23.11.2025, 21:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2025, 22:00 przez Brenna Longbottom.)
Sądziła, że to ostrzeżenie.
Może jakieś przesłanie - wyrazy nienawiści. Czerwień, wyglądająca jak krew. Kręgi w kręgach, które okazały się zwykłymi kamieniami. Ptasia czaszka, której Brenna nie miała szans skojarzyć z martwym ptaszkiem, złożonym do płytkiego grobu w sercu lasu tak dawno temu, mogła być wiadomością:
Was też to spotka.
Nie ruszała początkowo tego przedziwnego ołtarza, zarówno dlatego, że tuż po wizycie u Philippy zbyt bała się spróbować rozpalić świece, jak i dlatego, że nie była pewna, czy nie obłożono go jakimiś mrocznymi zaklęciami. Ale nie dotknęła ich żadna klątwa, nie wyglądało na to, by jakiś człowiek zginął, aby pokryć trawę czerwienią, a kamienie były tylko kamykami... i potem padły słowa Victorii. O kimś, kto wszedł do podpalonego domu Lestrangów, niegdyś jednej z najpiękniejszych posiadłości w Dolinie, w której mieszkały siostry odporne na ogień – ale jak się okazało, która sama w sobie na płomienie była podatna. Kto zostawił tam trzy laleczki, jak trzy siostry Lestrange.
Ostrzeżenia?
Dzieło szaleńca?
A może ktoś groził nie tylko jej – żadna nowość – nie tylko jej rodzinie – spodziewane – ale też jej przyjaciółce za to, czym zajmowała się w pracy i że nie padła na kolana, gdy otrzymała taki rozkaz?
Może Brenna nie mogła wiele z tym zrobić, ale nie byłaby sobą, gdyby przynajmniej nie spróbowała.
Ktoś skrobał do drzwi ich domów, i musiała wyjść, by zobaczyć, jakie ma zamiary.
Tego wieczora znów więc pojawiła się w Dolinie Godryka, późną porą, wtedy, kiedy nikt nie powinien zwrócić uwagi na kręcącego się przy Warowni wilka, najpierw upewniającego się, że w pobliżu nikogo nie ma… a potem węszącego przy przedziwnych kręgach. Gdy nie powinno zwrócić niczyjej uwagi i to, że ktoś rozpala tam świece – i gdzie Brenna nie musiała się obawiać, że jeżeli znów wpadnie w panikę, kogoś skrzywdzi.
W Warowni:
Percepcja, węch
Percepcja, widmowidzenie
Nie spanikowała tym razem na widok płomieni, ale i tak żołądek ściskał się boleśnie i... i na razie nie dała rady. Jeszcze nie. Patrzyła na ogień, i choć może nie wywoływał już takiego strachu, to jego wspomnienie wciąż ją rozpraszało.
Za to zapach...
Zapach był znajomy.
Odmieniona w ludzkiej postaci, ze ściągniętą niepokojem twarzą, skierowała się tym razem do domu Lestrangów, by tak jak obiecała, sprawdzić i położony tam ołtarz. Sprawdzić, czy był dziełem tej samej osoby.
Percepcja
Wprost z ruin teleportowała się, zostawić wiadomość bratu.
Musiała kogoś odwiedzić i zadać mu parę pytań - i chciała, by wiedzieli dokąd, do kogo, i dlaczego idzie. Bo może było to nieszkodliwe dziwactwo wiedźmy z Kniei, a może kryło się za tym coś znacznie więcej... Nie zamierzała biec tam od razu, bez słowa, samotnie: miała do kogo wracać i nie planowała przepaść bez wieści gdzieś w mrocznym lesie.
Może jakieś przesłanie - wyrazy nienawiści. Czerwień, wyglądająca jak krew. Kręgi w kręgach, które okazały się zwykłymi kamieniami. Ptasia czaszka, której Brenna nie miała szans skojarzyć z martwym ptaszkiem, złożonym do płytkiego grobu w sercu lasu tak dawno temu, mogła być wiadomością:
Was też to spotka.
Nie ruszała początkowo tego przedziwnego ołtarza, zarówno dlatego, że tuż po wizycie u Philippy zbyt bała się spróbować rozpalić świece, jak i dlatego, że nie była pewna, czy nie obłożono go jakimiś mrocznymi zaklęciami. Ale nie dotknęła ich żadna klątwa, nie wyglądało na to, by jakiś człowiek zginął, aby pokryć trawę czerwienią, a kamienie były tylko kamykami... i potem padły słowa Victorii. O kimś, kto wszedł do podpalonego domu Lestrangów, niegdyś jednej z najpiękniejszych posiadłości w Dolinie, w której mieszkały siostry odporne na ogień – ale jak się okazało, która sama w sobie na płomienie była podatna. Kto zostawił tam trzy laleczki, jak trzy siostry Lestrange.
Ostrzeżenia?
Dzieło szaleńca?
A może ktoś groził nie tylko jej – żadna nowość – nie tylko jej rodzinie – spodziewane – ale też jej przyjaciółce za to, czym zajmowała się w pracy i że nie padła na kolana, gdy otrzymała taki rozkaz?
Może Brenna nie mogła wiele z tym zrobić, ale nie byłaby sobą, gdyby przynajmniej nie spróbowała.
Ktoś skrobał do drzwi ich domów, i musiała wyjść, by zobaczyć, jakie ma zamiary.
Tego wieczora znów więc pojawiła się w Dolinie Godryka, późną porą, wtedy, kiedy nikt nie powinien zwrócić uwagi na kręcącego się przy Warowni wilka, najpierw upewniającego się, że w pobliżu nikogo nie ma… a potem węszącego przy przedziwnych kręgach. Gdy nie powinno zwrócić niczyjej uwagi i to, że ktoś rozpala tam świece – i gdzie Brenna nie musiała się obawiać, że jeżeli znów wpadnie w panikę, kogoś skrzywdzi.
W Warowni:
Percepcja, węch
Rzut PO 1d100 - 99
Sukces!
Sukces!
Percepcja, widmowidzenie
Rzut PO 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Nie spanikowała tym razem na widok płomieni, ale i tak żołądek ściskał się boleśnie i... i na razie nie dała rady. Jeszcze nie. Patrzyła na ogień, i choć może nie wywoływał już takiego strachu, to jego wspomnienie wciąż ją rozpraszało.
Za to zapach...
Zapach był znajomy.
Odmieniona w ludzkiej postaci, ze ściągniętą niepokojem twarzą, skierowała się tym razem do domu Lestrangów, by tak jak obiecała, sprawdzić i położony tam ołtarz. Sprawdzić, czy był dziełem tej samej osoby.
Percepcja
Rzut PO 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!
Wprost z ruin teleportowała się, zostawić wiadomość bratu.
Musiała kogoś odwiedzić i zadać mu parę pytań - i chciała, by wiedzieli dokąd, do kogo, i dlaczego idzie. Bo może było to nieszkodliwe dziwactwo wiedźmy z Kniei, a może kryło się za tym coś znacznie więcej... Nie zamierzała biec tam od razu, bez słowa, samotnie: miała do kogo wracać i nie planowała przepaść bez wieści gdzieś w mrocznym lesie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Spoiler