• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[8/10/72] Something was there in the dark | Benjy, Prudence

[8/10/72] Something was there in the dark | Benjy, Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#8
29.11.2025, 23:26  ✶  

- Wspaniale. - Dodała jeszcze, bo wiedziała, że jeśli tak mówił, to nie mogło być inaczej. Benjy był słowny, na pewno nie pozwoli na to, aby ktoś lub coś stanęło im na drodze, i dobrze, bo bardzo, ale to bardzo chciała to zrobić dzisiaj, tej jesiennej nocy. Jej również nie brakowało determinacji, bo słowo się rzekło i nie było już odwrotu. Mieli wziąć ślub, całkiem prosta sprawa, no, tylko, że była noc, a oni byli na Nokturnie - nie miało im to jednak przeszkodzić.

- Nie przepraszaj mnie za to, grunt, że w końcu sobie to ułożyliśmy. - Sobie również miała nieco do zarzucenia, bo przecież sporo rzeczy dusiła w sobie, nie mówiła o nich wprost, wystarczył im jeden wieczór szczerości, aby wszystko ułożyli, więc i tak nie było z nimi, aż tak źle. To mogło trwać dużo dłużej. - Odpracować? Trzymam Cię za słowo. - Nie umknął jej jego ton, oczywiście, że zrozumiała do czego zmierza, potwierdzeniem tego były jej różane policzki, które nabrały koloru gdy tylko o tym wspomniał.

- Oczywiście, że masz coś do gadania, w końcu jesteś moim narzeczonym. - Pierwszy raz powiedziała to słowo w głos i uśmiechnęła się sama do siebie, to brzmiało wyjątkowo dobrze, nie mogło lepiej, naprawdę cieszyło ją to, że wszystko zmierzało w odpowiednim kierunku, trudno jej było zapanować nad tym uśmiechem, który co chwila pojawiał się na jej twarzy, więc przestała z tym walczyć, chociaż miejsce nie sprzyjało takim wybuchom radości, to trudno.

- Tak, nie powinna mnie ruszyć. - Panowała nad swoim darem, jednak nigdy nie mogła mieć pewności, że nie dojdą jakieś czynniku, które nieco mogłyby jej to utrudnić, dlatego właśnie wolała być szczera, i wszystko mu wyjaśnić, żeby wiedział, czego może się spodziewać. Nie zrobiła tego wcześniej, a może powinna, chociaż Benjy i tak był bardzo świadomy, jak na kogoś kto sam nie został obdarzony podobnym talentem. Dużo wiedział, ale czy mogła spodziewać się czegoś innego? Zawsze interesował się otaczającym go światem.

Jego głos zabrzmiał jej wprost do ucha. Dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy się odezwał i tak, wiedziała, że jeśli coś jej obiecał, to na pewno dotrzyma słowa. Westchnęła cicho, powinna się tego spodziewać, prawda, sama go do tego sprowokowała. - To prawda, noc poślubna rządzi się swoimi prawami, więc będę musiała Ci to wybaczyć. - Nie zamierzała przecież mu utrudniać spełnienia tej powinności. Noc poślubna w końcu nie była czymś, co zdarzało się zbyt często, być może Benjy miał już jedną za sobą, jednak ona nie, miało to być dla niej wyjątkowe, zresztą zamierzała zrobić wszystko, aby dla niego również była.

Kiwnęła głową, gdy potwierdził, że ruszą dalej. To był najlepszy pomysł, jaki mogli zrealizować w zaistniałej sytuacji. Nie wiadomo bowiem, czemu światła zgasły, z racji na to, że mieli bardzo konkretne plany na dalszą część wieczoru lepiej dla nich, aby tego nie sprawdzali.

Zupełnie przypadkiem zauważyła, że to nie jego rękę trzyma, dlatego właśnie zadała to pytanie, całkiem spokojnie, bo nie widziała sensu w tym aby panikować, na Nokturnie zdarzały się różne rzeczy... może i to był pierwszy raz kiedy zupełnie obca, samodzielna dłoń trzymała ją za rękę, jednak nie był to powód do tego, aby panikować. To tylko ręka... Gorzej gdyby znalazł się ich właściciel i pomyślał, że to oni mu je odebrali.

- Jeden raz to przypadek, dwa razy zbieg okoliczności, oby nie było trzeciego... - Bo to byłby schemat, a jednak wolała go uniknąć, zresztą to naprawdę był jakiś dziwny przypadek, nie miała pojęcia bowiem, jak mogło dojść do tego, że w ich ręce trafiły ręce... no brzmiało to naprawdę zagmatwanie.

- Zajmę się tym później, znam lepsze sztuczki od Episkey. - Oczywiście, że zamierzał skorzystać z ulubionego zaklęcia każdego uzdrowiciela, na szczęście już niedługo nie będzie mógł nic robić z tym, że będzie chciała leczyć go swoimi metodami, na pewno wyłoży mu odpowiednie argumenty... przez które nawet przez moment nie będzie się wahał nad tym, w jaki sposób i czy w ogóle zamierza się leczyć.

- Tak, to jest dziwne, nie powinny być ciepłe, chętnie sprawdzę dlaczego tak jest. - Oczywiście, że sądziła, że trzeba to zbadać, nie zamierzała przechodzić wokół tego obojętnie, materiał do prowadzenia badań sam wpadł jej w ręce, musiała wykorzystać taką okazję.

- Zdecydowanie mi się przyda. - Na szczęście nie musiała nic mówić, bo Benjy doskonale wiedział, że bardzo tego potrzebuje, znał ją jak nikt inny. - Doskonale, to jesteśmy dogadani, ręce będą moje, a jeśli odnajdzie się ich właściciel to będzie rozmawiał z Tobą. - Nie wydawało jej się to do końca sprawiedliwe, ale nie mogła nie skorzystać z okazji, zresztą wiedziała, że Fenwick potrafiłby bardzo skutecznie przeprowadzić taką konwersację.

Parsknęła śmiechem, nie mogła się powstrzymać, wypowiedział to pytanie takim poważnym tonem, a ta cała sytuacja była okropnie absurdalna, to jakiś cud, chichot losu, zwał jak zwał, że coś takiego ich spotkało. - Możesz wziąć moje wszystkie ręce Benjy. - Odpowiedziała starając się być poważną, ale średnio jej to wychodziło.

- Dobrze, chociaż mam nadzieję, że obejdzie się bez takich... - Wolałaby nie musieć mu ich ściągać z gardła, bo ledwie do niego dosięgała... Oddała mu więc swoją nową rękę, aby się nią zajął, a później ruszyli dalej, mieli bardzo jasny cel, te dwie dodatkowe ręce nie miały im przeszkodzić w jego realizacji.


Koniec sesji


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (3970), Prudence Fenwick (3187)




Wiadomości w tym wątku
[8/10/72] Something was there in the dark | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 28.11.2025, 23:38
RE: [8/10/72] Something was there in the dark | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 29.11.2025, 00:23
RE: [8/10/72] Something was there in the dark | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 29.11.2025, 03:11
RE: [8/10/72] Something was there in the dark | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 29.11.2025, 10:26
RE: [8/10/72] Something was there in the dark | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 29.11.2025, 14:44
RE: [8/10/72] Something was there in the dark | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 29.11.2025, 18:09
RE: [8/10/72] Something was there in the dark | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 29.11.2025, 21:43
RE: [8/10/72] Something was there in the dark | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 29.11.2025, 23:26

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa