28.11.2025, 02:37 ✶
- Możemy zacząć od mojego - podsunęła jej butelkę wina, tę, którą przyniosła, bo choć nie miała żadnych oporów przed samodzielnym nalaniem kolejnych kieliszków, to jednak pierwsza butelka zawsze należała do gospodyni. Sama ułożyła się wygodnie na kanapie, pozwalając, by ciało zanurzyło się w miękkim obiciu. Sukienka ułożyła się elegancką linią na udach, a Astoria przesunęła się odrobinę w bok, aż jej głowa oparła się o jasną poduszkę.
Dopiero teraz, kiedy ciepło wnętrza mieszało się z aromatem wina, dotarło do niej, jak bardzo była zmęczona. Jak dawno nie miała okazji po prostu... usiąść. Bez stresu o pracę - klientów, reputację, obrazy. Bez myślenia o własnym zdrowiu, o dymie w ścianach mieszkania, o pożarze, który wciąż snuł się za nią jak cień.
Uniosła kieliszek, pozwalając winu okręcić się w szkle, jakby odmierzała sobie chwilę przed odpowiedzią. Kiedy znów spojrzała na Prudence, jej rysy złagodniały. Miały chyba obie talent do wpadania w wir życia, w którym dni mieszały się w jeden długi, szary sznur obowiązków. I właśnie dlatego tak bardzo doceniała to, że jednak siedziały tu teraz obok siebie.
- Daj spokój, rozumiem doskonale - powiedziała miękko. Odchyliła się wygodniej, jedną nogę podciągając lekko pod siebie, a drobne pasmo włosów splotła między palcami w zamyśleniu. Nigdy nie wypytywała o szczegóły. Nie chciała ich znać. Dla niej specyfika pracy Pru była kompletnie abstrakcyjna. Podczas gdy jej życie zawodowe krążyło wokół sztuki i piękna, praca ze śmiercią... martwymi ciałami była kompletną odwrotnością. Ale to tylko kolejna cegiełka, którą można by uznać za różnicę nie do przeskoczenia między nimi. Jedną z wielu. Pochodziły z dwóch różnych światów, które jakimś cudem potrafiły się zazębić.
- Moje mieszkanie nadal cuchnie dymem, nie da się tam wytrzymać - westchnęła, ubolewając nad swoją stratą. No, może jeszcze nie stratą, ale zaczynała poważnie rozważać sprzedaż. - Próbowałam wszystkiego i nic.
Wiele strat mogłaby teraz wymienić, począwszy od mieszkania i wszystkich zawartych w nim rzeczy, przez jej zdrowie fizyczne i duszący kaszel, który do tej pory w pełni nie ustąpił, a kończąc na zdrowiu psychicznym przez horror, który przeżyła tamtej nocy. Tyle że rozmowa o tym nie przyniesie ukojenia, tylko rozdrapie rany na nowo.
Pewnie ma tego po dziurki w nosie - pomyślała, że ostatnie czego jej trzeba, to opowiadać o szczegółach i rozpamiętywać straty tamtej nocy. Sama przecież miała przed oczami żywe obrazy rodem z horrorów, gdy tylko zamykała oczy. To nie zniszczone kamienice i spalone mienia były w tym wszystkim najgorsze. Dlatego nie naciskała, nie drążyła tematu.
Zamiast tego odsunęła od siebie te obrazy, skupiła się na cieple salonu, miękkości poduszek, zapachu wina, który unosił się w powietrzu jak obietnica normalności. Pozwoliła sobie na lekki uśmiech i odpoczynek.
- Aktualnie większość zadań wiąże się z renowacją bezcennych dzieł, które ucierpiały w ogniu. Pracochłonne zajęcie, ale opłacalne - była jedną z tych osób, które czerpały zyski z tej tragedii. Nie, żeby była z tego zadowolona. Scalanie mikropęknięć, ratowanie pożółkłej faktury i nadpalonych fragmentów było żmudnym zajęciem, spędzała całe dnie na mikroskopijnych poprawkach, by przywrócić obrazy do idealnego stanu. - Wolę zajmować się wystawami, bardziej organizacyjnymi kwestiami.
Odchyliła głowę na podsuszkę, a ciepło kanapy wciągało ją powoli, jakby chciało zatrzymać ją na dłużej. A ona wcale nie zamierzała się opierać. Spojrzenie Astorii zatrzymało się na dłoni Prudence, a drobny szczegół natychmiast zapalił się w jej głowie jak iskra. Była uczona dostrzegać najmniejsze detale w obrazach i tę spostrzegawczość przeniosła do codzienności.
- Zdjęłaś pierścionek - powiedziała cicho; bardziej stwierdziła, niż zapytała, z tą miękką, nieosądzającą nutą w głosie, jakby dawała podkład do rozwinięcia.
Dopiero teraz, kiedy ciepło wnętrza mieszało się z aromatem wina, dotarło do niej, jak bardzo była zmęczona. Jak dawno nie miała okazji po prostu... usiąść. Bez stresu o pracę - klientów, reputację, obrazy. Bez myślenia o własnym zdrowiu, o dymie w ścianach mieszkania, o pożarze, który wciąż snuł się za nią jak cień.
Uniosła kieliszek, pozwalając winu okręcić się w szkle, jakby odmierzała sobie chwilę przed odpowiedzią. Kiedy znów spojrzała na Prudence, jej rysy złagodniały. Miały chyba obie talent do wpadania w wir życia, w którym dni mieszały się w jeden długi, szary sznur obowiązków. I właśnie dlatego tak bardzo doceniała to, że jednak siedziały tu teraz obok siebie.
- Daj spokój, rozumiem doskonale - powiedziała miękko. Odchyliła się wygodniej, jedną nogę podciągając lekko pod siebie, a drobne pasmo włosów splotła między palcami w zamyśleniu. Nigdy nie wypytywała o szczegóły. Nie chciała ich znać. Dla niej specyfika pracy Pru była kompletnie abstrakcyjna. Podczas gdy jej życie zawodowe krążyło wokół sztuki i piękna, praca ze śmiercią... martwymi ciałami była kompletną odwrotnością. Ale to tylko kolejna cegiełka, którą można by uznać za różnicę nie do przeskoczenia między nimi. Jedną z wielu. Pochodziły z dwóch różnych światów, które jakimś cudem potrafiły się zazębić.
- Moje mieszkanie nadal cuchnie dymem, nie da się tam wytrzymać - westchnęła, ubolewając nad swoją stratą. No, może jeszcze nie stratą, ale zaczynała poważnie rozważać sprzedaż. - Próbowałam wszystkiego i nic.
Wiele strat mogłaby teraz wymienić, począwszy od mieszkania i wszystkich zawartych w nim rzeczy, przez jej zdrowie fizyczne i duszący kaszel, który do tej pory w pełni nie ustąpił, a kończąc na zdrowiu psychicznym przez horror, który przeżyła tamtej nocy. Tyle że rozmowa o tym nie przyniesie ukojenia, tylko rozdrapie rany na nowo.
Pewnie ma tego po dziurki w nosie - pomyślała, że ostatnie czego jej trzeba, to opowiadać o szczegółach i rozpamiętywać straty tamtej nocy. Sama przecież miała przed oczami żywe obrazy rodem z horrorów, gdy tylko zamykała oczy. To nie zniszczone kamienice i spalone mienia były w tym wszystkim najgorsze. Dlatego nie naciskała, nie drążyła tematu.
Zamiast tego odsunęła od siebie te obrazy, skupiła się na cieple salonu, miękkości poduszek, zapachu wina, który unosił się w powietrzu jak obietnica normalności. Pozwoliła sobie na lekki uśmiech i odpoczynek.
- Aktualnie większość zadań wiąże się z renowacją bezcennych dzieł, które ucierpiały w ogniu. Pracochłonne zajęcie, ale opłacalne - była jedną z tych osób, które czerpały zyski z tej tragedii. Nie, żeby była z tego zadowolona. Scalanie mikropęknięć, ratowanie pożółkłej faktury i nadpalonych fragmentów było żmudnym zajęciem, spędzała całe dnie na mikroskopijnych poprawkach, by przywrócić obrazy do idealnego stanu. - Wolę zajmować się wystawami, bardziej organizacyjnymi kwestiami.
Odchyliła głowę na podsuszkę, a ciepło kanapy wciągało ją powoli, jakby chciało zatrzymać ją na dłużej. A ona wcale nie zamierzała się opierać. Spojrzenie Astorii zatrzymało się na dłoni Prudence, a drobny szczegół natychmiast zapalił się w jej głowie jak iskra. Była uczona dostrzegać najmniejsze detale w obrazach i tę spostrzegawczość przeniosła do codzienności.
- Zdjęłaś pierścionek - powiedziała cicho; bardziej stwierdziła, niż zapytała, z tą miękką, nieosądzającą nutą w głosie, jakby dawała podkład do rozwinięcia.