01.12.2025, 19:11 ✶
Hjalmar nie potrafił wyjaśnić, skąd wynikało to całe zmieszanie i wręcz lekki wstyd, który przejął nad nim kontrolę. Lorraine - bo tak miała na imię jego towarzyszka i tak prosiła, aby się do niej zwracać - bez trudu mogłaby być jedną z kapłanek, bo biła od niej aura dobroci, a przynajmniej Nordgersim nie widział w niej ani grama zła. A może właśnie ta aura była czynnikiem, który onieśmielał Islandczyka?
Mimo wszystko zerwał się ze swojego miejsca, słysząc prośbę Malfoyówny. Gość w dom, Bóg w dom. W imię tej zasady musiał - a przede wszystkim chciał - ugościć ją najlepiej, jak tylko potrafił.
Sprawnym ruchem pochwycił czajnik z wodą i czym prędzej ustawił go na palenisku, aby ten mógł zacząć się ogrzewać. Mimo że z kuźni buchał żar, pogoda była jesienna, więc zdarzały się pojedyncze zrywy wiatru, które jeżyły włos na ciele.
- Ale to żaden kłopot. Naprawdę - zapewniał ją, krzątając się między półkami. Na chwilę umknął nawet na zaplecze, choć zapewniał, że dalej jej słuchał - co oczywiście było prawdą.
- Możesz odpoczywać tutaj tak długo, jak tylko zechcesz. To będzie dla mnie czysta przyjemność - zakomunikował, wyłaniając się z paczką herbatników - Nie chcę wyjść na kogoś, kto obraża waszą kulturę, tradycję i jestestwo, ale chyba lubicie pić herbatę z małą przekąską - przyznał, odsuwając pudełko bliżej Lorraine - Z przyjemnością - pokiwał głową na zgodę i sam rozejrzał się po warsztacie, podążając za jej spojrzeniem.
- Wiesz, kto tak mi mówi? - zaśmiał się, podchodząc do niewielkiej komódki - Pandora - odpowiedział, wyciągając zdjęcie z Prewettówną, na którym stali we dwójkę gdzieś pośród Islandii. Kobieta - o ile czytała różne gazety - mogła rozpoznać najbardziej uroczą czarownicę według tygodnika "Czarownica".
- Eh... Piękna osoba z niej. Dusza nieskazitelna, hojna, wspaniała i uroda jakich mało... Brak mi słów, aby opisać jej majestat, bo mógłbym cały wieczór głosić superlatywy na jej temat - ciężko westchnął. Jego głos był lekko rozmyty, zupełnie jakby Hjalmar topniał w oczach. Dało się dostrzec uśmiech na jego twarzy i ruch dłoni, która przejechała po zdjęciu - delikatnie, z gracją i wyczuciem - jakby próbował musnąć jej policzek.
Przez chwilę przyglądał się jeszcze swojej wybrance zamkniętej w ramce, po czym odłożył fotografię i powrócił spojrzeniem do Lorraine, oddając jej pełnię swojego skupienia.
- Projekt... - powtórzył po niej, stukając melodycznie w blat. Nordgersim słuchał uważnie, analizując jej słowa. Mieli wspólną misję, a Islandczyk miał zamiar dać z siebie 110%.
- Nie przepraszaj, Lorraine, bo niczym nie zawiniłaś. Twoja dusza jest wielka, a wiara jeszcze większa. Damy radę wspólnymi siłami - zapewnił ją.
- Nie wiem, jak to wygląda tutaj. Wiesz, u Was. U nas na Islandii ołtarze najczęściej były z kamienia, a na nich rysowaliśmy runy, które miały nas chronić. Składaliśmy tam też kwiaty i różne dary - przedstawił, jak to wygląda w jego rodzinnych stronach - Powiedzmy, że każda rodzina miała swój ulubiony ołtarzyk, przy którym się zbierali. Oczywiście nie były to miejsca jakkolwiek prywatne, a ogólnodostępne. Bardzo często całe wioski zbierały się i wspólnie celebrowały święta. Wszyscy dbali o takie miejsce. W końcu w jedności jest siła - dodał z przekonaniem, po czym odwrócił się w kierunku czajnika, który zaczął powoli dawać o sobie znać.
- Może moglibyśmy postawić również na taki kamień? A Twój serdeczny brat stryjeczny mógłby dopomóc swoimi umiejętnościami? To w końcu sprawa godna i słuszna, więc pomoc artysty z pewnością by się przydała. Ja mógłbym zająć się runami, a samo przygotowanie kamienia mogłoby być naszą wspólną pracą. Z chęcią wytłumaczę Wam, jak taki kamień można przygotować. A mówię Wam, bo liczę na moc sprawczą mości Baldwina i jego chęć pomocy w tej sprawie - uśmiechnął się od ucha do ucha, po czym wyciągnął dwa kubki.
Chwilę później nasypał do nich mieszankę ziół, która nie była zwyczajną herbatą. Składała się z roślin, może nawet korzonków, które pochodziły z jego ojczyzny. Kiedy wszystko było gotowe, a z kubków unosiła się gorąca para, Hjalmar powrócił do Lorraine.
- Przyjrzyjmy się może tym projektom? Na pewno będzie tam coś dobrego. Coś, co zadowoli wszystkich - dodał z optymizmem w głosie. Nordgersim był gotów do działania.
Mimo wszystko zerwał się ze swojego miejsca, słysząc prośbę Malfoyówny. Gość w dom, Bóg w dom. W imię tej zasady musiał - a przede wszystkim chciał - ugościć ją najlepiej, jak tylko potrafił.
Sprawnym ruchem pochwycił czajnik z wodą i czym prędzej ustawił go na palenisku, aby ten mógł zacząć się ogrzewać. Mimo że z kuźni buchał żar, pogoda była jesienna, więc zdarzały się pojedyncze zrywy wiatru, które jeżyły włos na ciele.
- Ale to żaden kłopot. Naprawdę - zapewniał ją, krzątając się między półkami. Na chwilę umknął nawet na zaplecze, choć zapewniał, że dalej jej słuchał - co oczywiście było prawdą.
- Możesz odpoczywać tutaj tak długo, jak tylko zechcesz. To będzie dla mnie czysta przyjemność - zakomunikował, wyłaniając się z paczką herbatników - Nie chcę wyjść na kogoś, kto obraża waszą kulturę, tradycję i jestestwo, ale chyba lubicie pić herbatę z małą przekąską - przyznał, odsuwając pudełko bliżej Lorraine - Z przyjemnością - pokiwał głową na zgodę i sam rozejrzał się po warsztacie, podążając za jej spojrzeniem.
- Wiesz, kto tak mi mówi? - zaśmiał się, podchodząc do niewielkiej komódki - Pandora - odpowiedział, wyciągając zdjęcie z Prewettówną, na którym stali we dwójkę gdzieś pośród Islandii. Kobieta - o ile czytała różne gazety - mogła rozpoznać najbardziej uroczą czarownicę według tygodnika "Czarownica".
- Eh... Piękna osoba z niej. Dusza nieskazitelna, hojna, wspaniała i uroda jakich mało... Brak mi słów, aby opisać jej majestat, bo mógłbym cały wieczór głosić superlatywy na jej temat - ciężko westchnął. Jego głos był lekko rozmyty, zupełnie jakby Hjalmar topniał w oczach. Dało się dostrzec uśmiech na jego twarzy i ruch dłoni, która przejechała po zdjęciu - delikatnie, z gracją i wyczuciem - jakby próbował musnąć jej policzek.
Przez chwilę przyglądał się jeszcze swojej wybrance zamkniętej w ramce, po czym odłożył fotografię i powrócił spojrzeniem do Lorraine, oddając jej pełnię swojego skupienia.
- Projekt... - powtórzył po niej, stukając melodycznie w blat. Nordgersim słuchał uważnie, analizując jej słowa. Mieli wspólną misję, a Islandczyk miał zamiar dać z siebie 110%.
- Nie przepraszaj, Lorraine, bo niczym nie zawiniłaś. Twoja dusza jest wielka, a wiara jeszcze większa. Damy radę wspólnymi siłami - zapewnił ją.
- Nie wiem, jak to wygląda tutaj. Wiesz, u Was. U nas na Islandii ołtarze najczęściej były z kamienia, a na nich rysowaliśmy runy, które miały nas chronić. Składaliśmy tam też kwiaty i różne dary - przedstawił, jak to wygląda w jego rodzinnych stronach - Powiedzmy, że każda rodzina miała swój ulubiony ołtarzyk, przy którym się zbierali. Oczywiście nie były to miejsca jakkolwiek prywatne, a ogólnodostępne. Bardzo często całe wioski zbierały się i wspólnie celebrowały święta. Wszyscy dbali o takie miejsce. W końcu w jedności jest siła - dodał z przekonaniem, po czym odwrócił się w kierunku czajnika, który zaczął powoli dawać o sobie znać.
- Może moglibyśmy postawić również na taki kamień? A Twój serdeczny brat stryjeczny mógłby dopomóc swoimi umiejętnościami? To w końcu sprawa godna i słuszna, więc pomoc artysty z pewnością by się przydała. Ja mógłbym zająć się runami, a samo przygotowanie kamienia mogłoby być naszą wspólną pracą. Z chęcią wytłumaczę Wam, jak taki kamień można przygotować. A mówię Wam, bo liczę na moc sprawczą mości Baldwina i jego chęć pomocy w tej sprawie - uśmiechnął się od ucha do ucha, po czym wyciągnął dwa kubki.
Chwilę później nasypał do nich mieszankę ziół, która nie była zwyczajną herbatą. Składała się z roślin, może nawet korzonków, które pochodziły z jego ojczyzny. Kiedy wszystko było gotowe, a z kubków unosiła się gorąca para, Hjalmar powrócił do Lorraine.
- Przyjrzyjmy się może tym projektom? Na pewno będzie tam coś dobrego. Coś, co zadowoli wszystkich - dodał z optymizmem w głosie. Nordgersim był gotów do działania.