Naprawdę próbowała być rozsądna, chociaż na to było już zdecydowanie zbyt późno. Nie zareagowała w odpowiednim momencie, więc teraz byli tutaj, pod tą gruszą. On wyglądał jak siedem nieszczęść, do tego był najebany jak dzwonek, a ona, ona była po prostu zmęczona, chociaż przeżyła tej nocy zdecydowanie mniej od niego, może to i lepiej, bo obawiała się, że gdyby była na jego miejscu to właśnie zdychałaby w jakimś rowie, a on może nie wyglądał najlepiej, ale jednak jeszcze walczył o życie.
- Tak, ja mam fory, na szczęście, chociaż obawiam się, że i tak nie ominie mnie gadanie o tym, że tak się nie robi, ale jakoś to przetrwam, Ty masz trochę gorzej. - Nie dało się ukryć tego, że Yaxley miała aktualnie swój parasol ochronny, którego może nie powinna wykorzystywać, jednak nie widziała innej opcji. Benjy'emu zdecydowanie przyda się uzdrowiciel po tym, co przeszedł, wystarczyło tylko, żeby doszli do kwatery, byli bliżej niż dalej, więc misja nie była skazana na straty, jednak nieco mogła potrwać jej realizacja. Jakoś się tam doczołgają - naprawdę w to wierzyła.
- Tak, wiem, potrzebujesz tej swojej dziewuszki... - Nie musiał nic mówić, sama to sobie dopowiedziała, ba nie miała nawet oporu przed tym, żeby powiedzieć to na głos, chociaż wiedziała, że pewnie się skrzywi, ale powiedział jej naprawdę wiele, otworzył się przed nią, chociaż nie spodziewała się, że kiedykolwiek to zrobi. No, nawinęła się akurat ona, nie miał specjalnego wyboru, jakoś tak wyszło, miała wrażenie, że mogło ich to jednak do siebie nieco zbliżyć, bo takie sytuacje miały to do siebie, że niosły ze sobą coś jeszcze. Zresztą po tej nocy sama zmieniła zdanie na jego temat, nie powiedziałaby tego w głos, ale zaczęła darzyć go sympatią.
Tarot wpadł jej w ręce, więc postanowiła jakoś umilić im ten odpoczynek. To, że nie do końca wiedziała, co robi nie miało znaczenia, bo przecież to miała być tylko drobna zabawa. Mieli sobie wyciągnąć po karcie, czy tam kartach i zobaczyć obrazki. Nic skomplikowanego.
- Nie musisz widzieć, żeby patrzeć. - No, przecież jasnowidzowie mieli swoje trzecie oko, nie potrzebowali tych normalnych do tego, żeby coś zobaczyć.
- No, to zawsze lepsze. - Los miał jej coś do przekazania, tylko nie do końca wiedziała co, była naprawdę oporna, jeśli chodzi o szukanie znaków i interpretowanie ich.
- Na puszczenie się już jest chyba za późno, może to ma jakiś sens, bo zamierzam kurczowo trzymać się tego co mam, tylko nie wiem, czy to dobrze, czy powinnam zluzować? Nie chcę nic zmieniać, więc niech się pierdoli. - Miała całkiem jasne przemyślenia na temat wszystkiego, chociaż w ogóle nie wiedziała w jaki sposób mogłaby odczytać tę kartę, co chciała jej przekazać?
- Pierdolisz, na pewno nie będzie tak źle. - Nie wyglądał najlepiej, gdy opierał się o pień drzewa, jednak wypadało, by w końcu zebrał się w sobie. Miała nadzieję, że nie wylosuje chujowych kart, bo wtedy miałby kolejne argumenty do tego, żeby jęczeć nad swoim losem, zamiast wziąć się do roboty i zacząć wszystko układać.
- Baba z kijem niby nie może być księżniczką? - Prychnęła, wystarczyło nieco zmrużyć oczy, aby zaakceptować jej wersję, jednak on odnalazł w tym swoją.
- Faktycznie ten ziomek ma taki wyraz twarzy jak Ty. - Może jednak w tych kartach faktycznie coś było? Nie miała pojęcia, nie znała się na tym zupełnie, ale gdy Benjy tak o tym mówił to miało jakiś sens.
- No to się zgadzamy, widzisz nawet ta karta Ci to sugeruje, weź się ogarnij i zacznij coś zmieniać. - Sam to powiedział, więc zamierzała przytaknąć, jakby to miało mu pomóc podjąć decyzję.