02.12.2025, 10:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.12.2025, 10:15 przez Brenna Longbottom.)
Być może Erik też widziałby aury, gdyby pewnego dnia nie ugryzł go wilkołak. A może nie. W każdym razie nie był wtedy pijany, ślepy na aury za to owszem, ale Brenna uznała, ze nie będzie tutaj zdradzać tożsamości „niezależnego eksperta”.
Walc wymagał konkretnej pozycji – reguły regulowały i to, jak ustawiałeś głowę i w którą stronę patrzyłeś. Brenna jednak pozwoliła sobie zwrócić spojrzenie ku Atreusowi, trochę bo i tak wygrywano już ostatnie nuty, trochę, bo wirowali pośród dobrych czterdziestu par, a i nie każdy był tu mistrzem tańca, drobne uchybienie nie zdawało się więc jej zbrodnią. Przez ułamek sekundy studiowała jego minę: z takiej odległości dało się dostrzec każdy szczegół wyrazu twarzy, zwłaszcza że ich oczy znajdowały się mniej więcej na równym poziomie.
Kącik ust Brenny uniósł się lekko, gdy odpowiedziała mu, też w myślach.
Dobrze, że to nie jest taka całkiem materialna nić, bo jestem absolutnie pewna, że wtedy najmniej raz spróbowałbyś mnie nią udusić. Albo przynajmniej zakneblować.
Muzyka umilkła, umilkły i rozmowy, za to zaszeleściły szaty i suknie – tradycyjny ukłon panów, odpowiedź pod postacią dygnięcia. O doborze par zdecydował los, większość rozstawała się więc teraz, kiedy taniec dobiegł końca, ale Brenna nie puściła ręki swojego tanecznego partnera, gdy schodzili z parkietu. Dyrektora The Globe, dziękującego za udział, niby słuchała, ale mało uważnie, bo rozglądała się jeszcze – próbując wypatrzeć na sali Morpheusa, Erika oraz Cynthię. Bardziej z przyzwyczajenia niż dlatego, że zamierzała ich o tej porze zaczepiać. Nie była pewna, czy cieszyć się, że wuj, ostatnio tak przygnębiony, tu przyszedł, czy raczej się martwić. A tajemnicze słowa Flintówny wciąż krążyły Brennie po głowie i miała wielka nadzieję, że dostanie wkrótce szansę na to, aby tę nieco… przycisnąć.
– Chcesz znaleźć Louvaina i Cynthię czy zbieramy się osobno? – spytała jeszcze: bankiet powoli dobiegał końca, to nie był czas na huczne zabawy do białego rana.
Walc wymagał konkretnej pozycji – reguły regulowały i to, jak ustawiałeś głowę i w którą stronę patrzyłeś. Brenna jednak pozwoliła sobie zwrócić spojrzenie ku Atreusowi, trochę bo i tak wygrywano już ostatnie nuty, trochę, bo wirowali pośród dobrych czterdziestu par, a i nie każdy był tu mistrzem tańca, drobne uchybienie nie zdawało się więc jej zbrodnią. Przez ułamek sekundy studiowała jego minę: z takiej odległości dało się dostrzec każdy szczegół wyrazu twarzy, zwłaszcza że ich oczy znajdowały się mniej więcej na równym poziomie.
Kącik ust Brenny uniósł się lekko, gdy odpowiedziała mu, też w myślach.
Dobrze, że to nie jest taka całkiem materialna nić, bo jestem absolutnie pewna, że wtedy najmniej raz spróbowałbyś mnie nią udusić. Albo przynajmniej zakneblować.
Muzyka umilkła, umilkły i rozmowy, za to zaszeleściły szaty i suknie – tradycyjny ukłon panów, odpowiedź pod postacią dygnięcia. O doborze par zdecydował los, większość rozstawała się więc teraz, kiedy taniec dobiegł końca, ale Brenna nie puściła ręki swojego tanecznego partnera, gdy schodzili z parkietu. Dyrektora The Globe, dziękującego za udział, niby słuchała, ale mało uważnie, bo rozglądała się jeszcze – próbując wypatrzeć na sali Morpheusa, Erika oraz Cynthię. Bardziej z przyzwyczajenia niż dlatego, że zamierzała ich o tej porze zaczepiać. Nie była pewna, czy cieszyć się, że wuj, ostatnio tak przygnębiony, tu przyszedł, czy raczej się martwić. A tajemnicze słowa Flintówny wciąż krążyły Brennie po głowie i miała wielka nadzieję, że dostanie wkrótce szansę na to, aby tę nieco… przycisnąć.
– Chcesz znaleźć Louvaina i Cynthię czy zbieramy się osobno? – spytała jeszcze: bankiet powoli dobiegał końca, to nie był czas na huczne zabawy do białego rana.
Atreus&Brenna
Postacie opuszczają sesję
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.