30.11.2025, 20:32 ✶
Najwyraźniej sędzia Crouch był przyzwyczajony do pojawiających się znikąd pytań o różne kwestie prawne, bo zachował spokój i udzielił Basiliusowi merytorycznych wyjaśnień. Pełen profesjonalizm.
Elise nie wiedziała, czy właśnie takiej odpowiedzi oczekiwał jej syn, ale sama czuła się usatysfakcjonowana. Wprawdzie nie do końca rozumiała te zawiłe prawnicze niuanse, lecz przekaz był jasny: bękart był w innej sytuacji niż dzieci z małżeństwa, a Basilius nie mógł z tym faktem nic zrobić. Dla młodego Prewetta powinna być to lekcja życia; czarodziejskie społeczeństwo opierało się na takich, a nie innych zasadach, nawet jeśli mogły się one wydawać niesprawiedliwe. Dla niektórych czystokrwistych rodzin status był najważniejszy i należało zrobić wszystko, by go zachować. Elise nie była twórcą tych reguł, a jedynie pionkiem na planszy, podobnie jak Basilius i Electra. Roli nadanej przy urodzeniu nie dało się zmienić; można było jedynie nauczyć się wykorzystywać sytuację na swoją korzyść. A dbanie o interesy dzieci z prawego łoża wiązało się z pogorszeniem sytuacji bękarta. Jeśli Basilius miał jakieś zażalenia, powinien był je kierować do osoby, która była odpowiedzialna za ten bałagan, czyli do Dedalusa.
Jednak jej syn nie był usatysfakcjonowany.
Elise nie wiedziała co jeszcze może zrobić; nie skarci go przecież jak gdyby był małym chłopczykiem. Zresztą, nawet wtedy zapewne by jej nie posłuchał. Przez te parę ostatnich lat kiedy mieszkał poza domem Basilius bardzo się uniezależnił – choć już wcześniej lubił okazywać swój indywidualizm. Zawsze był bardzo inteligentny, zdeterminowany i ciekawy świata, jednocześnie nie pozwalając, by choroba go ograniczała. Jako matkę, te cechy napawały ją dumą, ale jednocześnie potrafiły być źródłem frustracji. Zbyt natarczywe drążenie mogło przecież kiedyś mu zaszkodzić. Matko, że też musiała dać mi dziecko zbyt mądre dla swojego dobra, pomyślała, wzdychając z rezygnacją.
Elise nie wiedziała, czy właśnie takiej odpowiedzi oczekiwał jej syn, ale sama czuła się usatysfakcjonowana. Wprawdzie nie do końca rozumiała te zawiłe prawnicze niuanse, lecz przekaz był jasny: bękart był w innej sytuacji niż dzieci z małżeństwa, a Basilius nie mógł z tym faktem nic zrobić. Dla młodego Prewetta powinna być to lekcja życia; czarodziejskie społeczeństwo opierało się na takich, a nie innych zasadach, nawet jeśli mogły się one wydawać niesprawiedliwe. Dla niektórych czystokrwistych rodzin status był najważniejszy i należało zrobić wszystko, by go zachować. Elise nie była twórcą tych reguł, a jedynie pionkiem na planszy, podobnie jak Basilius i Electra. Roli nadanej przy urodzeniu nie dało się zmienić; można było jedynie nauczyć się wykorzystywać sytuację na swoją korzyść. A dbanie o interesy dzieci z prawego łoża wiązało się z pogorszeniem sytuacji bękarta. Jeśli Basilius miał jakieś zażalenia, powinien był je kierować do osoby, która była odpowiedzialna za ten bałagan, czyli do Dedalusa.
Jednak jej syn nie był usatysfakcjonowany.
Elise nie wiedziała co jeszcze może zrobić; nie skarci go przecież jak gdyby był małym chłopczykiem. Zresztą, nawet wtedy zapewne by jej nie posłuchał. Przez te parę ostatnich lat kiedy mieszkał poza domem Basilius bardzo się uniezależnił – choć już wcześniej lubił okazywać swój indywidualizm. Zawsze był bardzo inteligentny, zdeterminowany i ciekawy świata, jednocześnie nie pozwalając, by choroba go ograniczała. Jako matkę, te cechy napawały ją dumą, ale jednocześnie potrafiły być źródłem frustracji. Zbyt natarczywe drążenie mogło przecież kiedyś mu zaszkodzić. Matko, że też musiała dać mi dziecko zbyt mądre dla swojego dobra, pomyślała, wzdychając z rezygnacją.