Prychnęła, kiedy usłyszała jego słowa. No mogła go wystawić, jasne, ale miała w zwyczaju dotrzymywać słowa, nie rzucała ich na wiatr, nie robiła z gęby cholewy. - Nie mam w zwyczaju wystawiać ludzi, kiedy się z nimi na coś umawiam. - Podkreśliła to, bo uważała, iż jest to istotne. - Tak, widzę, że zdążyłeś już wkupić się w łaski naszych paskud. - Nie dało się nie zauważyć, że psy darzyły go sympatią, nadal nie przestawały biegać tuż koło niego.
Zaśmiała się głośno, bardzo głośno, kiedy wspomniał, że ma tę minę, dziwną minę, bardzo zadowoloną minę dlatego, że ją widzi. Oczywiście, na pewno to z tej okazji się tak szczerzył. - Tak, jasne, bo zawsze się tak cieszysz na mój widok, to całkiem normalne. - Bujać to my, ale nie nas, czy coś. Tak, czy siak dobrze było go widzieć w tej odmienionej wersji, zwłaszcza, że jeszcze kilka dni temu wyglądał jak wrak człowieka i nie wydawało jej się, aby szybko miało się to zmienić, a tutaj minęły ledwie trzy dni, a stał przed nią jakby zmartwychwstał, narodził się na nowo, czy coś.
- Dzięki za wyjaśnienia, chociaż dziwnie widzieć Cię takiego, rozanielonego? - Sama nie wiedziała, czy to słowo do końca oddaje jego wygląd, czy aurę jaką wokół siebie roztaczał, ale nie przywykła do takiego widoku, być może to miała być jakaś jego nowa wersja?
- Twoja twarz mówi coś innego. - Zdecydowanie nad nią nie panował i mógł próbować wciskać jej kit, ale widziała, że coś się zmieniło, tylko jeszcze nie miała pojęcia co. Musiała to z niego wyciągnąć, ale to może za chwilę, mieli przecież czas, mogła wywiercić mu później dziurę w brzuchu, bo ciekawość domagała się odpowiedzi.
- Cieszy mnie to, bo ostatnio wyglądałeś raczej jak śmierć. - Nie chciała mu dowalać, po prostu stwierdziła fakt. Było z nim źle, kiedy znajdowali się w Rumunii, zresztą jeszcze wtedy twierdził, że musi wyjechać, a teraz przyszedł do niej, aby negocjowali ich nowy, wspólny układ. To musiało być coś więcej niż po prostu dobry dzień.
- Nie, to żadne przestępstwo, tylko wiesz, zastanawiam się... - Zastanawiała się nad powodem dla którego tak emanował radością, liczyła na to, że uchyli jej nieco rąbka tajemnicy. Może nie byli przyjaciółmi, chociaż właściwie Rumunia wprowadziła wiele zmian do ich relacji, Geraldine zaczęła patrzeć na niego inaczej, dostrzegła więcej, niż na początku, ba doszło do niej, że jej pierwsze wrażenie było bardzo niesprawiedliwe w stosunku do niego. - Zastanawiam się, co spowodowało ten dobry dzień. - Próbowała bardzo delikatnie się o to zapytać, żeby nie wyjść na wścibską, chociaż ciekawość rozsadzała ją od środka.
Zmierzali w kierunku domu, w końcu znaleźli się w środku, od razu skierowała się w stronę salonu, ogromnego salonu, dworek był naprawdę spory dzięki czemu mieli tutaj wiele przestrzeni. Pomieszczenie było jasne, dzięki wielkim oknom, które znajdowały się niemalże na całej ścianie. - Napijesz się czegoś? - Zapytała jeszcze, jak przystało na dobrą gospodynię, zrobiła to nim usiadła na ogromnej kanapie, bo później pewnie nie chciałoby się jej wstawać, a wypadało w odpowiedni sposób przywitać gościa. Nadal zapomniała zapytać ojca, czy oddeleguje do nich Triss, a zdecydowanie skrzatka przydałaby im się w tym wielkim domu do pomocy, był to jej ulubiony skrzat Yaxleyów i miała nadzieję, że uda jej się jakoś przekabacić Gerarda, aby zgodził się na to, żeby teraz została ich rodzinną skrzatką.