27.11.2025, 10:09 ✶
– Nie miałam pojęcia – przyznała szczerze Brenna. – Pewnie się zdziwili, jeśli zamiast wampira trafił się im ghul. – Bo dla takiego obcięcie głowy pewnie nie musiało być końcem… - Chodzi o ten... klimat. W Dolinie Godryka jest dużo czarodziejskich grobów, ale jeśli nie wiesz, że tam są... to nie wyglądają. A tu? Nawet mugole wypatrują wampirów i duchów, i się im nie dziwię. Mam wrażenie, że za każdym rogiem czeka jakaś zjawa...
Z płyty nagrobnej wyłoniła się ręka.
Brenna, która zdążyła minąć ten grób, nie dostrzegła tego – dłoń zresztą była półprzezroczysta, ledwo widoczna w zapadających ciemnościach. Zaraz za nią z grobu wyłoniło się jednak także ramię, potem głowa, tułów… aż w końcu wyszedł z niego duch czarodzieja w średnim wieku, odzianego w staroświecką szatę. Napisy na nagrobku były już zatarte, i sądząc po tym, a także jego ubraniu i fryzurze, musiał umrzeć przynajmniej sto lat temu. Może nawet dawniej.
Podryfował wprost w stronę Dory.
– Och, panienko! – zawołał, a w jego głosie pobrzmiewało coś na kształt euforii. Brenna obróciła się gwałtownie, z kieszeni wyciągając natychmiast różdżkę, a potem zamarła, gdy zdała sobie sprawę z tego, że nie zaczepiał ich czarodziej, mugol czy nawet wampir. Po prostu duch.
Duch zresztą akurat na nią nie zwracał uwagi.
– Wyglądasz zupełnie jak piękna Odetta, którą miałem nadzieję poślubić, zanim rozdzielił nas okrutny i niesprawiedliwy los – oświadczył duch, unosząc się tuż przy Dorze. – Jestem pewien, że chętnie wysłuchasz historii mojego życia i naszej miłości – zapowiedział. Pewien był istotnie, bo nie czekał nawet na odpowiedź Crawleyówny, a od razu zaczął snuć swoją opowieść.
– Nazywam się Gideon Lockhart, trzeci syn pierwszego Lockharta, który ukończył szkołę magii i czarodziejstwa Hogwart. Poza dwoma starszymi braćmi miałem także dwie młodsze siostry, choć jedna, nieszczęśliwie, zmarła w niemowlęctwie. Odettę spotkałem dziesięć lat po ukończeniu edukacji, którą rozpocząłem, jak przystało na czarodzieja, mając jedenaście lat. Przybyłem do Hogwartu pierwszego września, z różdżką, dziesięć cali i ogon z włosa jednorożca, średnio giętka, doskonała do transmutacji, do którego uczęszczali już moi starsi bracia. Pierwszorocznych w tamtym roku było w sumie pięćdziesięcioro dwoje, a ja, jako jeden z piętnaściorga, zostałem przydzielony do Huffelpuffu, niewątpliwie ze względu na moją pracowitość i dobre serce… - opowiadał i wyglądało trochę na to, że zanim przejdzie do historii pięknej Odetty, zamierza streścić wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w ciągu wcześniejszych siedemnastu lat.
Z płyty nagrobnej wyłoniła się ręka.
Brenna, która zdążyła minąć ten grób, nie dostrzegła tego – dłoń zresztą była półprzezroczysta, ledwo widoczna w zapadających ciemnościach. Zaraz za nią z grobu wyłoniło się jednak także ramię, potem głowa, tułów… aż w końcu wyszedł z niego duch czarodzieja w średnim wieku, odzianego w staroświecką szatę. Napisy na nagrobku były już zatarte, i sądząc po tym, a także jego ubraniu i fryzurze, musiał umrzeć przynajmniej sto lat temu. Może nawet dawniej.
Podryfował wprost w stronę Dory.
– Och, panienko! – zawołał, a w jego głosie pobrzmiewało coś na kształt euforii. Brenna obróciła się gwałtownie, z kieszeni wyciągając natychmiast różdżkę, a potem zamarła, gdy zdała sobie sprawę z tego, że nie zaczepiał ich czarodziej, mugol czy nawet wampir. Po prostu duch.
Duch zresztą akurat na nią nie zwracał uwagi.
– Wyglądasz zupełnie jak piękna Odetta, którą miałem nadzieję poślubić, zanim rozdzielił nas okrutny i niesprawiedliwy los – oświadczył duch, unosząc się tuż przy Dorze. – Jestem pewien, że chętnie wysłuchasz historii mojego życia i naszej miłości – zapowiedział. Pewien był istotnie, bo nie czekał nawet na odpowiedź Crawleyówny, a od razu zaczął snuć swoją opowieść.
– Nazywam się Gideon Lockhart, trzeci syn pierwszego Lockharta, który ukończył szkołę magii i czarodziejstwa Hogwart. Poza dwoma starszymi braćmi miałem także dwie młodsze siostry, choć jedna, nieszczęśliwie, zmarła w niemowlęctwie. Odettę spotkałem dziesięć lat po ukończeniu edukacji, którą rozpocząłem, jak przystało na czarodzieja, mając jedenaście lat. Przybyłem do Hogwartu pierwszego września, z różdżką, dziesięć cali i ogon z włosa jednorożca, średnio giętka, doskonała do transmutacji, do którego uczęszczali już moi starsi bracia. Pierwszorocznych w tamtym roku było w sumie pięćdziesięcioro dwoje, a ja, jako jeden z piętnaściorga, zostałem przydzielony do Huffelpuffu, niewątpliwie ze względu na moją pracowitość i dobre serce… - opowiadał i wyglądało trochę na to, że zanim przejdzie do historii pięknej Odetty, zamierza streścić wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w ciągu wcześniejszych siedemnastu lat.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.