Wszystkich było wspaniale zobaczyć. W jednym miejscu, mimo ostatnich wydarzeń. Niezależnie od relacji jakie między nimi istniały. A w szczególności, między rodzicami a dziećmi. Przynajmniej każdy miał pewność, że wszyscy mają się dobrze, pomimo strat, o których Laurence dowiedział się od kuzynostwa.
- Wierz mi, że chciałbym. Ale nie miałem wystarczająco czasu, aby niego wrócić.Odpowiedział szczerze Victorii. Myślami wciąż był za synem, ale głową musiał być tutaj. Potrzebny był, tutaj. Potrzebował tych paru dni, aby zapoznać się z sytuacją swoją, w rodzinie, w kraju i samym Ministerstwie.
Louvain. Z bratem pozwolił na głębsze przywitanie się i spojrzenie sobie w oczy. A także dla siebie, zlustrował go dokładniej, jakby upewniał się, że jest cały.
- Dla was zawsze.
Odpowiedział bratu. Dla niego i dla swojego rodzeństwa, Laurence był zawsze. Gotowy pomóc w każdy możliwy sposób. Cokolwiek by potrzebowali, nawet samego wsparcia, jego obecności. Co już nie raz udowodnił. Mimo tych małych i dużych skandali. Choćby nawet we wspominanej często ich siostrze Lorettcie.
Zajmując swoje miejsce, można było się częstować i rozmawiać. A tym samym czekać na pozostałych. Widząc jednak, że Louvain odważył się usiąść obok ojca, zaprzątało mu w głowie jedno pytanie, "Czy coś się w relacjach w jego rodzinie, coś pozmieniało?" Było coś, o czym jeszcze nie wiedział? Co jeszcze ważniejsze, czy William pojawi się?
Słysząc pytanie Victorii, kierowane zapewne do wszystkich, przeniósł na nią swoje opanowane spojrzenie. Rodzinna kolacja i rozmowy o pracy. To chyba w genach pozostaje dziedziczne. Gdy pomyślał o tym, jaki bałagan zastał po swoim powrocie, szkoda szukać na to słów.
- Szkoda mówić. To co zastałem w pracy, to totalny chaos. Mam nadzieję, że u was jest choć odrobinę lepiej w organizacji.Nie powiedziałby, że mieli znacznie lepiej, bo przecież Departament Przestrzegania Prawa jak i Magicznych Wypadków i Katastrof, mieli prawie tyle samo pracy. Ale może mieli lepiej ogarniętego szefa? Bo tego o swoim Laurence nie potrafił powiedzieć.