27.11.2025, 22:29 ✶
Gąsior Gerard wydawał z siebie jeszcze głośniejszy skrzeki i jeszcze żwawiej machał skrzydłami za każdym razem, gdy komuś udało się zbliżyć do niego i dotknąć jego skrzydeł lub szyi, ale nie dawał się złapać. Opaska wciąż zasłaniała jego oczy, ale gąsior albo miał wybitne szczęście, albo jakimś cudem wiedział, z której strony ktoś nadbiegnie, co nie było aż tak frustrujące, jak można było się spodziewać. Jessie w zasadzie całkiem dobrze się bawił. Biegał z dziewczynami za Gerardem, próbował go złapać i chociaż mu się nie udawało, to próbował dalej, śmiejąc się z towarzyszkami ze swoich i ich porażek i motywując siebie nawzajem, by próbować dalej.
Z któregoś z domów ktoś wyszedł, zwabiony krzykami i śmiechami, ale jeżeli zdecydował się cokolwiek do nich powiedzieć, został niemal całkowicie zignorowany. Jessie, który zwrócił na niego większą uwagę, jedynie do niego pomachał, ale piskliwe "Biegnie do ciebie!" przywróciło jego myśli na "właściwe" tory. Mieli w końcu gąsiora do złapania.
Dwie dziewczyny zatrzymały się i usiadły na trawie, rezygnując z dalszego polowania, ale wciąż kibicowały pozostałym. Gerard był szybko i zwrotny, ale wreszcie- WRESZCIE- Jessiemu udało się go złapać, samemu wywracając się na ziemię i turlając się po ziemi.
-Złapałem go!- zawołał z dumą, unosząc gąsiora w powietrze nie tylko po to, by pochwalić się swoim trofeum, ale również po to, by gąsior miał mniejszą szansę ugryźć go w twarz.
Dziewczyny zaczęły bić mu brawo i gratulować mu i dopiero po dłuższej chwili któraś z nich zabrała od niego straumatyzowanego Gerarda. Przez następne kilka minut, może kilkanaście, a może godzinę, siedzieli w kółku, zdyszani, ale rozbawieni, śmiejąc się nawzajem ze swoich nieudanych prób złapania gęsi i śmiesznych wypadków.
W końcu jednak popołudnie za bardzo zbliżyło się do wieczora, co oznaczało, że należało powoli wracać już do ciepłych, bezpiecznych domów. Gerard nie wierzgał już w ramionach dziewczyny, która go niosła, a bez jego skrzeków towarzyszyła im tylko cisza. Nie była to jednak niezręczna cisza.
Kiedy dotarli do bramy gospodarstwa, z którego pochodził gąsior i może wszystkie, a może tylko któraś z dziewcząt, mugolki pożegnały się z Jessiem i wróciły do domu, o czymś jeszcze między sobą rozmawiając i co jakiś czas zerkając na Jessiego znad ramienia. Została z nim jedynie ta niebieskooka dziewczyna, która zaprosiła go do wspólnej zabawy.
-Fajnie się z tobą ganiało Gerarda - powiedziała. -Nie sądziłam, że jednak się zgodzisz do nas dołączyć.
-Nie miałem zbyt wielkiego wyboru. W końcu ciągnęłaś mnie za rękę, nie? - odpowiedział Jessie z uśmiechem.
W odpowiedzi na to dostał kuksańca w bok.
-Hej, właściwie to nawet nie powiedziałeś nam, jak masz na imię.
-Bo nawet o to nie zapytałaś.
Dziewczyna przewróciła oczami.
-Więc...?
-...Ernie. Mam na imię Ernie.
-Ernie - dziewczyna powtórzyła imię z dziwną lekkością w głosie. -Ładne imię. Ja jestem Evie. Jeżeli kiedyś jeszcze będziesz chciał pobiegać za gęsią albo podziękować Gerardowi za to dziabnięcie, to wiesz, gdzie nasz szukać.
Pomachała do niego ręką, zamknęła za sobą bramę i pobiegła do domu, gdzie wciąż czekały na nią jej koleżanki i sam Gerard.
Jessie zaśmiał się sam z siebie - w życiu by nie pomyślał, że idąc na spacer, skończy, ganiając gąsiora z grupą mugolskich dziewczyn.
No cóż, czas już było wracać do domu. Szybszym krokiem oddalił się od miasteczka i deportował się, kiedy żaden wzrok nie mógł go już sięgnąć.
Z któregoś z domów ktoś wyszedł, zwabiony krzykami i śmiechami, ale jeżeli zdecydował się cokolwiek do nich powiedzieć, został niemal całkowicie zignorowany. Jessie, który zwrócił na niego większą uwagę, jedynie do niego pomachał, ale piskliwe "Biegnie do ciebie!" przywróciło jego myśli na "właściwe" tory. Mieli w końcu gąsiora do złapania.
Dwie dziewczyny zatrzymały się i usiadły na trawie, rezygnując z dalszego polowania, ale wciąż kibicowały pozostałym. Gerard był szybko i zwrotny, ale wreszcie- WRESZCIE- Jessiemu udało się go złapać, samemu wywracając się na ziemię i turlając się po ziemi.
-Złapałem go!- zawołał z dumą, unosząc gąsiora w powietrze nie tylko po to, by pochwalić się swoim trofeum, ale również po to, by gąsior miał mniejszą szansę ugryźć go w twarz.
Dziewczyny zaczęły bić mu brawo i gratulować mu i dopiero po dłuższej chwili któraś z nich zabrała od niego straumatyzowanego Gerarda. Przez następne kilka minut, może kilkanaście, a może godzinę, siedzieli w kółku, zdyszani, ale rozbawieni, śmiejąc się nawzajem ze swoich nieudanych prób złapania gęsi i śmiesznych wypadków.
W końcu jednak popołudnie za bardzo zbliżyło się do wieczora, co oznaczało, że należało powoli wracać już do ciepłych, bezpiecznych domów. Gerard nie wierzgał już w ramionach dziewczyny, która go niosła, a bez jego skrzeków towarzyszyła im tylko cisza. Nie była to jednak niezręczna cisza.
Kiedy dotarli do bramy gospodarstwa, z którego pochodził gąsior i może wszystkie, a może tylko któraś z dziewcząt, mugolki pożegnały się z Jessiem i wróciły do domu, o czymś jeszcze między sobą rozmawiając i co jakiś czas zerkając na Jessiego znad ramienia. Została z nim jedynie ta niebieskooka dziewczyna, która zaprosiła go do wspólnej zabawy.
-Fajnie się z tobą ganiało Gerarda - powiedziała. -Nie sądziłam, że jednak się zgodzisz do nas dołączyć.
-Nie miałem zbyt wielkiego wyboru. W końcu ciągnęłaś mnie za rękę, nie? - odpowiedział Jessie z uśmiechem.
W odpowiedzi na to dostał kuksańca w bok.
-Hej, właściwie to nawet nie powiedziałeś nam, jak masz na imię.
-Bo nawet o to nie zapytałaś.
Dziewczyna przewróciła oczami.
-Więc...?
-...Ernie. Mam na imię Ernie.
-Ernie - dziewczyna powtórzyła imię z dziwną lekkością w głosie. -Ładne imię. Ja jestem Evie. Jeżeli kiedyś jeszcze będziesz chciał pobiegać za gęsią albo podziękować Gerardowi za to dziabnięcie, to wiesz, gdzie nasz szukać.
Pomachała do niego ręką, zamknęła za sobą bramę i pobiegła do domu, gdzie wciąż czekały na nią jej koleżanki i sam Gerard.
Jessie zaśmiał się sam z siebie - w życiu by nie pomyślał, że idąc na spacer, skończy, ganiając gąsiora z grupą mugolskich dziewczyn.
No cóż, czas już było wracać do domu. Szybszym krokiem oddalił się od miasteczka i deportował się, kiedy żaden wzrok nie mógł go już sięgnąć.
Koniec sesji