26.02.2023, 18:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 18:41 przez Mavelle Bones.)
Całkiem nieźle? Kamień z serca. Wyszczerzyła się więc do Brenny, ale.. mimo wszystko istniała w tym łyżka dziegciu.
- I tak się boję, że jak przyjdzie co do czego, to to skopię – przyznała, zaraz pochmurniejąc. Jakkolwiek by nie patrzeć, wolała uniknąć przeciągania zyskania możliwości przemiany wskutek niepowodzeń – bo a to właśnie coś źle wypowie, a to… och. Och. To naprawdę nie brzmiało dobrze! Znaczy, od połknięcia liścia tak naprawdę nie działa się tragedia, niemniej to spowoduje spore opóźnienie, a to też nie tak, że burze występowały przez calusieńki rok, prawda?
Zwłaszcza że obawiała się, iż zdolność ta przyda się prędzej niż później, choć tak trochę miała nadzieję, że może jednak nie. No i nie miała całkowitej pewności co do formy, jaką przybierze – wprawdzie patronus stanowił wskazówkę, to jednak… jednak pozostawał cień niepewności. Co, jeśli się okaże być tak naprawdę owadem? To nie tak, że byłoby to całkowicie nieprzydatne, ale, ale… nie tak to sobie, w ostatecznym rozrachunku, wyobrażała.
- O Merlinie – jęknęła cicho, gdy Brenna ją uświadomiła, jak bardzo trudne to mogło być zadanie. Jak w zasadzie było. A przecież to też nie tak, że będzie w stanie przez ten miesiąc całkowicie zamknąć usta na kłódkę (halo, nie weźmie sobie nagle urlopu na aż tak długi okres…), jak również przestawienie się na fotosyntezę nie należało do rzeczy możliwych – Nie ryle wyobrażam, co wręcz poczułam. Bo jeśli to skopię i to nie raz czy dwa, to mogę przegapić sezon burz… No nic, jak ty dałaś radę, to ja tym bardziej powinnam dać – podsumowała. W końcu nie była tak rozpaplana jak Brenna, choć w przypadku snu…? - Może powinnam sobie już teraz znaleźć jakiś liść i ćwiczyć spanie z nim – stwierdziła z pewnym namysłem. Z drugiej strony…? Nie wyglądała na szczególnie przekonaną co do tego pomysłu; musiałaby chyba całkowicie zapomnieć o tak ważnej czynności, jaką był sen, żeby mieć pewność, iż ta część mandragory nie skończy po prostu w żołądku, zanim zostanie przerobiona na eliksir.
- Tak, oczywiście, komiksy, książki i wizyty w mugolskim kinie. Samo zło, droga Brenno, najwyższa pora z tego zrezygnować – zażartowała; sama wszak przecież również nie spędzała znowu tak mało czasu na obcowaniu z mugolską kulturą popularną. Nie tyle, co Brenna – rzecz jasna – niemniej wpływ kuzynki był bardzo wyraźny. O czym świadczył chociażby coraz pokaźniejszy stosik literatury; z drugiej strony nierzadko się zastanawiała, czy to wszystko aby na pewno mugole sami wymyślili, czy też przypadkiem któryś z czarodziejów nie paplał zbyt dużo. Bądź pokazywał zbyt wiele.
- Może najpierw się ścigamy, a potem jednak starcie? – zasugerowała, namierzając cel. Trzy-czte-ryyyyy iiii…! Kilka szybkich machnięć różdżką. Może nawet zbyt szybkich, może nie oszacowała odpowiednio, odległości i tempa, w jakim poruszały się kamienie. A może nie mogła się odpowiednio skupić? Najnowsze rewelacje związane z przemianą nie nastrajały jakoś szczególnie optymizmem. W każdym razie, z trzech zaklęć, trafiło tylko jedno – ostatnie.
Kamień upadł na ziemię.
Cóż, ponowienie próby zdjęcia pozostałych kamieni za…
kształtowanie
transmutacja
rozproszenie
- I tak się boję, że jak przyjdzie co do czego, to to skopię – przyznała, zaraz pochmurniejąc. Jakkolwiek by nie patrzeć, wolała uniknąć przeciągania zyskania możliwości przemiany wskutek niepowodzeń – bo a to właśnie coś źle wypowie, a to… och. Och. To naprawdę nie brzmiało dobrze! Znaczy, od połknięcia liścia tak naprawdę nie działa się tragedia, niemniej to spowoduje spore opóźnienie, a to też nie tak, że burze występowały przez calusieńki rok, prawda?
Zwłaszcza że obawiała się, iż zdolność ta przyda się prędzej niż później, choć tak trochę miała nadzieję, że może jednak nie. No i nie miała całkowitej pewności co do formy, jaką przybierze – wprawdzie patronus stanowił wskazówkę, to jednak… jednak pozostawał cień niepewności. Co, jeśli się okaże być tak naprawdę owadem? To nie tak, że byłoby to całkowicie nieprzydatne, ale, ale… nie tak to sobie, w ostatecznym rozrachunku, wyobrażała.
- O Merlinie – jęknęła cicho, gdy Brenna ją uświadomiła, jak bardzo trudne to mogło być zadanie. Jak w zasadzie było. A przecież to też nie tak, że będzie w stanie przez ten miesiąc całkowicie zamknąć usta na kłódkę (halo, nie weźmie sobie nagle urlopu na aż tak długi okres…), jak również przestawienie się na fotosyntezę nie należało do rzeczy możliwych – Nie ryle wyobrażam, co wręcz poczułam. Bo jeśli to skopię i to nie raz czy dwa, to mogę przegapić sezon burz… No nic, jak ty dałaś radę, to ja tym bardziej powinnam dać – podsumowała. W końcu nie była tak rozpaplana jak Brenna, choć w przypadku snu…? - Może powinnam sobie już teraz znaleźć jakiś liść i ćwiczyć spanie z nim – stwierdziła z pewnym namysłem. Z drugiej strony…? Nie wyglądała na szczególnie przekonaną co do tego pomysłu; musiałaby chyba całkowicie zapomnieć o tak ważnej czynności, jaką był sen, żeby mieć pewność, iż ta część mandragory nie skończy po prostu w żołądku, zanim zostanie przerobiona na eliksir.
- Tak, oczywiście, komiksy, książki i wizyty w mugolskim kinie. Samo zło, droga Brenno, najwyższa pora z tego zrezygnować – zażartowała; sama wszak przecież również nie spędzała znowu tak mało czasu na obcowaniu z mugolską kulturą popularną. Nie tyle, co Brenna – rzecz jasna – niemniej wpływ kuzynki był bardzo wyraźny. O czym świadczył chociażby coraz pokaźniejszy stosik literatury; z drugiej strony nierzadko się zastanawiała, czy to wszystko aby na pewno mugole sami wymyślili, czy też przypadkiem któryś z czarodziejów nie paplał zbyt dużo. Bądź pokazywał zbyt wiele.
- Może najpierw się ścigamy, a potem jednak starcie? – zasugerowała, namierzając cel. Trzy-czte-ryyyyy iiii…! Kilka szybkich machnięć różdżką. Może nawet zbyt szybkich, może nie oszacowała odpowiednio, odległości i tempa, w jakim poruszały się kamienie. A może nie mogła się odpowiednio skupić? Najnowsze rewelacje związane z przemianą nie nastrajały jakoś szczególnie optymizmem. W każdym razie, z trzech zaklęć, trafiło tylko jedno – ostatnie.
Kamień upadł na ziemię.
Cóż, ponowienie próby zdjęcia pozostałych kamieni za…
480/988
kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 18
Akcja nieudana
Akcja nieudana
transmutacja
Rzut Z 1d100 - 33
Akcja nieudana
Akcja nieudana
rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 99
Sukces!
Sukces!