26.02.2023, 20:33 ✶
Florence kiwnęła tylko głową na słowa Patricka. Różdżkę trzymała w pogotowiu, gotowa znowu potraktować psa leviosą: nic przyjemnego, ale to gwarantowałoby przynajmniej, że nie spotka go krzywda. Na całe szczęście, psiak już nie chciał wracać na most. Odwrócił się i umknąć – może przerażony tym, że wpadł w łapy obcych, a może (na to Bulstrode liczyła) wracał gdzieś do domu.
Oby właściciele następnym razem nie puścili go samopas.
- Cieszę się, że go uratowałeś – powiedziała uzdrowicielka, patrząc jak psiak odbiega. Doskonale wiedziała, że nie każdy czarodziej rzuciłby się ratować psa. Byli i tacy, którzy kopniakiem posłaliby go w dół, tylko dla przyjemności patrzenia. A ona lubiła zwierzęta. I bardzo nie lubiła idei tonięcia, obojętnie, czy dotyczyła człowieka, czy psa albo kota. – Kiedy słyszę takie słowa, mam wrażenie, że to kuszenie losu, wiesz?
Wypowiadając to zdanie, Florence uśmiechnęła się lekko. Nie była zła ani zmartwiona tym „psim wypadkiem”. Poruszyłby ją bardziej, gdyby nie udało się złapać psiaka. Albo gdyby wiedziała, że ten nie był pierwszy i zapewne nie będzie ostatni. Gdyby nie obawiała się, że właściciel psa mógł spaść z mostu i być gdzieś pod nim, cała sytuacja nawet by ją prawdopodobnie trochę bawiła. Wszystko trwało przecież krótko i jedynym, co ucierpiało, był kubek z herbatą.
- Sprawdzę most na górze. Jeśli mógłbyś się rozejrzeć na dole, będę wdzięczna. Wolałabym tam nie schodzić – stwierdziła, obracając się i z powrotem ruszyła w stronę mostu. Poruszanie się po brzegu w tych butach byłoby niewygodne, poza tym bardzo nie chciała potknąć się i wpaść do wody.
Potem przeszła most wzdłuż i wszerz, najpierw obok jednej barierki, później drugiej. Gdy raz w pobliżu przechodził jakiś mugol, schowała różdżkę za pazuchę i udawała, że podziwia widoki. Co jakiś czas szeptała cicho „finite” albo czary mogące wykryć klątwy. Raz czy dwa – ostrożnie, by się nie ubrudzić – przykucnęła, sprawdzając, czy w kamienną powierzchnię mostu nie wtopiono jakichś run, które mogły wywołać dziwne zachowanie zwierzęcia. Odnotowała sobie, że później musi poszukać więcej informacji o tym moście. Oczywiście, za pomocą zaklęcia pozbyła się też kubka, po upewnieniu się, że nie jest obserwowana przez żadnego mugola. Nie chciała pozostawiać po sobie śmierci, poza tym ten kubek po prostu… źle tutaj wyglądał.
Na koniec uzdrowicielka wychyliła się, ponownie spoglądając w dół. We mgłę. Utopione szczeniaki albo właściciel w wodzie zdawały się bardziej oczywiste niż klątwy, kiedy jednak rozejrzeli się uważnie, nie znaleźli śladów ani jednego, ani drugiego. Wyglądało na to, że dziś nie rozwiążą zagadki małego, psiego samobójcy. W każdym razie, pozostawało im kontynuować spacer, kierując się w stronę wioski, a potem przejść do najbliższego punktu Fiuu, za pomocą którego zresztą Florence, zawsze będąca nieco na bakier z teleportacją, przybyła w tę okolicę.
Oby właściciele następnym razem nie puścili go samopas.
- Cieszę się, że go uratowałeś – powiedziała uzdrowicielka, patrząc jak psiak odbiega. Doskonale wiedziała, że nie każdy czarodziej rzuciłby się ratować psa. Byli i tacy, którzy kopniakiem posłaliby go w dół, tylko dla przyjemności patrzenia. A ona lubiła zwierzęta. I bardzo nie lubiła idei tonięcia, obojętnie, czy dotyczyła człowieka, czy psa albo kota. – Kiedy słyszę takie słowa, mam wrażenie, że to kuszenie losu, wiesz?
Wypowiadając to zdanie, Florence uśmiechnęła się lekko. Nie była zła ani zmartwiona tym „psim wypadkiem”. Poruszyłby ją bardziej, gdyby nie udało się złapać psiaka. Albo gdyby wiedziała, że ten nie był pierwszy i zapewne nie będzie ostatni. Gdyby nie obawiała się, że właściciel psa mógł spaść z mostu i być gdzieś pod nim, cała sytuacja nawet by ją prawdopodobnie trochę bawiła. Wszystko trwało przecież krótko i jedynym, co ucierpiało, był kubek z herbatą.
- Sprawdzę most na górze. Jeśli mógłbyś się rozejrzeć na dole, będę wdzięczna. Wolałabym tam nie schodzić – stwierdziła, obracając się i z powrotem ruszyła w stronę mostu. Poruszanie się po brzegu w tych butach byłoby niewygodne, poza tym bardzo nie chciała potknąć się i wpaść do wody.
Potem przeszła most wzdłuż i wszerz, najpierw obok jednej barierki, później drugiej. Gdy raz w pobliżu przechodził jakiś mugol, schowała różdżkę za pazuchę i udawała, że podziwia widoki. Co jakiś czas szeptała cicho „finite” albo czary mogące wykryć klątwy. Raz czy dwa – ostrożnie, by się nie ubrudzić – przykucnęła, sprawdzając, czy w kamienną powierzchnię mostu nie wtopiono jakichś run, które mogły wywołać dziwne zachowanie zwierzęcia. Odnotowała sobie, że później musi poszukać więcej informacji o tym moście. Oczywiście, za pomocą zaklęcia pozbyła się też kubka, po upewnieniu się, że nie jest obserwowana przez żadnego mugola. Nie chciała pozostawiać po sobie śmierci, poza tym ten kubek po prostu… źle tutaj wyglądał.
Na koniec uzdrowicielka wychyliła się, ponownie spoglądając w dół. We mgłę. Utopione szczeniaki albo właściciel w wodzie zdawały się bardziej oczywiste niż klątwy, kiedy jednak rozejrzeli się uważnie, nie znaleźli śladów ani jednego, ani drugiego. Wyglądało na to, że dziś nie rozwiążą zagadki małego, psiego samobójcy. W każdym razie, pozostawało im kontynuować spacer, kierując się w stronę wioski, a potem przejść do najbliższego punktu Fiuu, za pomocą którego zresztą Florence, zawsze będąca nieco na bakier z teleportacją, przybyła w tę okolicę.
Koniec sesji