28.11.2025, 07:03 ✶
na parkiecie z Brenną
Gdyby nie to, że zamknięci byli w ramach wytyczanych przez takty i kolejne nuty płynące ze strony orkiestry, to pewnie zatrzymałby się w miejscu. Zamiast tego skrzywił się tylko wyraźnie, z przekąsem, jakby wgryzł się właśnie w coś niezwykle kwaśnego, ale jednocześnie wciąż walczył o to by zachować pokerową twarz. Nieudolnie, oczywiście.
- Ten twój niezależny ekspert, to chyba musiałby kompletnie ślepy i konkretnie pijany, kiedy to mówił - odparł, zerkając na jej twarz przelotnie.
Nawet nie chodziło o jego aurowidzenie, co o zwykły fakt że nie przepadał kiedy poddawało się w wątpliwości jego zdolności czy chociażby słowa. Brenna była czerwona. Kropka. Było to widać jak na dłoni za każdym razem, kiedy znalazła się w zasięgu wzroku i nawet teraz, kiedy przepływali po parkiecie w towarzystwie innych par, jego i jej aura przyjemnie się ze sobą stapiały w miejscach gdzie znajdowali się najbliżej siebie. W jego oczach, albo raczej w tym ulotnym obrazie, które podchwytywało teraz trzecie oko, nie byli nawet parą a jedną plamą barwną, która nasyceniem najpewniej różniła się tylko w punktach najbardziej od siebie oddalonych.
Mało zadowolony wyraz twarzy rozpłynął się nieco i wygładził, dając w pewnym momencie miejsce dla szybkiego uśmiechu, który pojawił się w odpowiedzi na plączące po głowie myśli.
Wiesz, tak sobie pomyślałem, odnośnie tej twojej aury. Albo raczej mojej i twojej. Widzisz, gdzieniegdzie wierzy się, że niektórych łączy nić przeznaczenia, nawet nie pamiętam skąd to. W każdym razie, widzisz, ona zawsze jest czerwona.
Gdyby nie to, że zamknięci byli w ramach wytyczanych przez takty i kolejne nuty płynące ze strony orkiestry, to pewnie zatrzymałby się w miejscu. Zamiast tego skrzywił się tylko wyraźnie, z przekąsem, jakby wgryzł się właśnie w coś niezwykle kwaśnego, ale jednocześnie wciąż walczył o to by zachować pokerową twarz. Nieudolnie, oczywiście.
- Ten twój niezależny ekspert, to chyba musiałby kompletnie ślepy i konkretnie pijany, kiedy to mówił - odparł, zerkając na jej twarz przelotnie.
Nawet nie chodziło o jego aurowidzenie, co o zwykły fakt że nie przepadał kiedy poddawało się w wątpliwości jego zdolności czy chociażby słowa. Brenna była czerwona. Kropka. Było to widać jak na dłoni za każdym razem, kiedy znalazła się w zasięgu wzroku i nawet teraz, kiedy przepływali po parkiecie w towarzystwie innych par, jego i jej aura przyjemnie się ze sobą stapiały w miejscach gdzie znajdowali się najbliżej siebie. W jego oczach, albo raczej w tym ulotnym obrazie, które podchwytywało teraz trzecie oko, nie byli nawet parą a jedną plamą barwną, która nasyceniem najpewniej różniła się tylko w punktach najbardziej od siebie oddalonych.
Mało zadowolony wyraz twarzy rozpłynął się nieco i wygładził, dając w pewnym momencie miejsce dla szybkiego uśmiechu, który pojawił się w odpowiedzi na plączące po głowie myśli.
Wiesz, tak sobie pomyślałem, odnośnie tej twojej aury. Albo raczej mojej i twojej. Widzisz, gdzieniegdzie wierzy się, że niektórych łączy nić przeznaczenia, nawet nie pamiętam skąd to. W każdym razie, widzisz, ona zawsze jest czerwona.