- To całkiem urocze, że zamierzasz się jej słuchać nawet po śmierci. - Cholera, nie sądziła, że kiedykolwiek powie mu, że jest uroczy, stał przed nią ten wielki typ, którego bała się pewnie większość Nokturnu, nie wspominając nawet o zwyczajnych ludziach, a wydawał się być teraz niczym mały, słodki szczeniaczek, gdy wspominał o tym, że jego panna nie pozwoliłaby mu nawiedzać kogoś innego niż jej, więc ona nie musiała się martwić o to, że będzie zawracał jej dupę jak umrze. Całkiem dobrze było to wiedzieć, bo zdawała sobie sprawę, że jakby się na coś uparł, to na pewno by to zrealizował, potrafił być okrutnie nieustępliwy.
Nie przywykła do dźwięku jego śmiechu, nie robił tego często w jej towarzystwie, teraz śmiał się tak głośno, że było to, aż nienaturalne, widzieć go w takim nastroju. Chyba musiała się przyzwyczaić do tej nowej, optymistycznej wersji Fenwicka.
Nie wyglądał na katastrofę... to znaczy nadal miał obitą mordę, pękniętą jedynkę, ale jednak daleko mu było do katastrofy, bo nie chodziło tu o aparycję, ale o tę aurę, uśmiech, który co chwila, mimowolnie wpełzał mu na usta, ten śmiech, całościowo zdecydowanie było mu daleko do katastrofy, więc wspomniała o tym, że nie wyglądał jej na jedną z nich. Mówiła prawdę, jak zawsze zresztą, bo Greengrass-Yaxley nie miała w zwyczaju sięgać po kłamstwo.
- To czyni mnie trochę wyjątkową. - Skoro był to jeden z najdziwniejszych komplementów jaki usłyszał... dla niej te słowa też były komplementem, bo Geraldine lubiła odbiegać od normalności. Traktowała inność, jako zaletę.
- Bycie katastrofą od czasu do czasu to nie jest nic złego, dobrze jest czasem pozwolić sobie na takie momenty. - Kto nie był chodzącą katastrofą chociaż raz niech pierwszy rzuci kamieniem, ona całe lato ledwie ciągnęła nogi, bo była taka rozwalona, ale nie było bagna, z którego nie dałoby się wydostać, doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
- Jasne, skoro ja pamiętam i Ty pamiętasz, to będziemy mogli sobie wszystko wyciągać, a wiem, że Ty też nie należysz do tych, którzy lubią oszczędzać innych. - No i dobrze, dobrze było mieć przy sobie kogoś takiego, kto nie miał oporu przed tym, aby od czasu do czasu uderzyć tak, żeby zabolało.
- To, co robisz w wolnym czasie mnie nie interesuje, no chyba, że z moim mężem, bo wtedy odrobinę. - Oczywiście, że nie należała do tych ograniczających małżonek, jednak lubiła wiedzieć, co się dzieje, żeby przygotować się na każdą ewentualność. Roise i Benjy przyjaźnili się od lat, nie było więc niczym dziwnym to, że ich drogi będą się krzyżować nie tylko na tej zawodowej ścieżce, no byli swoją rodziną z krwi, czy tam wybraną, tak właściwie to jedno i drugie.
Później, później wszystko potoczyło się zaskakująco, bo dostrzegła tę obrączkę na jego palcu i nie umiała usiedzieć w miejscu, zareagowała odruchowo, zresztą przy nim nie musiała udawać, że jest jej to obojętne, bo nie było. po tym jak spędzili razem noc w Rumunii zainteresowała się nieco tą historią, była ciekawa jak się zakończy, nie przewidziałaby jednak nigdy takiego zakończenia, to był dopiero niesamowity zwrot akcji.
- Dobra poważne przeprosiny to jedno, Ty postanowiłeś się oświadczyć, kurwa to jest dopiero grube. - No było grube, bardziej niż mogłaby założyć. Myślała, że kupi jej kwiatki, powie, że był debilem, a ona albo go przyjmie, albo nie, a ten postanowił poprosić ją o rękę, z taką obitą mordą, ze złamanym zębem, co śmieszne najwyraźniej pannie to w niczym nie przeszkadzało. Musiała być w nim kurewsko zakochana i dobrze, zasługiwał na taką miłość.
- Prawda, nie można Ci zarzucić braku skuteczności, to było kurewsko skuteczne. Zresztą widzę, że służy Ci bycie mężem, nie wyglądasz już jak zbity pies. - Oczywiście, że i to musiała poruszyć, że też zmiana stanu cywilnego mogła całkowicie odmienić człowieka. To powinna być jakaś oficjalna metoda dla wszystkich ludzi, jest ci chujowo - weź ślub, wtedy zobaczysz, że życie jest piękne.
Miała spore szczęście, że postanowił się z nią podzielić tą szczegółową historią, bo naprawdę było co opowiadać. W życiu niektórych osób nie wydarzyło się pewnie tyle, co u niego przez jedną noc. Teraz to jej zaimponował. Nie mogła ustać w miejscu, chodziła więc w kółko próbując to wszystko przetrawiać na bieżąco. Oczywiście, że wybrał Nokturn, jakąś starą zaklinaczkę, i jeszcze doprowadził wszystko do skutku, przecież nie mógł mieć pewności, że to się uda, a jednak działało, wszystko jakoś mu się ułożyło. Co jakiś czas potakiwała, czy szeroko otwierała oczy słysząc kolejne szczegóły, ta historia była niesamowita.
Widziała w życiu naprawdę wiele, mało co było ją w stanie zaskoczyć, nigdy jednak nie słyszała czegoś takiego. Kurwa, Benjy Fenwick zrobił na niej wrażenie swoją determinacją, wiedziała, że dobrze jest mieć go po swojej stronie, po czymś takim? No kurwa, nie chciałaby być jego wrogiem, jeśli do nich również podchodził w ten sposób.
Na szczęście przy nim nie musiała nad sobą panować, reagowała tak jak czuła, na każde słowo, z niedowierzaniem, zaskoczeniem, radością, co za pierdolone zwroty akcji, no nic tylko ktoś musiał to opisać, przełożyć na papier, a później może na mugolski film? Na pewno trafiłby do wielu odbiorców.
- Widzę Twoją mordę, ale laski na takich lecą, nie wiesz? Lubią bad boy'ów, idealnie się wpasowujesz w taki typowy schemat. - Zmierzyła go przy tym wzrokiem od stóp do głów, jak nic była to sobie w stanie wyobrazić. - Zresztą to ma być książka, można napisać, że byłeś kurewsko przystojny, kto to zweryfikuje? - Trochę fikcji literackiej wystarczy, aby to się sprzedało. - No, nie powiem, jestem zaskoczona, że posłuchałeś, ale w życiu nie spodziewałam się, że skończysz jako jej mąż, kurwa, dobra robota. - Dodała jeszcze. Pewnie znalazłyby się osoby, które nieco negowałyby taką spontaniczną decyzję, szybką akcję, ale do niego to pasowało, reagował od razu na to, co przynosił mu los, pięknie to rozegrał, nie mógł piękniej.
- Musisz ją kurewsko kochać, nie robi się takich rzeczy, jak się nie jest tego pewnym. - Nie spodziewała się, że przyjdzie im kiedykolwiek jeszcze rozmawiać o miłości, jak widać niczego nie można być do końca pewnym, dobrze, że teraz robili to w zupełnie innym kontekście.
- To brzmi obiecująco Benjy, tylko jedna sprawa, jeśli będziesz widział, że przeginam, że robię coś, czego nie powinnam, to nie bój się mnie zatrzymać, trzasnąć jak trzeba będzie, bo czasem nie myślę logicznie, a muszę zacząć, za bardzo jednak kocham ryzyko, a teraz nie mogę sobie na to pozwalać. - Ton jej głosu nieco się zmienił, jeśli mieli współpracować, musiał wiedzieć, że potrzebowała od niego również tego, że jak pojawi się taki moment, to zareaguje, nie będzie miał obaw, żeby nią potrząsnąć, tak jak ona ostatnio potrząsnęła nim, mogło być przecież różnie.
- Tego chyba wolałabym nie wiedzieć, bo teraz mam przed oczami Twój obraz w sukience Fenwick. - Parsknęła śmiechem, wiedziała, że nie o to mu chodziło, ale była prostym człowiekiem, mówił dziewczynka, ona widziała sukienkę.
- Nie mnie to oceniać, ale skoro to przyniosło takie skutki, to te Twoje klęczenie mówi samo za siebie. - Bo był tu teraz u niej, zupełnie odmieniony, szczęśliwy, jakby pozbył się bardzo niewygodnego ciężaru, który ciągnął go w dół.
- Przecież wiem, to, że masz żonę nie oznacza, że nagle zmieniłeś charakter. - Chociaż może trochę, odrobinkę, skoro nie dusił już tego w sobie, tylko pozwolił sobie sięgnąć po swoje to coś musiało się zmienić.
- A, wiesz co? Tak w ogóle to gratulacje. - Powinna była od tego zacząć, powinna, ale dopiero teraz, kiedy usłyszała całą historię mogła mu pogratulować.