W przeciwieństwie do Benjy'ego ona nie czuła się najgorzej. Jasne, była nieco zmęczona, miała obdarte pięty, bo ubrała te cholerne buty na gołe stopy, jednak przy nim jakoś głupio jej było narzekać na takie błahe sprawy. Jeśli któreś z nich miało prawo do ubolewania nad własnym losem to był to właśnie Fenwick. Niby towarzyszyła mu podczas tych jego przygód, jednak była tylko tłem, bohaterem drugoplanowym, kiedy on zdecydowanie został postacią na pierwszym planie. Miała wrażenie, że o tym dniu można było napisać naprawdę bardzo ciekawą opowieść, którą chętnie przeczytaliby nieznajomi. Nie wiadomo jednak, czy warto było tu uznać za komedię, czy tragedię, ta seria zdarzeń leżała gdzieś pomiędzy.
Głupio jej było prosić go o przystanek, zazwyczaj nie narzekała podczas wędrówek, nie zatrzymywała się, kiedy faktycznie nie było to potrzebne, ale teraz wszystko odczuwała jakoś tak bardziej. Nie zmrużyła oka od kilkunastu godzin, to było w tym wszystkim najgorsze, naprawdę ciężko jej było walczyć z opadającymi powiekami, musiała usiąść na chwilę, ewentualnie nawet zdrzemnąć się chociaż na kwadrans pod tą przepiękną i majestatyczną gruszą, trochę obawiała się tego, że jak ona zaśnie, to i Benjy zaśnie i wtedy prześpią resztę dnia. Nie mogła na to pozwolić, bo Ambroise pewnie już dostawał kurwicy nie wiedząc gdzie się podziewali... gdyby tylko wiedział co go ominęło.
- Tylko na chwilę, obiecuję. - Nie lubiła być ciężarem, więc wolała uprzedzić go w tym, że nie planuje zatrzymywać się tu na dłużej, wiedziała jak to się może dla nich skończyć. Mogli chociaż zjeść ten bochenek chleba, który wcześniej kupiła, zagryźć go gruszką, to mogło dodać jej energii, jego alkohol chyba pomagał mu się poruszać, chociaż wiedziała, że to też mogło być tylko i wyłącznie chwilowe.
Zeszli z drogi, aby ruszyć w kierunku wielkiego drzewa, musiało tu rosnąć od lat, było naprawdę ogromne, mogło służyć za tymczasowy przystanek, na pewno będzie w stanie ochronić ich przed słońcem, które wyjątkowo mocno świeciło po oczach jak na październik, mógł to być jednej z ostatnich takich pięknych dni w tym roku, nie miała co do tego wątpliwości.
- Tak, Twoje nowe koleżanki postanowiły Cię obdarować talią tarota. - Było to całkiem zabawne. Wiedziała, że mają podobne podejście do wróżb, było to widać już wczoraj wieczorem, kiedy postanowili odczytać swoją przyszłość z herbaty, szło im to dość topornie, ale cóż, jak już usiądą mogli sprawdzić te karty, nie, żeby sądziła, że uda im się z nich wyciągnąć zbyt wiele, ale może obrazki chociaż był ładne?
Nim usiadła koło Benjy'ego zerwała z drzewa kilka sporych gruszek, nie był to jej wymarzony posiłek, ale nie mogła wybrzydzać, marzyła o bekonie, albo o steku, kurwa o krwistym kawałku mięsa, chociaż chyba nie powinna w tym stanie takich jeść. Usiadła obok swojego towarzysza, położyła owoce przed nimi, nie żeby spodziewała się, że będzie miał chęć sięgnąć po jeden z nich, ale kultura nakazywała się dzielić.
- Dobra, ale skoro już się nam te karty nawinęły pod ręce, to możemy sobie sprawdzić, co w nich widać. - Nie spodziewała się, że zobaczą zbyt wiele, ale warto było spróbować. Wyciągnęła je niezbyt ostrożnie i przetasowała, tak właściwie to chyba pierwszy raz w życiu trzymała w rękach karty do tarota, co dało się zauważyć w jej nie do końca pewnych ruchach. W końcu wyciągnęła jedną kartę i położyła ją przed sobą.
Czwórka Denarów
- Najpierw ja, ale Ciebie też to nie ominie. - Ostrzegła go jeszcze, bo zamierzała za moment przekazać mu talię, aby sam mógł zobaczyć, co los ma mu do zaoferowania.