03.12.2025, 15:31 ✶
Moody nie miała żadnego ocznego defektu, poza faktem, że czasem zdarzało jej się widzieć rzeczy, których nie było. Martwa zieleń… widmo śmierci toczyło się nad jej głową od momentu, gdy odkryła, że jej schorowana matka przestała już oddychać. Dar Trelawneyów pozwalał dostrzec cienie innego świata. Przekleństwo jej toczonego chorobą umysłu - przynajmniej tak jej się zdawało, że to choroba - dotykało koszmarów. Dotykało cudzych marzeń. Dotykało cieni tańczących na pograniczu widzenia.
Miała swoje sposoby, żeby sobie z tym radzić i przelewanie wszystkiego do szkicownika było jednym z nich. Ale farby… kursy wymagały wstępnego chociaż obeznania z tymi kurwami, które ni jak nie wydawały na świat koloru, który był życzeniem Miles. Podejście prowadzącej napięło ją jeszcze bardziej. Wymuskana damulka z wysokich sfer, która pewnie mleko piła przez ozłocony cycek nie musiała odezwać się do niej słowem, aby Miles miała Bardzo Mocno Wyrobioną opinię.
Poezja, która wysmyknęła się z ładną linią pociągniętą po twarzy, zdawała się policzkiem i tak już zestresowanego śmietnikowego kota.
- Się nie zesraj… - burknęła pod nosem defensywnie, ale spróbowała powtórzyć Wielki Sukces pani Pokażę Ci Jak Masz Żyć. - Pierdu pierdu błękitne trupy i pada na nie światło, a krew rozjebana jest po… po skórze. Głębia, wyrwane sruszko, serduszko. - mruczała dalej z udawaną nonszalancją dodając nie te ilości. Gesty Astorii były oszczędne, ale bardzo precyzyjne. Miles zapamiętała z tego - dużo trupa, kapę słońca i rozbryzg krwi. Za dużo. Za bardzo. Zbyt chaotycznie. - Nosz kurwa mać, to dalej nie działa! - warknęła o wiele mocniej niż by chciała, ściągając na siebie wzrok kursantów którzy pracowali obok.
Miała swoje sposoby, żeby sobie z tym radzić i przelewanie wszystkiego do szkicownika było jednym z nich. Ale farby… kursy wymagały wstępnego chociaż obeznania z tymi kurwami, które ni jak nie wydawały na świat koloru, który był życzeniem Miles. Podejście prowadzącej napięło ją jeszcze bardziej. Wymuskana damulka z wysokich sfer, która pewnie mleko piła przez ozłocony cycek nie musiała odezwać się do niej słowem, aby Miles miała Bardzo Mocno Wyrobioną opinię.
Poezja, która wysmyknęła się z ładną linią pociągniętą po twarzy, zdawała się policzkiem i tak już zestresowanego śmietnikowego kota.
- Się nie zesraj… - burknęła pod nosem defensywnie, ale spróbowała powtórzyć Wielki Sukces pani Pokażę Ci Jak Masz Żyć. - Pierdu pierdu błękitne trupy i pada na nie światło, a krew rozjebana jest po… po skórze. Głębia, wyrwane sruszko, serduszko. - mruczała dalej z udawaną nonszalancją dodając nie te ilości. Gesty Astorii były oszczędne, ale bardzo precyzyjne. Miles zapamiętała z tego - dużo trupa, kapę słońca i rozbryzg krwi. Za dużo. Za bardzo. Zbyt chaotycznie. - Nosz kurwa mać, to dalej nie działa! - warknęła o wiele mocniej niż by chciała, ściągając na siebie wzrok kursantów którzy pracowali obok.