26.02.2023, 17:14 ✶
Ulysses pokręcił głową. Do rozmowy z Cathalem w ogóle nie zastanawiał się nad tym, czy to co spotykało dziwnego mężczyznę z jego snu, mogło mieć swoje konsekwencje w rzeczywistości. Ale też odruchowo zakładał, że ze wszystkich bohaterów ostatniej nocy, prawdziwy był tylko on i jego oprawca. A teraz, siedząc w kawiarni z Shafiqiem, nie był już tego taki pewien. Nie był nawet pewien, czy naprawdę to wszystko były jego sny, czy też sny całej ich trójki, w jakiś dziwny sposób splecione ze sobą niby w jeden, ale nie do końca.
- Jeśli on też otrzymywał rany – zaczął i tu magiczna herbata po raz ostatni przejęła kontrolę nad jego językiem – to nieźle mu dołożyłeś – pochwalił Cathala.
Zmarszczył brwi, poirytowany tym, co powiedział. W rzeczywistości, chciał by jego odpowiedź zabrzmiała inaczej. Mniej uprzejmie, bardziej technicznie, skupiając się raczej na możliwych faktach niż na łechtaniu i tak nie najmniejszego ego Shafiqa. Zresztą i tak zdążył go podczas tej rozmowy obsypać komplementami.
Korzystając z chwili, by zebrać myśli, opróżnił filiżankę. Choć rozstawienie pieczęci korciło, nie mógł aż tak ryzykować. Nie, gdy w jego domu mieszkał Czarny Pan. No i istniała spora szansa, że aby dostać się do snu, trzeba było wcześniej obserwować swój cel. A to z kolei przyniosło Ulyssesowi prostszy i dużo bezpieczniejszy dla nich wszystkich pomysł.
- Jeśli poczuję, że jestem obserwowany a ty będziesz w Anglii, prześlę ci sowę. Potem pojawię się u ciebie wieczorem i rozłożysz swoje pieczęcie – zaproponował.
Takie rozwiązanie może nie było najlepsze, ale przynajmniej trzymało Cathala z dala od rezydencji Rookwoodów. A to był bezsprzecznie główny cel, który w tej znajomości zawsze przyświecał Ulyssesowi.
Pokręcił głową.
- Nie rozpoznałem go.
Choć był w stanie założyć, że istniało całe mnóstwo powodów, dla których ktoś mógł chcieć zamordować akurat go. Schował figurkę Anubisa i ankh do skórzanej aktówki, którą miał ze sobą.
- Jeśli on też otrzymywał rany – zaczął i tu magiczna herbata po raz ostatni przejęła kontrolę nad jego językiem – to nieźle mu dołożyłeś – pochwalił Cathala.
Zmarszczył brwi, poirytowany tym, co powiedział. W rzeczywistości, chciał by jego odpowiedź zabrzmiała inaczej. Mniej uprzejmie, bardziej technicznie, skupiając się raczej na możliwych faktach niż na łechtaniu i tak nie najmniejszego ego Shafiqa. Zresztą i tak zdążył go podczas tej rozmowy obsypać komplementami.
Korzystając z chwili, by zebrać myśli, opróżnił filiżankę. Choć rozstawienie pieczęci korciło, nie mógł aż tak ryzykować. Nie, gdy w jego domu mieszkał Czarny Pan. No i istniała spora szansa, że aby dostać się do snu, trzeba było wcześniej obserwować swój cel. A to z kolei przyniosło Ulyssesowi prostszy i dużo bezpieczniejszy dla nich wszystkich pomysł.
- Jeśli poczuję, że jestem obserwowany a ty będziesz w Anglii, prześlę ci sowę. Potem pojawię się u ciebie wieczorem i rozłożysz swoje pieczęcie – zaproponował.
Takie rozwiązanie może nie było najlepsze, ale przynajmniej trzymało Cathala z dala od rezydencji Rookwoodów. A to był bezsprzecznie główny cel, który w tej znajomości zawsze przyświecał Ulyssesowi.
Pokręcił głową.
- Nie rozpoznałem go.
Choć był w stanie założyć, że istniało całe mnóstwo powodów, dla których ktoś mógł chcieć zamordować akurat go. Schował figurkę Anubisa i ankh do skórzanej aktówki, którą miał ze sobą.