30.11.2025, 17:15 ✶
Kły miały trafić na niedźwiedzie ucho, psotnie się na nim zacisnąć, nie robiąc mu przy tym krzywdy, ale trafiły na delikatniejsze, ludzkie ucho. Niedźwiedź cofnął łeb sekundę po tym, jak zęby trafiły na ludzką skórę i zostały wypowiedziane pierwsze słowa - a właściwie okrzyk - w ludzkiej mowie. Niedźwiedź patrzył przez krótką chwilę na Sama, trochę zaskoczony tak szybką przemianą, po czym zaczął go trącać mokrym nosem, nie chcąc jeszcze przerywać zabawy, której koniec byłby momentem, w którym trzeba będzie się wreszcie ruszyć.
Wyciągnął się wygodniej na podłodze i przymknął ślepia, pochylając łeb, by Samowi łatwiej było drapać go za uchem. Niby powinni już wstać, zjeść śniadanie i zabrać się do pracy, ale Samuel sam przeciągał chwilę lenistwa, zamiast go poganiać.
Samuel zaczął mówić o usprawnieniach, o pieczętowaniu, o znajomym i zabezpieczeniach, i niedźwiedzi móżdżek zaczął powoli przetwarzać słowo po słowie, próbując ułożyć z nich cały sens. Ziewną przeciągle, odwracając łeb i wytarmoszony, przekręcił się całym cielskiem na plecy, zanim niedźwiedzia postać zmalała i zrzuciła futro, pozostawiając na podłodze mniejsze ciało nastoletniego jeszcze chłopaka, rozłożonego jak krzyż i wgapionego w sufit.
Usprawnienia, pieczętowanie, znajomy, zabezpieczenia. Ziewną kolejny raz już ludzkimi ustami - po dobrym śnie zawsze dużo ziewał, a od kiedy Sam był z nimi, spało mu się coraz lepiej - i z ociężali podniósł się do pozycji siedzącej.
-Hm... - mruknął, tarmosząc sobie włosy. -Myślę, że po tym pożarze mało kto nie byłby zainteresowany zabezpieczeniami przed ogniem. Lovegoodzi z pewnością będą chcieli, żeby ich stragany były lepiej zabezpieczone, niż do tej pory. Nigdy nie wiadomo, kiedy znowu coś się wydarzy - to ostatnie powiedział już szeptem, jakby wypowiedzenie ich na głos sprawiło, że następnego dnia dojdzie do kolejnej tragedii.
Vlad czekał na nich w kuchni, z kubkiem kawy przy ustach i gazetą w drugiej dłoni i kiedy niedźwiedzi chłopcy zleźli wreszcie z pokoju na dół, skinął im głową na stół, gdzie czekało na nich śniadanie.
-Myślę, że akurat jej możesz zaufać, że zapewni ci odpowiedni materiał - powiedział. -I wierzę, że pan Garric zrozumie, że opuszczasz naukę nie z powodu lenistwa, tylko dlatego, że próbujesz pomóc tym, którzy ucierpieli podczas pożaru. Nie zamartwiaj się tym na zapas. Nikki, widzę to!
Tym, co Vlad widział, był Nikolai, próbujący wykorzystać moment, w którym Sam i Vlad rozmawiali między sobą, i wyciągnąć paczkę papierosów, którą Vlad schował kilka dni temu.
Nikolai nie był już co prawda małym dzieckiem, ale Vlad dzielił, niestety, kilka cech ze swoim bratem - jedną z nich była ta, przez którą ograniczał bratankowi dostęp do fajek. Nie lubił, kiedy ktoś palił przy nim, a tym bardziej w domu, i próbował oduczyć tego Nikolaia, z takim skutkiem, że młodego Petrova zaczynało nosić, dopóki nie udało mu się znaleźć jakiejś paczki i zapalić chociaż jednego papierosa. Nie tak łatwo było wyjść z nałogu.
-A pisałeś do pana Olivandera, że nie będziesz do niego na razie przychodził? - Nikolai zwrócił się do Sama i schował paczkę papierosów do kieszeni swoich spodni, kiedy stryj odwrócił się do drugiego animaga.
Wyciągnął się wygodniej na podłodze i przymknął ślepia, pochylając łeb, by Samowi łatwiej było drapać go za uchem. Niby powinni już wstać, zjeść śniadanie i zabrać się do pracy, ale Samuel sam przeciągał chwilę lenistwa, zamiast go poganiać.
Samuel zaczął mówić o usprawnieniach, o pieczętowaniu, o znajomym i zabezpieczeniach, i niedźwiedzi móżdżek zaczął powoli przetwarzać słowo po słowie, próbując ułożyć z nich cały sens. Ziewną przeciągle, odwracając łeb i wytarmoszony, przekręcił się całym cielskiem na plecy, zanim niedźwiedzia postać zmalała i zrzuciła futro, pozostawiając na podłodze mniejsze ciało nastoletniego jeszcze chłopaka, rozłożonego jak krzyż i wgapionego w sufit.
Usprawnienia, pieczętowanie, znajomy, zabezpieczenia. Ziewną kolejny raz już ludzkimi ustami - po dobrym śnie zawsze dużo ziewał, a od kiedy Sam był z nimi, spało mu się coraz lepiej - i z ociężali podniósł się do pozycji siedzącej.
-Hm... - mruknął, tarmosząc sobie włosy. -Myślę, że po tym pożarze mało kto nie byłby zainteresowany zabezpieczeniami przed ogniem. Lovegoodzi z pewnością będą chcieli, żeby ich stragany były lepiej zabezpieczone, niż do tej pory. Nigdy nie wiadomo, kiedy znowu coś się wydarzy - to ostatnie powiedział już szeptem, jakby wypowiedzenie ich na głos sprawiło, że następnego dnia dojdzie do kolejnej tragedii.
Vlad czekał na nich w kuchni, z kubkiem kawy przy ustach i gazetą w drugiej dłoni i kiedy niedźwiedzi chłopcy zleźli wreszcie z pokoju na dół, skinął im głową na stół, gdzie czekało na nich śniadanie.
-Myślę, że akurat jej możesz zaufać, że zapewni ci odpowiedni materiał - powiedział. -I wierzę, że pan Garric zrozumie, że opuszczasz naukę nie z powodu lenistwa, tylko dlatego, że próbujesz pomóc tym, którzy ucierpieli podczas pożaru. Nie zamartwiaj się tym na zapas. Nikki, widzę to!
Tym, co Vlad widział, był Nikolai, próbujący wykorzystać moment, w którym Sam i Vlad rozmawiali między sobą, i wyciągnąć paczkę papierosów, którą Vlad schował kilka dni temu.
Nikolai nie był już co prawda małym dzieckiem, ale Vlad dzielił, niestety, kilka cech ze swoim bratem - jedną z nich była ta, przez którą ograniczał bratankowi dostęp do fajek. Nie lubił, kiedy ktoś palił przy nim, a tym bardziej w domu, i próbował oduczyć tego Nikolaia, z takim skutkiem, że młodego Petrova zaczynało nosić, dopóki nie udało mu się znaleźć jakiejś paczki i zapalić chociaż jednego papierosa. Nie tak łatwo było wyjść z nałogu.
-A pisałeś do pana Olivandera, że nie będziesz do niego na razie przychodził? - Nikolai zwrócił się do Sama i schował paczkę papierosów do kieszeni swoich spodni, kiedy stryj odwrócił się do drugiego animaga.