• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy

[06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
25.11.2025, 23:47  ✶  

- U mnie, jak naleśniki to tylko z mięsem, do tego zrobione przez skrzata, ale pewnie dałoby się coś załatwić. - Nie była sobie nawet w stanie wyobrazić siebie stojącą przy patelni... to było zbyt wiele. Szkoła, brrr, dzieci same nie ogarniają się do szkoły? Coś jej umknęło. - Warkoczyki mogłabym Ci zapleść, ale teraz nie mamy na to czasu, kiedyś to zrobię. - Zapamięta to sobie i na pewno wróci do tej prośby, co pewnie będzie całkiem zabawne, bo nie sądziła, aby Benjy miał pamiętać każdy szczegół ich dzisiejszej rozmowy.

Ten poranek był naprawdę dziwny, nie spodziewała się, że dane jej będzie przeżyć coś takiego, serię przygód w Rumunii z Fenwickiem walczącym o życie, jak widać los lubił być bardzo przewrotny.

- Następnym razem postaram się bardziej. - Najwyraźniej do niego też nie do końca docierał ten występ i ta wersja jej, w której starała się być wyjątkowo miła, nie da się ukryć, że pasowało to do Ger jak pięść do nosa, ale starała się! Liczyły się przecież chęci.

Zareagowała z entuzjazmem na te jego trzy kroki, zawsze to więcej niż nic. Nie, żeby przewidywała, że szybko pokonają drogę, raczej wydawało się jej, iż zajmie im to kilka razy więcej niż w nocy, gdzie przecież warunki do spacerowania były nieco gorsze - przynajmniej te powodowane przez otoczenie, teraz czynnik ludzki nieco zawodziły i nie wydawało jej się, aby dało się to szybko wyklepać. Benjy był w rozsypce, był wrakiem człowieka, ale walczył, nie poddawał się, w sumie podziwiała tę determinację, bo widziała, że jest z nim ciężko.

- Zawsze mogłeś zalec na tej ławce, a jednak tego nie zrobiłeś. - Może faktycznie to nie do końca był optymizm... ale cóż, mogło być gorzej, nie było dobrze, ale źle też nie. Coś pomiędzy, no bliżej źle niż pomiędzy, ale jeszcze mieli jakiś margines.

Zaczęła wymachiwać mu chlebem przed oczami, chcąc pochwalić się tym, że była przygotowana na wszystko. Nie do końca wiedziała, jaki trunek uda jej się dla niego zorganizować, bo była wczesna godzina, a miejsca jak to... pełne lokalnych trunków, które mogły nie do końca spełniać jakiekolwiek normy, tak naprawdę wolałaby nie wiedzieć w jaki sposób zostały stworzone.

Zostawiła go więc na parapecie, z nadzieją, że ani na nim nie zaśnie, ani się z niego nie spierdoli i mimo, że wiedziała, że dalsze wlewanie w siebie alkoholu mogło przynieść więcej szkód niż pożytku, to jednak dostrzegała ten najważniejszy argument - nie zacznie trzeźwieć, co być może pozwoli im pokonać drogę, będzie miał paliwo może nawet dosłownie, aby ruszyć dalej. Głupie, ale nic co głupie i miało działać nie było tak do końca głupie.

Wręczyła mu tę butelkę, niczym jakiś artefakt i wydawało jej się, że dostrzegła jakiś błysk w jego oczach, spojrzał na szkło z czułością? Otrząsnęła się z tego szybko. Nie wiedziała, co do niej powiedział, nie brzmiało to jednak jak obraza, ba, miała wrażenie, że wręcz przeciwnie. - No, jestem, przez chwilę jeszcze będę. - Póki co była tu i nigdzie się nie wybierała i chociaż miała ochotę znaleźć się w łóżku - jakimkolwiek, nawet nie swoim to nie zamierzała tam trafić dopóki nie będzie miała pewności, że Benjy nie będzie w pokoju obok.

Obserwowała go, kiedy otwierał butelkę, skrzywiła się widząc, że robi to zębami, kurwa przecież miał ułamaną jedynkę. To musiało go zaboleć, czy był nadal tak znieczulony, że tego nie czuł?

Geraldine zrobiła krok w tył, obawiała się tego, że jeśli uderzy ją w nozdrza zapach alkoholu, to na niego zwymiotuje, tym bardziej, że spodziewała się, iż to może pachnieć bardzo intensywnie, nie wydawało jej się, aby lokalsi częstowali ich byle czym. - Myślę, że sześć to mało, na pewno liczby są większe. - Nie miała pojęcia, ile to miało procent, na butelce nie znajdowała się żadna etykieta, to, co było w środku zdecydowanie było loterią, a Benjy zamierzał tak po prostu wlać w siebie. Trochę mu w tym pomogła, ale na pewno na nią tego nie zwali, nie ma szans. - Powiedz mu jeszcze, że ja Ci to wlewałam do gardła, na pewno uwierzy. - Odwróciła głowę, gdy widziała, że podnosi butelkę, wolała na to nie patrzeć, zresztą czuła dziwny ścisk na żołądku kiedy widziała, co robi. Bleee. Kto by się spodziewał, że będzie kiedykolwiek w ten sposób reagować na alkohol.

Najwyraźniej nie myliła się w swojej opinii, jego reakcja... cóż - daleka była od delektowania się smakiem długo leżakowanej whisky, ale nadal stał, nie poległ, było więc nie najgorzej.

- Nawet nie wiesz, jak ogromnie żałuję, że nie mogę z Tobą delektować się tym smakiem. - Musiałaby być naprawdę najebana, żeby sięgnąć po coś podobnego, na szczęście szybko nie będzie w takim stanie.


W końcu udało im się wyruszyć w drogę. Szli, chociaż zdaniem Geraldine bliższe to było do czołgania się, jednak pokonywali kolejne odległości, co było sporym sukcesem. Udało im się wyjść z tego, co można było uznać za centrum miasteczka (tak naprawdę były to może dwa puby, pięć sklepów na krzyż) i zmierzali na jego obrzeża. Zabudowania się zmieniały nie było już kamienic, a niewielkie domy i gospodarstwa. Słońce wznosiło się na horyzoncie coraz wyżej, zdecydowanie minęła ósma, miała nadzieję, że Ambroise jakoś przeżyje ich spóźnienie, w sumie powinien się cieszyć, że oni przeżyli tę noc.

Mijali właśnie ogrodzenie, za którym widziała drób, jakieś kaczki, kury, chyba nawet indyk by się znalazł? Nie była pewna, bo zwierzę o którym myślała znajdowało się dość daleko, kiedy coś wyskoczyło zza ogrodzenia. Geraldine zrobiła trzy kroki do tyłu, właściwie to wskoczyła na płot, a ich oprawca obrał sobie za cel Benjy'ego - jak nic wyczuł kto w tym duecie jest słabszym ogniwem. Zastanawiające było to, że miał związane oczy. Kto kurwa wiąże oczy gąsiorowi? - Uważaj! - Krzyknęła jeszcze, ale to chyba nic nie dało, bo wkurwione zwierzę wbiegło w Fenwicka i capnęło go w rękę - tę w której nie miał flaszki, a później odskoczyło i biegło dalej.

Do ich uszu dotarł chichot, najwyraźniej to nie miał być koniec, bo zza ogrodzenia wyłoniło się stado dziewcząt, które zmierzało w ich kierunku. Co tym razem? Ten dzień zdecydowanie nie należał do najbardziej przewidywalnych.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4215), Geraldine Greengrass-Yaxley (3704)




Wiadomości w tym wątku
[06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.11.2025, 10:20
RE: [06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 24.11.2025, 15:24
RE: [06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.11.2025, 18:41
RE: [06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 24.11.2025, 21:00
RE: [06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.11.2025, 23:04
RE: [06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 25.11.2025, 19:31
RE: [06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.11.2025, 23:47
RE: [06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 26.11.2025, 02:01
RE: [06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.11.2025, 12:50
RE: [06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 26.11.2025, 14:31
RE: [06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.11.2025, 15:06

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa