Nowa nieruchomość była im potrzebna. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, przez ostatnie kilka miesięcy zdążyli drobić się naprawdę dużej, zwierzęcej rodziny, która zresztą miała niedługo się powiększyć, ich najnowsza psia towarzyszka znajdowała się bowiem w wysokiej ciąży, jeszcze kilka dni, a mieli zostać rodzicami gromady szczeniaków... do tego zostało jakieś pół roku kiedy na świecie pojawić się miało ich dziecko. Cóż, to wszystko, a również to, że zostali oficjalnie małżeństwem doprowadziło ich do tego, że kupili dworek. Dworek w którym wszystko się zaczęło. Doszli do tego, że nie będzie to najgorszym pomysłem, bo chyba tamtej pamiętnej, zimowej nocy udało im się pozbyć tej dziwnej klątwy, która towarzyszyła temu miejscu.
Czekało ich sporo pracy, bo dom był opuszczony od wielu lat, jednak nie było rzeczy, z którą by sobie nie poradzili, wierzyła, że prace remontowe pójdą im całkiem sprawnie i już niedługo wszystko będzie się nadawało do użytku, póki co były to nieco warunki polowe, ale nie było to dla nich najmniejszym problemem.
Póki co mało kto wiedział o tym, że postanowili kupić tę nieruchomość, pewnie wieści prędzej, czy później miały się rozejść po świecie, chociaż to wcale nie było takie oczywiste. Dworek znajdował się na odludziu, może minąć naprawdę sporo czasu, nim ktoś zauważy, że ktoś postanowił go kupić, a nawet w nim zamieszkać, to było sporą zaletą tego miejsca, dla Geraldine spokój był naprawdę ważny, liczyła na to, że nie zaczną ich odwiedzać grupy sąsiedzkie, które będą chciały przywitać ją w Little Hangleton.
Nie udało jej się tutaj jeszcze sprowadzić swojego konia, ku uciesze Ambroise'a, ale Greengrass-Yaxley nie zamierzała odpuścić, musiała tylko przemyśleć, gdzie miałaby się znajdować stajnia, w ramach rekompensaty jej mąż miał dostać swoją wielką szklarnię, oczywiście obiecała jeszcze to, że będzie się trzymać z dala od niego z tymi swoimi końmi, wiedziała, przecież jak reaguje na zwierzęta z kopytami.
Geraldine postanowiła skorzystać z tego całkiem przyjemnego dnia, rozsiadła się na ganku, wzięła ze sobą psy, które biegały po ogrodzie, zapoznawały się powoli ze swoim nowym domem i zdecydowanie im się tutaj podobało, bo miały sporo przestrzeni do szaleństwa. Siedziała w zasadzie nie robiąc nic, piła kawę i łapała jedne z ostatnich promieni słońca, nie wątpiła, że to były jego ostatnie podrygi. Nie przeszkadzał jej wiatr, który całkiem przyjemnie muskał jej skórę i plątał włosy. Było na tyle ciepło, że nie uderzał w nią chłodem.
W pewnym momencie psy pognały w jednym kierunku - tylko sobie znanym, nie miała pojęcia, co mogło spowodować w nich taki entuzjazm, być może trafiły na jakiegoś królika, czy innego zająca. Dworek znajdował się blisko lasu, więc pełno zwierząt kręciło się po okolicy. Być może nie były to góry, jednak wydawało jej się, że nie mogli znaleźć dla siebie lepszego miejsca, w którym mogliby zamieszkać, w końcu tu wszystko się zaczęło.
Postanowiła podnieść swój tyłek ze schodów i ruszyć za zwierzakami, ciekawa, co mogło przykuć ich uwagę. Szła powoli, nigdzie jej się nie spieszyło, no i wtedy dostrzegła znajomą sylwetkę. Uśmiechnęła się, co było dziwne, bo jeszcze niedawno nie zareagowałby tak na jego widok, jednak wyjazd do Rumunii sporo zmienił.
List, który do niej dotarł nieco ją zdziwił, coś musiało się zmienić. Była ciekawa, jak mu poszło to, co miał do załatwienia, musiało pójść w miarę dobrze, skoro postanowił zostać. Przyglądała się mężczyźnie przez krótką chwilę, kiedy witał się z ich pupilami, psy go znały i reagowały na niego z entuzjazmem, to były bardzo sprzedajne istoty, wystarczyło nieco pieszczot, aby kogoś do siebie przekonały.
Póki co jednak się nie odezwała, czekała, aż Benjy ją zobaczy.