To było całkiem zaskakujące, że potrafili prowadzić ze sobą rozmowę w taki lekki sposób. Jeszcze kilka dni temu raczej nie byli w stosunku do siebie szczególnie wylewni, ograniczali ilość słów, którymi się porozumiewali. Nie narzekała jednak na tę zmianę, wręcz przeciwnie uważała to za całkiem wygodne - nie musieli już się dłużej gryźć. Oczywiście, że nie zamierzała zmięknąć całkowicie, to nie było w jej stylu, ale czasem dobrze jest nie musieć ciągle trzymać gardy i czekać na atak. Nie było wielu osób, przy których pozwalała sobie na takie rozluźnienie.
- Och, a więc to już tyle trwa? Mogłeś powiedzieć, nie domyśliłam się, że Ci na tym zależy. - Udała nawet smutek, bawiło ją to, że zaczęli rozmawiać w taki sposób. Właściwie dopiero niedawno zaczęła dostrzegać, jak bardzo byli do siebie podobni, zresztą, czy powinno ją to, aż tak dziwić? Przecież byli rodziną, w ich żyłach płynęła ta sama krew, to nie zawsze łączyło się z jakimkolwiek podobieństwem, ale tutaj była go w stanie dostrzec naprawdę sporo. Geny Yaxleyów były silne... co do tego nie miała wątpliwości.
- Mam wiele talentów, to prawda, chociaż to nie miało być obraźliwe, jak widać nadal nie do końca potrafię w komplementy. - Próbowała być miła, ale wychodziło jej to jak zawsze, była niczym słoń w składzie porcelany. Co tu dużo mówić, Greengrass-Yaxley nie należała do osób szczególnie delikatnych, nawet kiedy się starała. Tak już miała, ale liczyły się chęci, czyż nie?
- Benjy, nie chcę Cię martwić, ale wygląda za bardzo prawdziwie, nie oszukasz mnie. - Tak, jasne - jego twarz kłamała, zdecydowanie miał problem z udawaniem, nie dało się nie zauważyć tej ogromnej zmiany, która w nim zaszła. Nie wyglądał już jak zbity pies, a jak całkiem zadowolony z życia człowiek, co było zaskakujące zważając na to, że minęło ledwie kilka dni od tej ich wspólnej, dość gwałtownej nocy, podczas której dowiedziała się o nim naprawdę sporo. Wydawało jej się niemalże niemożliwe, że tak bardzo można było zmienić nastawienie w przeciągu tak krótkiego okresu czasu. Nie miała pojęcia, co musiało się wydarzyć, że doszło do tak ogromnej zmiany.
Fakt, nie o tym jednak dzisiaj mieli rozmawiać, ale nie da się pominąć niektórych prywatnych spraw, zwłaszcza po tym, jak wyglądało ich kilka, ostatnich wspólnie spędzonych dni, szykowała w głowie drobną listę pytań, które mogła mu zadać, starała się, aby były całkiem luźne, bo nie musiała wiedzieć wszystkiego, ale mógł jej przecież zdradzić chociaż odrobinę, tak tyci, tyci, żeby spała spokojniej.
- Nie będę ukrywać, że dobrze to słyszeć, wiesz? - Na pewno wiedział, cieszyło ja to, że zaczął sobie wszystko układać, a przynajmniej tak to brzmiało, gdy powiedział o tym, że jest lepiej, bo wiedziała, że w jego przypadku nie były to słowa rzucone na wiatr, faktycznie musiało dojść do jakiejś zmiany. Nie mówiłby o tym tak lekko.
Zatrzymała się, kiedy zaczął mówić. Słuchała go bardzo uważnie. Czyli poszedł po rozum do głowy, poszedł porozmawiać, nie sądziła, że miała na to spory wpływ, jednak chyba odrobinę mogła uznać to za swój sukces? Starała się przecież nieco go uświadomić, jak to mogło wyglądać.
- Miałeś rozmowę, to brzmi obiecująco. - Od czegoś warto było zacząć, co ciekawe nie uciekł, tylko porozmawiał, powinna mu chyba pogratulować? Nie chciała być jednak uszczypliwa, więc zostawiła to dla siebie. - Czasem trzeba dostać cegłą w łeb, żeby przejrzeć na oczy. - No, nawet metaforyczną cegłą, dobrze jednak, że postanowił coś z tym zrobić, bo skoro wspomniał o tym, że go to naprostowało, to oznaczało, że nie był obojętny na to, co padło podczas tej rozmowy.
Psy miały swoje ulubione miejsca... nie ma się co oszukiwać, Geraldine miała do nich całkiem lekką rękę, pozwalała im na wiele, pewnie niektórzy nie byliby w stanie tego zaakceptować. W salonie na jednym z parapetów spała również Lilka, ich różowy kot, której chyba nie ruszyło zupełnie to, że cała ferajna weszła do pomieszczenia.
- Zatrzymałeś się w hotelu? - To było dziwne, a przynajmniej jej się wydawało dziwne? Musiał korzystać z hotelu, kiedy był w Londynie? Wystarczyło słowo, a oddałaby mu nawet swoje klucze do mieszkania przy Horyzontalnej, bo miała więcej szczęścia od ich wspólnych przyjaciół, gdyż jej nieruchomość niemalże nie ucierpiała podczas pożarów, a teraz stała pusta.
- Ogarnę kawę, rozgość się, zaraz wrócę. - Ruszyła szybkim krokiem w stronę kuchni, aby nie marnować czasu. Zajęło jej to jakieś pięć minut, po czym wróciła z wielkim kubkiem kawy w ręce. - Zrobiłam Ci czarną. - Nie przywiązywała wagi do tego, jaką kawę pił podczas ich wypadu do Rumunii, czego trochę żałowała, ale miała nadzieję, że trafiła. Wyciągnęła kubek przed siebie, aby podać go Fenwickowi.