02.12.2025, 15:42 ✶
– Hm… trzeba się zastanowić, czy to warte wynajmowania kuriera – stwierdziła Charlotte po chwili wahania. Normalnie bez namysłu oświadczyłaby, że tak, jasne, robimy to, ale niestety Spalona Noc sprawiła, że usługi kurierskie poszły w górę, bo podpalono urząd pocztowy, a z kolei ich wydatki wzrosły w zastraszającym tempie. Musieli wyremontować mieszkanie i odkupić właściwie wszystko, a choć Kelly sięgała po pomoc przyjaciół bez większego zawahania, to jednak nie mogła pozwolić, aby sfinansowali absolutnie wszystko. – Ale jeśli faktycznie jest przeklęte, myślę, że to doskonały pomysł…
*
Czy dobrze się czuła?
Nie: coś, ktoś, właśnie przemówił jej ustami. Nie żeby Charlotte sama z siebie nie mogła nagle oświadczyć, że przejmuje rządy nad Wielką Brytanią, zapewne miałaby takie zapędy, gdyby uważała to za możliwe, ale to nie był ten przypadek.
– Jak sądzę, rezultat Spalonej Nocy – oświadczyła z zadumą. – Poczynań… tego tam.
Zmarszczyła znów brwi, z irytacją, a potem natychmiast zmusiła się do wygładzenia czoła, bo przecież była już w Pewnym Wieku i musiała pamiętać o groźbie zmarszczek mimicznych. Zwłaszcza że jej cudowna kolekcja kosmetyków też spłonęła, a chociaż podkradła jeden z kremów Jonathana, to była zaledwie podstawa codziennej pielęgnacji – ważnej dla Charlotte nawet w obliczu jakiejś tam wojny, rozdzierającej kraj.
– Myślę, że to coś, co należy zbadać w Departamencie Tajemnic – zdecydowała, chociaż problem polegał na tym, że nie miała pewności, która Komnata będzie tu właściwa. No cóż, na pewno nie miłości. Mózgu? A i zaraz, wkraczali na grunt „ale co jeżeli będą badać to śmierciożercy!” Czyli… ze miała badać to sama? Wolałaby, doprawdy, zajmować się ciekawszymi rzeczami, jak przywoływaniem duchów. – Nie przejmuj się nadmiernie, Jasperze, zapewniam, że nie jestem opętana. Jestem specjalistką od opę…
Urwała.
Krzesło bowiem poderwało się do biegu i przegalopowało przez mieszkanie, gnając prosto do pokoju Theo. I Charlotte straciła cierpliwość, bo podczas tego biegu musiała odskoczyć, i mało brakowało, a wylądowałaby prosto na tej podłodze, całej osmalonej sadzą. Zła wycelowała różdżką w mebel, próbując go po prostu rozwalić.
*
Czy dobrze się czuła?
Nie: coś, ktoś, właśnie przemówił jej ustami. Nie żeby Charlotte sama z siebie nie mogła nagle oświadczyć, że przejmuje rządy nad Wielką Brytanią, zapewne miałaby takie zapędy, gdyby uważała to za możliwe, ale to nie był ten przypadek.
– Jak sądzę, rezultat Spalonej Nocy – oświadczyła z zadumą. – Poczynań… tego tam.
Zmarszczyła znów brwi, z irytacją, a potem natychmiast zmusiła się do wygładzenia czoła, bo przecież była już w Pewnym Wieku i musiała pamiętać o groźbie zmarszczek mimicznych. Zwłaszcza że jej cudowna kolekcja kosmetyków też spłonęła, a chociaż podkradła jeden z kremów Jonathana, to była zaledwie podstawa codziennej pielęgnacji – ważnej dla Charlotte nawet w obliczu jakiejś tam wojny, rozdzierającej kraj.
– Myślę, że to coś, co należy zbadać w Departamencie Tajemnic – zdecydowała, chociaż problem polegał na tym, że nie miała pewności, która Komnata będzie tu właściwa. No cóż, na pewno nie miłości. Mózgu? A i zaraz, wkraczali na grunt „ale co jeżeli będą badać to śmierciożercy!” Czyli… ze miała badać to sama? Wolałaby, doprawdy, zajmować się ciekawszymi rzeczami, jak przywoływaniem duchów. – Nie przejmuj się nadmiernie, Jasperze, zapewniam, że nie jestem opętana. Jestem specjalistką od opę…
Urwała.
Krzesło bowiem poderwało się do biegu i przegalopowało przez mieszkanie, gnając prosto do pokoju Theo. I Charlotte straciła cierpliwość, bo podczas tego biegu musiała odskoczyć, i mało brakowało, a wylądowałaby prosto na tej podłodze, całej osmalonej sadzą. Zła wycelowała różdżką w mebel, próbując go po prostu rozwalić.
Rzut N 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!