Odetchnęła głęboko, gdy znaleźli się na zewnątrz, sporo się wydarzyło, potrzebowała złapać oddech, chociaż w przypadku Nokturnu to wcale nie było najlepszym pomysłem, chociaż miała wrażenie, że jego smród nie uderzał w nią teraz tak bardzo, jakby coś się zmieniło, coś poza nimi, bo do tego nie miała najmniejszej wątpliwości.
Nie wypuszczała swojej dłoni z jego, naturalnie dzisiaj przyszło jej splatanie swoich palców z palcami Benjy'ego, jakby nie było żadnej rzeczy bardziej właściwej od tego. Jej ręka idealnie pasowała do tej jego, leżała w niej idealnie. Nie miała pojęcia dokąd ją prowadził, ale nadal szła z nim jakby zupełnie jej to nie obchodziło, bo nie liczyło się dokąd zmierzają, tylko to, że robią to razem, tak już zawsze miało wyglądać jej życie. Na tę myśl, uśmiechnęła się sama do siebie, to zawsze bardzo do niej przemawiało, nie mogła pragnąć więcej, teraz już miała wszystko. Miała wrażenie, że nogi same ją za nim niosą, trochę jakby unosiła się nad ziemią, być może był to efekt tych wszystkich emocji, które ją dzisiaj ogarniały, albo rytuału, który musiał pozostawić jakiś ślad, nie miała pojęcia, co było za to odpowiedzialne, ale okropnie lekko jej się szło, jakby zostawiła gdzieś za sobą cały ten bagaż doświadczeń, a może właśnie tak było, ciężar został wyrzucony i nie miał już nigdy ciągnąć jej w dół.
Weszli w końcu w jedno z wielu podobnych do siebie podwórek, nie miała pojęcia, po co, dlaczego, już miała o to zapytać... tyle, że nie zdążyła tego zrobić. Przyciągnął ją do siebie, zupełnie niespodziewanie i pocałował. Ten pocałunek wyrażał wszystko, te momenty kiedy było między nimi dobrze, ale również niósł ze sobą ciężar tego, co stracili, przy okazji potrafiła wyczuć w nim nadzieję na ich nowe, lepsze jutro. Był głęboki, a zarazem delikatny, nie miała pojęcia, jak właściwie było możliwe, że jeden pocałunek potrafił powiedzieć tak wiele. Nogi jej zmiękły, co nie było dobrym znakiem, bo uniosła się na palcach, kiedy tylko się do niej zbliżył, chciała znaleźć się jak najbliżej niego. Na szczęście był tuż obok, mogła się o niego oprzeć nim zaczęła spadać.
Oparł czoło o jej czoło, widziała ten uśmiech, który malował się na jego twarzy, sama zresztą też nie do końca potrafiła zapanować nad swoją mimiką, kąciki ust same unosiły się jej w górę. Uniosła nieco głowę, aby szturchnąć swoim nosem, o jego. Było jej dziwnie lekko, dawno nie czuła się w ten sposób, wiele zmieniło się tej nocy.
- W porządku. - To przecież nie było nic takiego, spodziewała się, że tam miał swoje rzeczy, musiał je zabrać ze sobą zanim znajdą się... właśnie, gdzie właściwie mieli spędzić noc? Czy był to odpowiedni moment na to, by powiedzieć mu, że jej mieszkanko zostało zdemolowane? Chyba nie, usłyszała parsknięcie, więc czekała na to, co miał jej do powiedzenia, wiedziała, że coś musiało się za nim kryć.
- Co zrobiłeś? - To nie tak, że nie usłyszała, co miał jej do powiedzenia, ale to pytanie samo nasunęło jej się na język. Mrugnęła jeden raz, później drugi, przetwarzała w głowie sobie jego słowa, powolutku, bo przecież nigdzie się nie spieszyli, no chociaż wypadałoby zająć się nocą poślubną, chociaż ta nie powinna im przecież uciec.
- Nie dziwię się, że z takim entuzjazmem podeszła do udzielenia tego rytuału. - Próbowała powstrzymać śmiech, ale skoro oddał jej wszystkie pieniądze, to by wyjaśniało zaangażowanie pani Vane.
Bawiło go to, bawiło go to, że oddał większość dorobku swojego życia starej zaklinaczce, nie pozostawało jej nic innego, jak roześmiać się z nim, ta sytuacja... dali się zrobić jak dzieci, ale dawno nie mieli w sobie takiej beztroski, jakby nic poza nimi nie miało znaczenia.
- Chyba wolę nie pytać o konkretne liczby. - Może lepiej było nie mieć świadomości, jak bardzo przepłacili za udzieloną im usługę. - Chociaż z tego, co mówisz mogło być gorzej, zachowałeś przynajmniej połowę. - Tylko przez to, że nie miał jej przy sobie, nie miała wątpliwości co do tego, że gdyby było inaczej to pewnie zostaliby oskubani do ostatniego grosza.
- Też Cię kocham, mężu. - Nie mogła się powstrzymać przed wypowiedzeniem tego słowa, które zmieniło wszystko, byli małżeństwem, wzięli ślub, teraz mogła całować go w ten sposób do końca życia, czy to nie było wspaniałe?
Kiedy ich usta nieco się od siebie odsunęły postanowiła poinformować go o tej dość naglącej sprawie. - Zapomniałam Ci wspomnieć, tak właściwie to nie było kiedy... moje mieszkanie, moje mieszkanie zostało zdemolowane, aktualnie sypiam u rodziców, więc albo pójdziemy tam, albo... - albo co? Nie do końca wiedziała, nie uśmiechało jej się zatrzymanie w tej kawalerce na Nokturnie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control