24.11.2025, 19:39 ✶
Chłopiec.
Skóra zdarta z Altaira Blacka.
Helloise jednak nie miała szansy widzieć żadnego z rodowych portretów magicznego arystokraty, wszystkie podarte, wszystkie wypalone.
Zdrajca krwi, który uciekł z McGonagallówną.
Urocza historia, o której oboje nie mieli pojęcia.
– To się nie liczy, bo nie jesteśmy w Twoim domu. Weź. – Chłopię nalegało, bo nie lubił ludzi, bał się ludzi, ale potrafił rozpoznać emocje, czytając je kluczem zranionych zwierząt. Piskląt, które wypadły z gniazda. Małych osieroconych kuguharków. Niewidzialnych testrali, które miały pod palcami taką miękką skórę... Chciał, czuł wewnętrzną chęć pomocy, która przewyższała cokolwiek inne. Mimo słów matki. Przecież miał z nikim nie rozmawiać.
Bez względu na decyzję dziewczyny, klapnął tyłkiem na ziemię rozważając w swoim dziecięcym umyśle pytania. Czy się zgubił? Chyba nie, ale...
– Tam jest za dużo ludzi. Za duży hałas. Znaczy wiadomo czasem hałas jest dobry, ale tam... tam wszyscy krzyczą cały czas. Jak można to wytrzymywać każdego dnia? Nie znoszę miasta. Jedyne miejsce gdzie można się schować nadal prawie wcale nie ma normalnej ziemi i drzew. – Pociągnął nosem i brudnym rękawem przetarł perkaty nos.
Skóra zdarta z Altaira Blacka.
Helloise jednak nie miała szansy widzieć żadnego z rodowych portretów magicznego arystokraty, wszystkie podarte, wszystkie wypalone.
Zdrajca krwi, który uciekł z McGonagallówną.
Urocza historia, o której oboje nie mieli pojęcia.
– To się nie liczy, bo nie jesteśmy w Twoim domu. Weź. – Chłopię nalegało, bo nie lubił ludzi, bał się ludzi, ale potrafił rozpoznać emocje, czytając je kluczem zranionych zwierząt. Piskląt, które wypadły z gniazda. Małych osieroconych kuguharków. Niewidzialnych testrali, które miały pod palcami taką miękką skórę... Chciał, czuł wewnętrzną chęć pomocy, która przewyższała cokolwiek inne. Mimo słów matki. Przecież miał z nikim nie rozmawiać.
Bez względu na decyzję dziewczyny, klapnął tyłkiem na ziemię rozważając w swoim dziecięcym umyśle pytania. Czy się zgubił? Chyba nie, ale...
– Tam jest za dużo ludzi. Za duży hałas. Znaczy wiadomo czasem hałas jest dobry, ale tam... tam wszyscy krzyczą cały czas. Jak można to wytrzymywać każdego dnia? Nie znoszę miasta. Jedyne miejsce gdzie można się schować nadal prawie wcale nie ma normalnej ziemi i drzew. – Pociągnął nosem i brudnym rękawem przetarł perkaty nos.