Nie chciała zwracać na siebie uwagi, raczej było o to trudno, skoro znajdowali się tu tylko oni we dwójkę. Sama nie unosiła głowy w jego kierunku, nie spoglądała w jego kąt, nie miała pojęcia, co właściwie tutaj robił. Nie do końa wierzyła w to, żeby relasował się w tym miejscu, pewnie realizował jakiś kolejny, swój durny pomysł, który miał uprzykrzyć komuś życie, wcale by to jej nie zdziwiło. Postanowiła się tym jednak nie interesować, nie przyszła tutaj po to, aby wsadzać nos w nieswoje sprawy, zwłaszcza, że wolałaby, aby o tych jej też nikt nie wiedział.
Walczyła więc ze sobą, żeby nie unieść wzroku chociaż na sekundę, by nie rzucić okiem na jego blat, starała się skupić na tym, czym sama miała się zająć. Wychodziło jej to całkiem nieźle, przynajmniej na początku, bo później zauważyła, że nie ma tych swoich zapałek. To niby nie było nic takiego, ale ona nie znosiła, kiedy coś szło nie po jej myśli, pierdoła, a jednak wystarczyła, aby wybić ją z rytmu. Sięgnęła więc po różdżkę, chociaż naprawdę nie lubiła tego robić, nie znosiła korzystać z magii podczas tak błahych spraw. Nie widziała jednak innego wyjścia. Spodziewała się, że on może mieć zapałki, oczywiście, ale nie zamierzała one poprosić. Wolała być samodzielna, zresztą kto to widział? Prosić wroga o pomoc.
Usłyszała dźwięk, w tej ciszy, która ogarnęła pomieszczenie niewiele było trzeba, aby zauważyć każdy, nawet najdrobniejszy ruch. Coś spadło na jej torbę, przeniosła na nią wzrok, zapałki. Sięgnęła po pudełko, obróciła je w dłoniach, a później schowała do kieszonki, tej najmniejszej w swojej torbie, być może jej się kiedyś przydadzą.
- Mogłam. - Powiedziała bardzo cicho, spokojnym tonem. Mogła o nie poprosić, ale tego nie zrobiła.
- Tylko, że nie chciałam. - To było chyba całkiem jasne, nie chciała go o nic prosić, już nie mogła tego robić. Zaliczyli ten dziwny moment, jeden wieczór, kiedy zachowali się w stosunku do siebie jak ludzie, ale nie miała wątpliwości co do tego, że to był jakiś dziwny przypadek, dzień dobroci dla zwierząt, czy coś. Miało się to więcej nie powtórzyć, co zresztą dotarło do niej bardzo szybko, bo niemalże od razu wrócili do obrzucania się niezbyt miłymi uwagami.
- Nie wydaje mi się, żebym powinna Cię prosić o cokolwiek. - Dodała jeszcze, chociaż może powinna była się ugryźć w język. Bardzo dobrze zdawała sobie sprawę, że czekał na takie momenty, kiedy mogła czegoś od niego potrzebować, i gdyby to zrobiła, to na pewno znalazłby sposób, w jaki mógł to wykorzystać, wolała więc unikać takich sytuacji i radzić sobie sama - zresztą przychodziło to jej całkiem naturalnie. Kiedyś przed laty, mogła przyjść do niego z każdą pierdołą, nie musiała się bać, że ją wyśmieje, ale to były bardzo zamierzchłe czasy, o których powoli zapominała.
- Tak, czy siak, dzięki. - Skoro już jej je dał, to nie miała zamiaru mu ich oddać, bo mogły jej się jeszcze dzisiaj przydać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control