30.11.2025, 12:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2025, 12:08 przez Brenna Longbottom.)
– Mam zdjęcia foteli, jeśli to pomoże. W sensie foteli, które będą obok tego stołu. Będzie wtedy łatwiej dobrać kolory?
Brenna miała trochę wyczucia, gdy chodziło o takie rzeczy jak dobór stroju: mogła na to nie wyglądać, gdy ganiała w mundurze z rozwichrzonym włosem albo po Dolinie, gdzie przecież ktoś, kto chodziłby w szatach czarodziejów, zwróciłby na siebie uwagę. Ale umiała dobierać ubranie i kolory do osoby. Jeśli jednak szło o wystrój, to tu już miała znacznie mniej doświadczenia.
– To moja wina. Przez przypadek go zniszczyłam. Phil nie ma pretensji, ale… wiesz. Skoro coś zepsułam, powinnam zadbać o to, żeby na tym miejscu pojawiło się coś nowego, prawda? Najlepiej lepszego, żeby nie było żal tego, co przepadało – wyjaśniła Brenna, tłumiąc westchnienie.
Wciąż było jej wstyd.
Tamtego zaklęcia. Własnego momentu załamania chwilę później. Łez, których przez całe lata nikomu nie pokazała.
I wciąż trochę się bała. Pod tym względem Voldemort zdołał wygrać: zaszczepił w niej lęk. Nie przed nim może, ale przed tym, co może się zdarzyć. Jeżeli ot tak, na odległość, zrobił coś, co sprawiło, że kogoś zaatakowała… To jak mieli w ogóle z nim walczyć?
Odsunęła jednak od siebie te myśli, jak wiele razy wcześniej i posłała Samowi uśmiech. Zniszczyła stół. Mogła dostarczyć nowy stół. Wielka szkoda, że nie ze wszystkim działało to tak łatwo jak z meblami.
Przez moment zastanawiała się, czy ponowić pytanie o Nikolaia, ale uznała, że po prostu napisze do chłopaka list. Tymczasem cofnęła się nieco, kiedy mężczyzna zamienił się w niedźwiedzia, a uśmiech stał się trochę szerszy, gdy obserwowała misia dźwigającego belki. Uniosła ponownie różdżkę, tym razem próbując sięgnąć po dziedzinę, którą znała nieco lepiej i nie celując bezpośrednio w belki, a za pomocą kształtowania próbując wyczarować podpórkę, mającą ułatwić wpasowywanie belek na właściwe miejsca.
– Nigdy nie wpadłabym na to, że animagia może przydać się do takich robótek – rzuciła z pewnym rozbawieniem, gdy kolejne belki trafiały tam, gdzie powinny. A gdy pierwszy czar nie działał - chyba się rozproszyła - spróbowała ponownie.
Kształtowanie
Drugi raz to samo:
Brenna miała trochę wyczucia, gdy chodziło o takie rzeczy jak dobór stroju: mogła na to nie wyglądać, gdy ganiała w mundurze z rozwichrzonym włosem albo po Dolinie, gdzie przecież ktoś, kto chodziłby w szatach czarodziejów, zwróciłby na siebie uwagę. Ale umiała dobierać ubranie i kolory do osoby. Jeśli jednak szło o wystrój, to tu już miała znacznie mniej doświadczenia.
– To moja wina. Przez przypadek go zniszczyłam. Phil nie ma pretensji, ale… wiesz. Skoro coś zepsułam, powinnam zadbać o to, żeby na tym miejscu pojawiło się coś nowego, prawda? Najlepiej lepszego, żeby nie było żal tego, co przepadało – wyjaśniła Brenna, tłumiąc westchnienie.
Wciąż było jej wstyd.
Tamtego zaklęcia. Własnego momentu załamania chwilę później. Łez, których przez całe lata nikomu nie pokazała.
I wciąż trochę się bała. Pod tym względem Voldemort zdołał wygrać: zaszczepił w niej lęk. Nie przed nim może, ale przed tym, co może się zdarzyć. Jeżeli ot tak, na odległość, zrobił coś, co sprawiło, że kogoś zaatakowała… To jak mieli w ogóle z nim walczyć?
Odsunęła jednak od siebie te myśli, jak wiele razy wcześniej i posłała Samowi uśmiech. Zniszczyła stół. Mogła dostarczyć nowy stół. Wielka szkoda, że nie ze wszystkim działało to tak łatwo jak z meblami.
Przez moment zastanawiała się, czy ponowić pytanie o Nikolaia, ale uznała, że po prostu napisze do chłopaka list. Tymczasem cofnęła się nieco, kiedy mężczyzna zamienił się w niedźwiedzia, a uśmiech stał się trochę szerszy, gdy obserwowała misia dźwigającego belki. Uniosła ponownie różdżkę, tym razem próbując sięgnąć po dziedzinę, którą znała nieco lepiej i nie celując bezpośrednio w belki, a za pomocą kształtowania próbując wyczarować podpórkę, mającą ułatwić wpasowywanie belek na właściwe miejsca.
– Nigdy nie wpadłabym na to, że animagia może przydać się do takich robótek – rzuciła z pewnym rozbawieniem, gdy kolejne belki trafiały tam, gdzie powinny. A gdy pierwszy czar nie działał - chyba się rozproszyła - spróbowała ponownie.
Kształtowanie
Rzut W 1d100 - 12
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Drugi raz to samo:
Rzut W 1d100 - 62
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.