Widziała to jego kiwnięcie, które było równie szczere, jak jej próba bycia miłą. Cóż, nie dało się ukryć, że wyjątkowo próbowali ze sobą współpracować, wychodziło im to raczej średnio, ale się nie pozabijali podczas tej nocy, ani poranka, okazywało się, że jak pojawiała się potrzeba to całkiem nieźle odnajdywali się w swoim towarzystwie. Zabawne było to, że potrzebowali do tego takich dramatycznych przejść, jak te które ich spotkały, no może dramatyczne to trochę za dużo powiedziane... ale, ale to był bardzo intensywny czas, doprowadził ich do dziwnego stanu. Sama Geraldine była okrutnie zmęczona, nie umiała sobie wyobrazić, jak wyglądało to w przypadku Feniwcka, bo on dołączał do tych wrażeń wlanie w siebie hektolitrów rumuńskiego alkoholu, a to mogło powodować, że było u niego dużo gorzej, niż u niej. Walczył jednak z kacem poprzez najlepszy sposób z możliwych - nie dopuszczał do niego, naprawdę wyśmienity pomysł.
Wydawało się, że już są na dobrej drodze, aby znaleźć się w bezpiecznym miejscu, ten dzień jednak udowadniał im co chwilę, że nie było dla nich nadziei. Gdy zobaczyła zwierzę, które zaczęło pędzić w ich stronę zareagowało odruchowo, wskoczyła na to ogrodzenie na tyle szybko, na ile jej się to w ogóle udało po tej nieprzespanej nocy. Mogła niby pociągnąć za sobą Benjy'ego, ale znajdował się dalej, wybrała więc mniejsze zło, tak pewnie zwierzę staranowałoby ich dwójkę, a w tej chwili ona była bezpieczna, zresztą nie wydawało się Geraldine, żeby jej towarzysz odczuł ewentualne ugryzienie. Był bardzo dobrze znieczulony, jeśli dobrze pójdzie nawet nie zauważyłby tego, że ten wielki ptak postanowił zacisnąć dziób na jego dłoni...
Geraldine nie do końca wiedziała na co ma patrzeć, bo z jednej strony znajdował się Benjy tańczący z gęsiami, a z drugiej biegło w ich stronę stado mugolskich dziewuch. Yaxley nie wiedziała co jest gorsze, siedziała więc na płocie i spoglądała raz w jedną, raz w drugą stronę. Co za katastrofa.
Zmrużyła oczy, bo albo jej się wydawało, albo Benjy próbował rozmawiać z tym krwiożerczym ptakiem, tak to przynajmniej wyglądało z jej perspektywy, kurwa, czy po alkoholu budziły się w nim jakieś zdolności dzięki którym znał język zwierząt, co za pojebany dzień.
Do głosu gęsi i Fenwicka dołączyły dźwięki wydawane przez dziewczęta. Geraldine westchnęła ciężko, to było dużo za dużo, jak na nieprzespaną noc.
Panienki wydawały się być zainteresowane jej towarzyszem, wspaniale, nie mogła się doczekać na dalszą część tego co miało się wydarzyć. Nie opuszczała swojego bezpiecznego miejsca, nie było szansy na to, żeby teraz zeszła z tego płotu. Dostrzegła, że Benjy na nią patrzył, wzruszyła jedynie ramionami, bo sama nie miała pojęcia co się działo, mimo, że była trzeźwa, a on nie - dla niej ta sytuacja była tak samo abstrakcyjna.
Albo jej się wydawało, albo te dziewczęta zaczęły mu opowiadać o miłości. Ger parsknęła śmiechem, mimo, że nie wiedziała, czy dobrze usłyszała, te wyrywkowe informacje, które do niej dotarły jednak wystarczyły. Co za posrany dzień. Kiwała głową zaprzeczając, próbowała zasugerować Fenwickowi, że to był bardzo zły pomysł, dziewczęta chyba miały jednak więcej uroku od niej, bo ten w końcu powiedział to swoje kulwa, lecę, co spowodowało, że Yaxley głośno jęknęła. To nie był dobry pomysł, to był bardzo zły pomysł. Jak można było uznać biegnięcie za gęsia z zasłoniętymi oczami za dobry pomysł? Nie wiedziała, czy nie lepiej będzie po prostu zamknąć oczy.
Benjy był napierdolony jak Messerschmitt, ledwo trzymał się na nogach, jak miał niby złapać tego rozwścieczonego ptaka? Było jednak już zbyt późno, żeby coś zrobić, bo kulwa leciał.
Nie odwróciła jednak wzroku, nie zamknęła oczu, spoglądała na to z ogromną obawą, jeśli stwór postanowi go zeżreć, to zareaguje. Była to dość ciężka gonitwa. Nie zakładała, że misja zakończy się sukcesem, ale dopadł tego ptaka, zamrugała kilka razy zszokowana, nie do końca tego się spodziewała. - KURWA PIĘKNIE. - Wygrał zawody z gęsią, które odbywały się sama nie wiedziała po co, ale mu się to udało, mimo stanu w jakim się znajdował. Teraz musiał tylko oddać zwierzę panienkom, które wpatrywały się w niego jak w swojego bohatera, najwyraźniej nie przeszkadzał im jego zapach...