26.02.2023, 18:43 ✶
Każde kolejne słowo wypowiadane przez Stellę sprawiało, iż Clare czuła się… nie, nawet nie zła. Rozczarowana. Przerażona, że jej oczko w głowie mogło prezentować takie, a nie inne poglądy. A to było o wiele gorsze od bycia po prostu wkurzoną na siostrę.
Tyle że zmienić to mogło… no, dosłownie nic.
Niemniej, wszystko to Clare najzwyczajniej w świecie bolało. Sama przecież miała przyjaciół wśród nie-czystokrwistych, ba, nawet nie wśród „tylko” półkrwi. I naprawdę nie uważała ich za „gorszy sort”, co nawet nie powinien mieć prawa do noszenia różdżki – krew płynąca w żyłach nijak nie przesądzała o posiadanej mocy oraz charakterze danego czarodzieja.
- Hierarchii…? Stella, czy ty siebie słyszysz? – spytała, nawet już nie próbując ukrywać coraz większego niepokoju, jaki ją ogarniał. Nie tylko z powodu tego, co działo się za oknami – choć jak na razie wciąż pozostawało to jakieś dziwnie odrealnione – ale i tego (a może przede wszystkim: zwłaszcza tego), czego właśnie wysłuchiwała z ust siostry.
Zdecydowanie nie to spodziewała się usłyszeć podczas tejże wizyty. Nie to.
I nawet nie była pewna, jak podejść do tematu – naskarżenie rodzicom nie bardzo wchodziło w grę, a wręcz przeciwnie – mogło jeszcze bardziej pogorszyć sprawę. Przemówienie do rozsądku? No, właśnie tego próbowała, tylko… chyba nie bardzo mogła znaleźć drogę do siostry.
Co okazywało się być wręcz bolesne.
- Skorowidz nigdy nie powinien był powstać, zresztą, jeśli się dobrze przyjrzeć nazwiskom, jakie zostały w nim zapisane, to można mieć wątpliwości co do niektórych pozycji – westchnęła cicho, kręcąc głową – Jak mówiłam, złe miejsce, zły czas. Nie przewidzisz wszystkiego, naprawdę – powtórzyła niczym mantrę, nie chcąc – nie potrafiąc? - przyjąć innego punktu widzenia. Najważniejsze było bezpieczeństwo Stelli, a to, wydawałoby się, gwarantowało jedynie opuszczenie Londynu i wyjazd jak najdalej stąd.
Właściwie to może i sama powinna była to zrobić, skoro doradzała taki krok, niemniej… o siebie samą aż tak się nie troszczyła. Co innego miała na głowie.
- Łatwo powiedzieć, „nie martw się” – rzuciła dość chmurnie, wstając ze swojego miejsca. Jednak nie po to, żeby wyjść ot tak, bez żadnego pożegnania czy cokolwiek, nie – po prostu nie mogła w tej chwili usiedzieć. Tak bardzo, że musiała zacząć krążyć po pokoju – Przeraża mnie to wszystko. I nie mogę tak po prostu się nie martwić. Nie, gdy czasy są tak niepewne, a ja… – urwała, zdając sobie nagle sprawę, że przecież w zasadzie nie powinna obarczać młodszej siostry swoimi problemami i rozterkami. Nie, gdy ta okazała się mieć takie poglądy. Nie, gdy dotyczyły one również bardziej prywatnej sfery życia, a przynajmniej tej części, którą chciała jeszcze ukryć.
Jeszcze, bo jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to i tak się wszyscy dowiedzą i tak…
… choć też obawiała się, że jedyne, co zostało, to zgliszcza, których już nie da się odbudować.
Tyle że zmienić to mogło… no, dosłownie nic.
Niemniej, wszystko to Clare najzwyczajniej w świecie bolało. Sama przecież miała przyjaciół wśród nie-czystokrwistych, ba, nawet nie wśród „tylko” półkrwi. I naprawdę nie uważała ich za „gorszy sort”, co nawet nie powinien mieć prawa do noszenia różdżki – krew płynąca w żyłach nijak nie przesądzała o posiadanej mocy oraz charakterze danego czarodzieja.
- Hierarchii…? Stella, czy ty siebie słyszysz? – spytała, nawet już nie próbując ukrywać coraz większego niepokoju, jaki ją ogarniał. Nie tylko z powodu tego, co działo się za oknami – choć jak na razie wciąż pozostawało to jakieś dziwnie odrealnione – ale i tego (a może przede wszystkim: zwłaszcza tego), czego właśnie wysłuchiwała z ust siostry.
Zdecydowanie nie to spodziewała się usłyszeć podczas tejże wizyty. Nie to.
I nawet nie była pewna, jak podejść do tematu – naskarżenie rodzicom nie bardzo wchodziło w grę, a wręcz przeciwnie – mogło jeszcze bardziej pogorszyć sprawę. Przemówienie do rozsądku? No, właśnie tego próbowała, tylko… chyba nie bardzo mogła znaleźć drogę do siostry.
Co okazywało się być wręcz bolesne.
- Skorowidz nigdy nie powinien był powstać, zresztą, jeśli się dobrze przyjrzeć nazwiskom, jakie zostały w nim zapisane, to można mieć wątpliwości co do niektórych pozycji – westchnęła cicho, kręcąc głową – Jak mówiłam, złe miejsce, zły czas. Nie przewidzisz wszystkiego, naprawdę – powtórzyła niczym mantrę, nie chcąc – nie potrafiąc? - przyjąć innego punktu widzenia. Najważniejsze było bezpieczeństwo Stelli, a to, wydawałoby się, gwarantowało jedynie opuszczenie Londynu i wyjazd jak najdalej stąd.
Właściwie to może i sama powinna była to zrobić, skoro doradzała taki krok, niemniej… o siebie samą aż tak się nie troszczyła. Co innego miała na głowie.
- Łatwo powiedzieć, „nie martw się” – rzuciła dość chmurnie, wstając ze swojego miejsca. Jednak nie po to, żeby wyjść ot tak, bez żadnego pożegnania czy cokolwiek, nie – po prostu nie mogła w tej chwili usiedzieć. Tak bardzo, że musiała zacząć krążyć po pokoju – Przeraża mnie to wszystko. I nie mogę tak po prostu się nie martwić. Nie, gdy czasy są tak niepewne, a ja… – urwała, zdając sobie nagle sprawę, że przecież w zasadzie nie powinna obarczać młodszej siostry swoimi problemami i rozterkami. Nie, gdy ta okazała się mieć takie poglądy. Nie, gdy dotyczyły one również bardziej prywatnej sfery życia, a przynajmniej tej części, którą chciała jeszcze ukryć.
Jeszcze, bo jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to i tak się wszyscy dowiedzą i tak…
… choć też obawiała się, że jedyne, co zostało, to zgliszcza, których już nie da się odbudować.
449/1497