- To prawda. - Nie zamierzała zaprzeczać, kiedy wcale nie było inaczej. Próbowała różnych sztuczek, bo przecież nie mogła pozwolić mu wygrywać, czasem bez drobnych oszustw nie było to możliwe. W tym wypadku jednak nikt nie miał zostać przegranym, raczej zmierzali ku temu, aby razem osiągnąć wyjątkową satysfakcję, taką, której smaku nie mieli szansy jeszcze poznać, to było dopiero przed nimi. Całkiem nieźle im wychodziła ta współpraca, o czym świadczyły przyspieszone oddechy, i zamglone spojrzenia, ręce błądzące po rozgrzanych ciałach.
Odnaleźli się zupełnie przypadkiem, w świecie, który nie do końca im sprzyjał, zamknięci w tej chatce, nie musieli się jednak niczym martwić, mogli pozwolić sobie płynąć, zatapiać się w nieznanym. Miała świadomość, że nie chodziło tylko o chwilowe ukojenie żądzy, w jego przypadku zawsze chodziło o coś głębszego, przynajmniej z jej strony. Od zawsze miała do niego sentyment, a nawet słabość, to pewnie nigdy nie miało się zmienić. Tak po prostu na niego reagowała. Tylko przy nim pojawiały się jej te mityczne motyle w brzuchu, entuzjazm, ciepło, no cała gama uczuć, na którą nie była do końca przygotowana, ale musiała sobie z tym poradzić. Póki co przecież liczyła się tylko ta chwila, przed którą nie mogli dłużej uciekać.
Nie musiała już się przed tym bronić, nie musiała udawać, że to nie jest dokładnie to czego pragnie. Nie miała zamiaru udawać, że jest inaczej, nie musiała tego robić. Mogła sięgnąć po wszystko, bo znajdowało się na wyciągnięcie ręki i nic nie mogło jej przed tym powstrzymać, ani jego, widziała w jego spojrzeniu, że też tego pragnął, czerpała z tego sporą satysfakcję, bo nikt nigdy na nią w ten sposób nie patrzył, jakby była naprawdę jedyną kobietą na świecie.
Prowokowała go, bo chciała, żeby przekroczył wszystkie możliwe granice, nie widziała potrzeby, aby nadal nad sobą panował, zachęcała go do tego, aby wreszcie odpuścił, chciała zobaczyć jaki jest, kiedy przestaje się pilnować, kiedy zatraca się tylko i wyłącznie w emocjach. Widziała, że walczy, że sobą, ale to tylko skłaniało ją do działania, do dalszej eksploracji jego ciała, naprawdę chciała poznać je tak dokładnie, jak tylko się dało.
- Zawsze znajdę coś, z czego będę Cię mogła rozliczyć. - Niekoniecznie z tego, co mówił tym razem, raczej wolałaby, aby przestał już nad sobą panować, bo ją zaczął wypełniać ten żar, który domagał się bardzo szybkiego ugaszenia. Czuła ciepło rozchodzące się po jej ciele, pragnienie tak silne, że nie była w stanie nic z tym zrobić, tylko on mógł je ugasić. Przesunął kciukiem po jej ustach, przymknęła na chwilę oczy, nie mogła uwierzyć w to, że to wszystko było prawdziwe, a jednak czuła ciepło jego ciała pod swoim, oddech na policzku, czy palce przesuwające się wzdłuż kręgosłupa, naprawdę byli tu razem.
- Dobrze, że się co do tego zgadzamy. - Nic nie stało na przeszkodzie, aby w końcu, w pełni mogli się w sobie zatracić, i nie mieli co do tego najmniejszych wątpliwości. Nie panowała nad swoimi dłońmi, które błądziły po jego plecach, i karku, czy nad ustami, które powoli muskały jego ciało, nie panowała też nad drżącymi udami, które coraz mocniej go oplatały. Nie było już odwrotu, nie było miejsca na nawet drobne wahanie, była pewna tego, że znajdują się na dobrej drodze.
Pragnęła go, nie wzięło się to znikąd, to rosło w niej od lat, mimo, że zniknął z jej życia na długo, to uczucie nie zgasło, nadal się gdzieś bardzo głęboko tliło, po to by wreszcie móc zapłonąć prawdziwym płomieniem, nie sądziła, że kiedykolwiek miał zgasnąć. Mówiła mu przecież kiedyś, że to co ich łączyło miało być na zawsze, i niby wiedziała, że był to tylko chwilowy przystanek w ich teraźniejszości, to, że trzymał ją teraz w ramionach, to wiedziała, że znaczyło to dla niej dużo więcej, niż się mogło wydawać. Nie był pierwszym lepszym, nigdy nie był, zawsze miał specjalnie miejsce w jej sercu.
Czy na pewno nie miała pojęcia? Mogła to sobie wyobrażać, wyszeptał jej to w wargi jednak w ten sposób, że w to uwierzyła, być może faktycznie nie wiedziała, nie była świadoma. Najwyraźniej nie wszystko o nim wiedziała, kiedyś nie zauważała tego, jak na nią spoglądał, umykało jej to, teraz powoli to do niej docierało.
Nie dotykałby jej w ten sposób, gdyby faktycznie jej nie pragnął, nie miała co do tego najmniejszej wątpliwości, nie patrzyłby na nią w ten sposób, nie miała pojęcia, jak mogła wierzyć w to, że jej nienawidził, wtedy jednak bardzo łatwo było pogodzić się jej z tą narracją, tak było wygodniej, bo przecież próbowała połączyć kropki, ale nie miała wystarczającej ilości informacji, teraz, teraz wszystko stawało się jaśniejsze. Naprawdę już wtedy spoglądał na nią w ten sposób, tylko, że to było niewłaściwe, więc z tym walczył, a i tak poległ, polegli, bo teraz razem desperacko szukali swoich ust, i mieli dać wreszcie upust temu, co narastało w nich od lat.
Nie odpowiedział na jej pytanie. Zawisło ono gdzieś w eterze, nie dostała na nie odpowiedzi, chociaż, czy to nie było odpowiedzią? To milczenie, gdyby chciał, aby przestała to by się odezwał, zamiast tego ponownie złączył ich usta w pocałunku, żarliwym, gwałtownym, takim, który powodował, że zapominało się o oddychaniu, że miało się wrażenie, że cały świat się zatrzymuje, by pozwolić im się w tym zatracić. Nikt jej jeszcze nigdy nie całował w ten sposób, ale to był on - z nim wszystko musiało być wyjątkowe.
Nie spieszyli się nigdzie, odnaleźli wspólny rytm, którym mogli się rozkoszować, odpowiednio celebrować tę chwilę, ich ciała wydawały się doskonale wiedzieć, co powinny robić, jakby to wcale nie był pierwszy raz, kiedy były ze sobą w ten sposób. Jej oddech stawał się coraz cięższy, powoli zaczynało brakować jej tchu, łatwo było przy nim zapomnieć o tym, żeby oddychać, to zawsze było takie proste.
Uniósł ją nieco, wydawała się być dla niego żadnym ciężarem, poczuła tylko, że zbliża się do niego jeszcze bardziej, przez co zacisnęła mu dłonie na ramionach, oparła głowę o jego obojczyk, jakby chciała znaleźć się jeszcze bliżej. Wiedziała, że są coraz bliżej, a może to ona była na skraju, świadczyły o tym dreszcze, które przechodziły jej po całym ciele. Nie panowała nad tym już zupełnie, po prostu pozwalała się sobie ponieść.
I wtedy powiedział, aby wzięła to, co jej. Poruszyło to w niej dosłownie wszystko. Mówił do niej tak, jakby faktycznie miała prawo sięgnąć po wszystko, czego chciała, jakby należał do niej, przynajmniej w tej chwili. Skoro ją do tego zachęcał, to nie zamierzała to zrobić. Opadała na niego całym ciężarem swojego ciała, jej usta skupiły się na jego szyi, to ją muskała ciągle w jednym miejscu, zatracając się w tej chwili.
Dłonie, które wcześniej delikatnie muskały jego ciało, teraz chwytały. Oddech, który jeszcze przed chwilą był miarowy, może nieco ciężki, teraz zaczął być przerywany. Wili się razem w ciszy, wokół wszystko wydawało się być gorące, być może od tego ciepła, które zaczęło ich wypełniać.
Jej serce, ciało i duszę zaczął wypełniać żywy ogień, który jednak nie parzył, a doprowadzał ją do spełnienia. Zacisnęła w końcu swoje drobne dłonie na jego ramionach bardzo mocno, i zamarła, pozwoliła się sobie rozpaść w jego ramionach, na drobne kawałki, jednak było to tym do czego dążyła, przymknęła oczy, a jej ciało zrobiło się bezwiedne, kiedy obezwładniająca przyjemność zaczęła wypełniać je całe.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control