Jak na to, że ta ność była pełna dość trudnych rozmów, tematów, które nie należały do przyjemnych, to nie brakowało im teraz lekkości. Cóż, nie musieli przecież mieć posępnych min, jakby doszło do jakiejś tragedii, bo przecież nie doszło. Udało im się ustalić kilka faktów, zdobyć papier i długopis, tak właściwie to mogłaby to wszystko uznać nawet za sukces, może nieco przy tym ucierpieli (no, nie do końca ona), ale chyba było warto?
Parsknęła śmiechem, gdy się odezwał. A nie mówiła? Geraldine była pewna, że napatoczyło się tam jakieś serduszko, nie wierzyła w przypadki! Ta zawinięta runa na pewno nie była zupełnie przypadkowa.
- Jasne, jasne, przypadkiem, no i oczywiście, że się liczy, ja ustalam zasady co się liczy, a co się nie liczy. - Tak, rościła sobie do tego prawo, nie wiedzieć czemu.
- Takie wiesz, tyci tyci, żeby nie było zbyt wielkie, bo to oderwie uwagę od treści listu, drobne, malutkie serduszko, gdzieś na samym dole kartki. - Już miała wyciągnąć paluch, by pokazać mu dokładnie, w którym miejscu powinien umieścić malunek, ale w tym czasie pacnął ją długopisem w udo. Chyba nie do końca akceptował ten pomysł, cóż, szkoda, naprawdę liczyła na to, że jej ulegnie. Mimo wszystko i tak okazywał się być dzisiaj całkiem współpracujący jak na niego. Nie spodziewała się, że tak łatwo przyjdzie im rozmawianie ze sobą, mieli trudny start, ale jednak w tej chwili wydawało jej się, że tworzyła się między nimi jakaś dziwna więź, która kojarzyła się Geraldine z tą, którą miała ze swoim starszym bratem. Oni również traktowali się w podobny sposób, często sobie dogryzali, ale jednak też byli w stanie o siebie zawalczyć.
Spoglądała z nadzieją na kartkę, licząc na to, że faktycznie jednak dorysuje tam serduszko, jednak tego nie zrobił. Była nieco rozczarowana, westchnęła nawet teatralnie, gdy zobaczyła, że nie wykonał tego rysunku.
- Zawsze jest powód, żeby wyglądać, jakbyś chciał komuś wbić w sztylet w oko, pewnie wtedy jeszcze tego nie rozumiałeś. - Ona sama wyglądała w tamtych czasach jakby była wiecznie wkurzona i chciała komuś zajść za skórę. Uwielbiała prosić się o kłopoty, szczególnie z uczniami, którym wydawało się, że mogą wszystko, udowadniała im, że wcale tak nie było, przy pomocy pięści. Śmieszne, była wtedy wyższa od większości chłopaków, dopiero pod koniec edukacji niektórzy z nich zaczęli dorównywać jej wzrostem.
- No dobra, wierzę, przecież teraz też je masz, wtedy mogłeś mieć bardziej. - Nie musiał używać czasu przeszłego, bo pokazał jej dzisiaj, że nadal miał jakieś uczucia, rozkleił się tutaj dość mocno.
Zmrużyła oczy, kiedy zaczął swoją opowieść. Nieźle mu to szło, nie spodziewała się, że podłapie tę jej paplaninę, a radził sobie w tym całkiem nieźle. Może miał jakiś ukryty talent? Jakby coś poszło nie tak z klątwołamaniem powinien pomyśleć o przebranżowieniu się, na pewno znalazłyby się osoby, które chciałyby go słuchać. Starała się nie parsknąć śmiechem, ale nie wytrzymała kiedy padło słowo muskularny trudno jej było utrzymać powagę.
- Jeszcze się okaże, że wzorowała na Tobie, któregoś głównego bohatera, powiedziałbyś mi o tym, prawda? - Skoro znał autorkę romansów, a wyglądał, jak wyglądał to miałaby nie najgorszy wzór, którym mogła się kierować przy opisie jednego z bohaterów. Na pewno by jej wspomniał, gdyby coś takiego się wydarzyło, prawda? Nie ominąłby takiej istotnej informacji/
- No dobra, znam tę różnicę, ale to przez te książki Evelyn... - Nie mogła zaprzeczyć, bo przecież widział, że wie, co się święcić, spróbowała to jednak zwalić na macochę Ambroise'a, przecież sama Geraldine nigdy nie sięgnęłaby po podobne powieści.
- Może to będzie ten pierwszy raz, gdy go zaznasz. - Nie miała pojęcia, co tam napisał, czym chciał się podzielić z tą kobietą o której to opowiadał jej w nocy, grunt, że nie miał zamiaru trzymać tego w sobie, powinno mu to przynieść jakieś oczyszczenie, czy coś. Nie znała się na sprawach duchowych, aż tak...
Oczywiście, że to wyczuł. Zachowywali się jak gówniarze kiedy temat przeszedł na ptaki, w sumie byli trochę wyrośniętymi dzieciakami, to nie powinno zaskakiwać.
- Wolałabym, żebyś jednak ominął te szczegóły, nie powinnam chyba tego wiedzieć. - Skrzywiła się odrobinę, bo jej myśli, jej myśli zdecydowanie nie powinny zmierzać w tym kierunku, był jej kuzynem... FUUUUJ.
Wzięła głęboki oddech, wypuściła powietrze, po czym dodała zupełnie niewinnie, jakby nic się nie stało. - Myszołowy to poczciwe ptaki. - Może nie tak wspaniałe, jak jastrzębie, które sobie upodobała, ale też nie były najgorsze, lepsze to niż sowa, sowy były nudne.
- Polecam się. - Jak widać idealnie odnajdywała się w fatalnych sytuacjach, oczywiście miała nadzieję, że kolejna taka go nie spotka, ale jeśli jednak... to na pewno będzie gdzieś obok, gotowa do wsparcia.
- Tak, Ty jesteś głównym bohaterem, znajdziemy kogoś, kto to spisze. - Wystarczyło tylko słowo, a była gotowa zapłacić komuś za zapisanie tej historii.
Wtedy do jej uszu dotarło ciche pochrapiwanie... o nie. Jednak zasnął, co teraz?