26.11.2025, 10:02 ✶
Biorąc pod uwagę, że w oczach Brenny kwintopedy były po prostu krwiożerczymi bestiami, nie potępiała by Thomasa za próby ostatecznego rozwiązania. Rzecz w tym, że miała jednak wrażenie, że skoro cały klan bezlitosnych Szkotów, rzucających klątwy zamieniające w potwory, nie poradził sobie z tymi stworami… To naprawdę wolała nie ryzykować. Wejść, sprawdzić, co spotkało Cormaca i jego przyjaciela, wyjść.
Oderwała spojrzenie od śladów po pazurach, spoglądając najpierw na Jonathana, a potem tam, gdzie wskazywał. Niczego nie dostrzegała: w oczach Thomasa też wieża wyglądała po prostu… jak zwykła wieża. Żadnego światła. Jeżeli tam było, musiało zgasnąć.
– Nic nie widzę. To mogło być odbicie światła zachodzącego słońca? – spytała, chociaż nie, niekoniecznie zakładała, że tak było. Miała wręcz nadzieję, że Selwyn się nie mylił: może Finn albo Cormac byli w tej wieży? To naprawdę byłoby najlepsze rozwiązanie. – Mam wrażenie, że tę kratę da się opuścić, jeżeli użyjemy magii. Jest trochę przerdzewiała, ale zawsze w razie czego trudniej będzie im wejść niezauważonych… Tylko najpierw upewniłabym się, że…
…że już nie ma ich w środku…
- …że będziemy tu zostawać tej nocy – dokończyła. Mogli natknąć się na ich zaginionych albo na informację, gdzie byli czy, niestety, też na ich ciała. A wtedy nie będą musieli przeszukiwać wszystkiego dokładnie.
Dora i Thomas tymczasem przypatrując się znakom mogli orzec, że część z nich była stara, zatarta, prawdopodobnie od dawna nie działająca. Przez jeden z nich biegło pęknięcie – być może powstało naturalnie, a może od pazura kwintopedy. Kilka z nich to były jednak pieczęcie, niedokończone, ustawione prawdopodobnie przez Cormaca: być może usiłował wykorzystać stary układ, aby zwiększyć poziom bezpieczeństwa podczas swoich badań. Prawdopodobnie też we dwoje byliby w stanie go dokończyć. W zamku nie było pułapki, za to gdyby otworzył drzwi, przekonałby się, że z drugiej strony znajduje się skobel, nieporadnie naprawiony: ot by staromodnie „zaryglować” wejście od środka. Nie żeby to naprawdę mogło kogoś powstrzymać, zważywszy na stan samych drzwi.
Wiadro mogło zostać po prostu przewrócone przez wiatr: Jonathan nie dostrzegł niczego, co świadczyłoby o śladach walki albo obecności kwintoped. Za to im bardziej się im przypatrywał, tym mocniej miał wrażenie, że przy studni była jedna osoba, i że chodziła w jakby niewłaściwy sposób – ślady jednej nogi wyglądały inaczej niż tej drugiej.
Brenna na słowa Jonathana ruszyła ku niemu i bez słowa zmieniła się w wilka, a potem zaczęła węszyć.
Tymczasem z góry dobiegł ich zgrzyt: Erik omal nie sprawił, że okiennica poleciała im na głowy, ale zdołał ostatecznie ją otworzyć. I gdy zajrzeli z Heather do środka, mogli się upewnić, że pomieszczenie wyglądało, jakby ktoś niedawno go używał w charakterze gabinetu – na starym stole wciąż leżały papiery, w kominku musiało niedawno się palić. Wiedzieli już, w której części zamku zapewne tamta dwójka urządziła sobie bazę. Samego Cormaca jednak na pewno tu nie było.
Percepcja w wilczej postaci
Odpisy tutaj proszę do wieczora 30.11 – można się pokręcić, zaproponować, co chcecie zrobić, sprawdzić, etc. Jeśli się wyrobię to dziś, jeżeli nie, to jutro, zacznę wrzucać wam wstępy do waszych sesji na 2 etapie.
Oderwała spojrzenie od śladów po pazurach, spoglądając najpierw na Jonathana, a potem tam, gdzie wskazywał. Niczego nie dostrzegała: w oczach Thomasa też wieża wyglądała po prostu… jak zwykła wieża. Żadnego światła. Jeżeli tam było, musiało zgasnąć.
– Nic nie widzę. To mogło być odbicie światła zachodzącego słońca? – spytała, chociaż nie, niekoniecznie zakładała, że tak było. Miała wręcz nadzieję, że Selwyn się nie mylił: może Finn albo Cormac byli w tej wieży? To naprawdę byłoby najlepsze rozwiązanie. – Mam wrażenie, że tę kratę da się opuścić, jeżeli użyjemy magii. Jest trochę przerdzewiała, ale zawsze w razie czego trudniej będzie im wejść niezauważonych… Tylko najpierw upewniłabym się, że…
…że już nie ma ich w środku…
- …że będziemy tu zostawać tej nocy – dokończyła. Mogli natknąć się na ich zaginionych albo na informację, gdzie byli czy, niestety, też na ich ciała. A wtedy nie będą musieli przeszukiwać wszystkiego dokładnie.
Dora i Thomas tymczasem przypatrując się znakom mogli orzec, że część z nich była stara, zatarta, prawdopodobnie od dawna nie działająca. Przez jeden z nich biegło pęknięcie – być może powstało naturalnie, a może od pazura kwintopedy. Kilka z nich to były jednak pieczęcie, niedokończone, ustawione prawdopodobnie przez Cormaca: być może usiłował wykorzystać stary układ, aby zwiększyć poziom bezpieczeństwa podczas swoich badań. Prawdopodobnie też we dwoje byliby w stanie go dokończyć. W zamku nie było pułapki, za to gdyby otworzył drzwi, przekonałby się, że z drugiej strony znajduje się skobel, nieporadnie naprawiony: ot by staromodnie „zaryglować” wejście od środka. Nie żeby to naprawdę mogło kogoś powstrzymać, zważywszy na stan samych drzwi.
Wiadro mogło zostać po prostu przewrócone przez wiatr: Jonathan nie dostrzegł niczego, co świadczyłoby o śladach walki albo obecności kwintoped. Za to im bardziej się im przypatrywał, tym mocniej miał wrażenie, że przy studni była jedna osoba, i że chodziła w jakby niewłaściwy sposób – ślady jednej nogi wyglądały inaczej niż tej drugiej.
Brenna na słowa Jonathana ruszyła ku niemu i bez słowa zmieniła się w wilka, a potem zaczęła węszyć.
Tymczasem z góry dobiegł ich zgrzyt: Erik omal nie sprawił, że okiennica poleciała im na głowy, ale zdołał ostatecznie ją otworzyć. I gdy zajrzeli z Heather do środka, mogli się upewnić, że pomieszczenie wyglądało, jakby ktoś niedawno go używał w charakterze gabinetu – na starym stole wciąż leżały papiery, w kominku musiało niedawno się palić. Wiedzieli już, w której części zamku zapewne tamta dwójka urządziła sobie bazę. Samego Cormaca jednak na pewno tu nie było.
Percepcja w wilczej postaci
Rzut PO 1d100 - 54
Sukces!
Sukces!
Odpisy tutaj proszę do wieczora 30.11 – można się pokręcić, zaproponować, co chcecie zrobić, sprawdzić, etc. Jeśli się wyrobię to dziś, jeżeli nie, to jutro, zacznę wrzucać wam wstępy do waszych sesji na 2 etapie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.