Gdzie indziej, jeśli nie tutaj mieli znaleźć kogoś, kto o tej porze będzie w stanie im udzielić ślubu? No chyba nie w kowenie... podejrzewała, że tam już dawno wszyscy kapłani wpadli w objęcia Morfeusza. Nie, żeby należała do osób, które często odwiedzały to miejsce, miała jednak swoje podejrzenia. Zresztą wydawało jej się, że wbrew pozorom ten Nokturn do nich pasował. Może i był nie do końca przyjemny, pełen czarnoksiężników, czy typów spod ciemnej gwiazdy, jednak oni poniekąd byli jego częścią. Nie był to ich dom, ale bywali tutaj, mieli swoje znajomości. Nie spodziewała się, że kiedyś będzie korzystać z podobnych protekcji po to, aby coś na tym ugrać. Chodziło jednak o spontaniczny ślub, a więc nie za bardzo mieli inny wybór, w tym przypadku Benjy musiał skorzystać ze swoich układów, żeby ktoś im go udzielił.
To było całkiem zabawne, bo nie wydawało jej się, aby to była jedna z najbardziej pilnych usług, które ktoś mógł oferować w tym miejscu. Zresztą nie sądziła, aby to było główne zajęcie zainteresowanego, bądź zainteresowanej, raczej jakiś drobny dodatek do oferowanych usług. Nie było to jednak istotne, nie było ważne, kto udzieli im ślubu, liczyło się tylko to, że postanowili w końcu zostać ze sobą na zawsze. Na dobre i na złe, bez względu na wszystko. Nic więcej nie mogli sobie zaoferować i byli gotowi zrobić to bez żadnego zawahania, od razu, gdy tylko zostało powiedziane to w głos.
Więc szli przed siebie, w tym mroku, światła latarni nieco rozświetlały im drogę, jednak Nokturn zawsze wydawał jej się nieco bardziej okryty ciemnością, był to chyba urok tego miejsca, chociaż, czy w ogóle można było uznać je za urocze? No nie do końca, ale mniejsza o to, od dzisiaj miało jej się kojarzyć zdecydowanie lepiej - ze zmianą, która miała odmienić jej życie.
Nie wypuszczała dłoni Benjy'ego, raczej kurczowo się jej trzymała, dobrze było mieć go znowu blisko siebie, nie czuć było już napięcia w powietrzu, raczej ulgę i spokój, byli pewni podjętych przez siebie decyzji, zdeterminowani, aby zrealizować swój plan od ręki. Nic nie mogło stanąć im na przeszkodzie, już niedługo, za krótką chwilę wszystko się zmieni. Przeznaczenie miało na nich swój plan, wiedziała, że jej wybranek pewnie tylko parsknąłby śmiechem, gdyby wspomniała o przeznaczeniu, jednak w oczach Prue wszystko świadczyło o tym, że świat chciał im coś pokazać, a może to oni światu? Tak właściwie przecież walczyli razem przeciwko niemu.
- Bardzo dobrze, byłoby mi przykro, jakby się okazało, że któraś z zagubionych, samotnych dłoni wygrała z moją. - To był naprawdę dziwny zbieg okoliczności, że spotkało ich coś podobnego. Znaleźli dwie ciepłe ręce, bez ciała, nikt ich nie szukał, ale to nie był ich problem na ten moment, teraz mieli coś ważniejszego do załatwienia, oczywiście zamierzała do tego wrócić, ale skoro Benjy się nimi zaopiekował, to raczej im nie uciekną. Będzie miała czas, aby się tym zająć. Najpierw te najbardziej istotne i palące rzeczy.
Zbliżali się powoli do miejsca, w którym miała rozpocząć się ich nowe życie, wspólne. Czuła ogromną ekscytację, ale też ulgę, że wreszcie wszystko jest takie, jakie powinno. Trzymała za rękę mężczyznę, którego kochała, a za chwilę miała oficjalnie stać się jego żoną, to naprawdę było wszystkim, co mogła sobie wymarzyć.
- Już blisko? Nie mogę się doczekać... - Może nie powinna tego mówić, ale na pewno nie umykał mu jej entuzjazm, naprawdę cieszyła się z tego, co zaraz miało się wydarzyć i było to widać w każdym jej geście.
Nie do końca wiedziała, czego się spodziewać, jak będzie wyglądała ceremonia, bo przecież nie mieli zaplanowane zupełnie nic, wszystko działo się spontanicznie, ale nie było sensu zwlekać, nie potrzebowali planów, mieli powiedzieć sobie tak, ona miała przyjąć jego nazwisko i mogli zacząć wspólne życie, to wydawało się być całkiem proste do realizacji.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control