chciała, aby Danielle się tam znalazła.
Bardzo chciałaby, aby ta rozmowa dotyczyła tylko ciast. Które w ich domu piekły głównie Dora i niekiedy sama Brenna (oczywiście nie dorównująca w swoich umiejętnościach Crawleyównie), ale nie było na ogół problemów w zaopatrzeniu się w nie u Nory. Nie zbaczała na tematy, które sprawiały, że uśmiech od razu spełzał z twarzy. Nie śmierciożerców i w pewnym sensie Zakonu – choć na razie Brenna nie wymieniała żadnych nazw. Wcale nie chciała narażać kuzynki. Tyle że idąc na Beltaine bez żadnej wiedzy byłaby narażona tym bardziej.
A inni być może z nią.
Poza tym jak Danielle miałaby nie zorientować się, że coś się działo, przy tym, co ostatnio wyprawiało się z domu? Gdy wychodzili we troje z Erikiem i Mavelle o świcie na spacer i wracali z aurami ciężkimi od przygnębienia? Kiedy w ich domu znienacka pojawiał się chłopak, którego aura pewnie była ciemna z powodu ciążącej na nim żałoby? Gdy widziała powiązania krewnych i własnej z siostry z różnymi ludźmi? Prędzej czy później zadałaby wreszcie pytania.
Odpowiedź…
…cóż. Odpowiedź była dokładnie taka, jakiej Brenna się spodziewała. Wszystkie wnuki Godryka i jego brata chyba dziedziczyły razem z krwią albo odwagę, albo samobójcze skłonności, w zależności od tego ja na to spojrzeć.
– Dziękuję, Dani – powiedziała. – Ale pamiętaj, proszę, o podstawowej zasadzie uzdrowiciela. Nikomu nie pomożesz, jeśli tobie się coś stanie – zaznaczyła Brenna. Zarówno z czystej troski o kuzynkę, jak i z tego powodu, że taka była prawda. – Myślę, że dla wszystkich byłoby najlepiej, jeżeli zostałabyś… w pobliżu, w razie, gdyby faktycznie wybuchły jakieś kłopoty. Choć może się mylę. Mam nadzieję. Jeśli jednak zdecydujesz się przyjść na Beltaine… zwłaszcza po zmierzchu, bo wydaje mi się, że jeśli by coś kombinowali, to gdy ludzie już popiją i zrobi się ciemno… proszę, trzymaj się w zasięgu wzroku Erika albo Mavelle. Oni też mają tego dnia dyżur.
Nie wskazywała ani Lucy, ani siebie, bo ani kuzynce, ani sobie pod tym względem nie mogła zaufać w stu procentach. Lucy mogła stracić zdrowy rozsądek, kiedy będzie chodzić o młodszą siostrę. A sama Brenna? Wręcz przeciwnie – mogłaby po prostu nie dać rady zapewnić Danielle bezpieczeństwa, zbyt skupiona na ogniach Beltaine. Wybrała zresztą dla siebie dyżur przy centralnym punkcie. W miejscu, skąd nie da się uciec, jeśli sytuacja stanie się naprawdę zła. Za żadne skarby nie chciała, aby Danielle się tam znalazła.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.