- Wiesz, jak jest, czasem nie zauważa się tych najbardziej widocznych znaków. - Nadal się ze sobą droczyli, jednak ton ich wypowiedzi był zupełnie inny od tego wcześniejszego, jeszcze kilka dni temu towarzyszył im rozmowom ciężar, który powodował, że większość ich słów kierowanych do siebie mogła zostać uznana za atak, teraz tego nie było, wręcz przeciwnie, można było wyczuć, że tylko się ze sobą przedrzeźniają.
Łatwo jej było go czytać, bo był jej lustrem, doszła do tego ostatnio, kiedy widziała go na skraju w Rumunii, tłumaczyła sobie, że właśnie dlatego na początku potraktowała go tak, a nie inaczej, bo był do niej kurewsko podobny, co mogło skończyć się albo walką na noże, albo wyjątkowo udaną relacją, zaczęli od tego pierwszego, jednak te kilka ostatnich dni powoli zaczynało prowadzić do czegoś innego. Lepiej dla nich, w sumie to i dla nich i ich bliskich, wielu ludzi ich ze sobą łączyło, dobrze więc aby nie reagowali na siebie jak pies z kotem.
- Raczej ostatnią, Gerard zadbał o moje poczucie własnej wartości. - Wyprostowała się przy tym dumnie, o tak, tatuś dbał o to, żeby nie grzeszyła skromnością, powtarzał jej jaka jest wyjątkowa i wspaniała, robił to tak często, że naprawdę w to wierzyła. - Nie tylko niektóre, po prostu nie miałeś jeszcze szansy poznać większości z nich, jeszcze Cię zaskoczę. - Skoro mieli ze sobą współpracować, to nie miał wyjścia, będzie musiał oglądać jej wszystkie talenty, czy mu się to podobało, czy nie, a naprawdę miała wiele do pokazania.
- Nie wątpię w to, że potrafisz świetnie oszukiwać, naprawdę... - Oczywiście, że zdawała sobie z tego sprawę, gdyby tylko chciał, to na pewno bez większego problemu by ją okłamał, tylko, że nie był w stanie panować nad tym nastrojem, który się w tej chwili wokół niego roztaczał. - ale dzisiaj to nie jest najlepszy dzień dla Ciebie na kłamanie, mówię Ci. - Dodała jeszcze, jakby postanowił skorzystać ze swojej umiejętności oszukiwania wobec kogoś z zewnątrz. Lepiej, aby tego nie robił dzisiejszego dnia, bo łatwo by wpadł.
- Tylko nie przesadzaj z ilością, co za dużo to niezdrowo. - Trzy cegły nie brzmiały, aż tak źle, ale jak zaczął wyliczać, to mogło się skończyć na dziesięciu, a zbyt wiele nawet tych metaforycznych cegieł mogło człowieka dobić, więc łatwiej byłoby to sobie jednak dawkować. On nie wyglądał, jakby ktoś go dobił, więc chyba nie było tak źle.
Naprawdę cieszyła się, że to, co zrobił zadziałało. Chciała dla niego dobrze, widziała, jak cierpiał, Geraldine wbrew temu, że mogła wydawać się bardzo szorstka, to w głębi naprawdę była bardzo empatycznym człowiekiem, nie czerpała radości z cudzych nieszczęść, szczególnie tych, którzy znajdowali się blisko niej, byli jej rodziną, tą z krwi, czy wybraną przez nią.
Wiedziała, że gdyby nie poszedł po rozum do głowy, gdyby nie spróbował rozmawiać, jakoś tego wszystkiego ogarnąć, to nie miałby już nic do stracenia, a ludzie, którzy nie mają nic do stracenia bardzo przypominali samobójców, nie bali się niczego, na niczym im nie zależało, podejmowali decyzje, które nie mogły się dobrze skończyć.
- Skoro tak, to dobrze, że było odpowiednio. - Nie miała pojęcia, co właściwie było odpowiednio, ale wydawał się być zadowolony, a więc nie wnikała. Nie miała pojęcia po co postanowił spędzać noc w hotelu i może to i lepiej, bo zdecydowanie wolała nie słuchać opowieści o jego nocnych przygodach. Byli przecież kuzynostwem, to prawie rodzeństwo... a jak wiadomo, lepiej kiedy rodzeństwo przemilczało pewne sprawy.
Oddaliła się na chwilę, aby zrobić mu kawę, psy poszły za nią, przynajmniej dwa z nich, te które były z nią najdłużej - Pierdoła i Cukier, Znajda została z Benjy'm tak właściwie to nawet nie dziwiło Ger, w końcu razem ją znaleźli, na pewno pamiętała kto uratował ją przed dalszym życiem na ulicy.
Akcja nieudana
Wróciła z kawą, wręczyła ją w ręce Fenwickowi, nic jednak nie zwróciło jej uwagi, ta obrączka na jego palcu chyba lśniła za słabo, a może po prostu jej uwagę odwrócił pies, który wygodnie się na nim ułożył, naprawdę go polubił. - Cieszę się, słabo by było, jakbym nie trafiła w Twoje smaki. - Teraz zapamięta ten wybór, miała nadzieję, że nie kłamał, bo jeśli tak było to do końca życia, gdy będzie pojawiał się w ich domu będzie pił kawę za którą nie przepadał.
- Nie ma sprawy. - Geraldine usiadła na jednym z foteli, który znajdował się na przeciwko kanapy, ledwie zajęła miejsce, a Cukier wskoczył jej na kolana, Pierdoła ułożyła się wygodnie obok kanapy, każde zwierzę znalazło swoje miejsce, czekały na to, co się wydarzy, niby niektóre miały przymknięte oczy, jednak jeszcze nie spały.
- Tak właściwie, nie jestem specjalistką od takich rzeczy, nie wiem, czy chcesz podpisać jakieś dokumenty, jakoś to ogarnąć? Jak właściwie widzisz naszą współpracę, masz jakieś konkretne rodzaje zleceń, które wolałbyś realizować, czy chciałbyś wchodzić we wszystko ze mną? - Musiała od czegoś zacząć, nie spotkali się tutaj, aby rozmawiać o jego wybitnie dobrym humorze, a ich nowej, wspólnej drodze zawodowej.