27.02.2023, 00:48 ✶
Wielka Dżdżownica Nell popatrzyła na Cathala z godnością malującą się na jej dżdżownicowatej twarzy. Powolnymi ruchami wszystkich swoich kończyn przemieściła się na swój ulubiony środek kapelusza fioletowego grzyba.
- No – podsumowała, po czym znowu obficie pociągnęła ze swojej fajeczki (albo Cathala, zdążyła w końcu w jakiś sposób ukraść Białemu Królikowi Jamilowi jego wachlarzyk). Kolejne obłoczki kolorowego dymu uniosły się w powietrzu. – Co - co – dodała po chwili, najwyraźniej odpowiadając na resztę pytań Shafiqa.
Marcowy Królik Cadogan wiercił się w tym czasie na swojej łódeczce. Machał malutkimi wiosłami, próbując się chyba dostać do brzegu. Tylko, że zamiast wiosłować, rzeczywiście nimi machał w powietrzu. Suseł Sebastian spał kamiennym snem. Od czasu do czasu otwierał tylko jedno oko, kontrolował zachowanie Marcowego Zająca i wracał do spania.
- Spóźnimy się na herbatkę! – zamarudził Marcowy Zając. – Byłoby mi łatwiej, gdybyś tylko wypił całe mleko z jeziora.
W istocie jezioro, po którym pływali, wydawało się Cathalowi, nawet z odległości całkiem płytkie. Wystarczyłoby pewnie, żeby obydwaj wyskoczyli ze swojej malutkiej łódeczki a w kilka chwil mogliby się dostać do brzegu. Suseł Sebastian zachrapał.
- Szalony to jest Kapelusznik – wymruczała Wielka Dżdżownica Nell. Od nadmiaru tego, co znajdowało się w fajeczce jej głos trochę się zmienił. Teraz był jednocześnie jeszcze wolniejszy, bardziej rozmarzony i znudzony niż przedtem. Wokół niej unosiły się kłęby żółto-czerwonego dymu. – Ty jesteś źle wychowany.
Biały Królik Jamil podskakiwał, ciągle podenerwowany, że nie mógł znaleźć swojego wachlarzyku i zieloniutkiego szaliczka. Wielka Dżdżownica Nell, w tym czasie zaczęła pożerać jego wachlarzyk aż chrzęścił jej w ustach.
- Spóźnię się! Spóźnię się! – rozpaczał podenerwowany Biały Królik Jamil. – Spóźnię się nie tylko na poranne ścinanie, ale jeszcze na rozprawę! Och, Królowa Kier nie będzie zadowolona. Nie będzie zadowolona! Ona nie znosi, kiedy ktoś się spóźnia! Cath, czemu jeszcze stoisz! Proszę natychmiast skoczyć do domu i przynieść mi wachlarzyk i zieloniutki szaliczek! Ale już! – zawołał głośno, tonem najbardziej rozkazującym, na jaki tylko było go stać.
Aż zbudził susła z jego snu. I w jego przypadku, tym razem, skończyło się na czymś więcej niż tylko otworzeniem jednego albo drugiego oka. Suseł Sebastian zamlaskał, uniósł się nawet, żeby zobaczyć kto to tak krzyczy, a potem z trudem udało mu się uniknąć ciosu wiosłem, który prawie otrzymał od Marcowego Zająca Cadogana.
- W Krokieta – powiedział sennie. – Z Królową Kier można grać tylko w Krokieta. I nie wolno kraść jej ciasteczek.
A potem, jakby nigdy nic z powrotem zaczął szykować się do snu, ale Marcowy Zając wykorzystał moment, w którym jego towarzysz nie spał i wcisnął mu do łapek wiosło. Suseł westchnął a potem ku najwięcej rozpaczy zająca, ułożył się na nim wygodnie.
Do uszu Cathala dobiegł dźwięk trąbek. A kiedy się odwrócił zobaczył, że z oddali maszeruje talia karta. A wśród nich była i Królowa Kier. Ta miała twarz Lety.
- No i pięknie, nie poszliście do niej na poranne ścinanie to na ścinanie przyszła ona tu – zamarudził Marcowy Zając i jeszcze intensywniej zaczął machać wiosłem.
- No – podsumowała, po czym znowu obficie pociągnęła ze swojej fajeczki (albo Cathala, zdążyła w końcu w jakiś sposób ukraść Białemu Królikowi Jamilowi jego wachlarzyk). Kolejne obłoczki kolorowego dymu uniosły się w powietrzu. – Co - co – dodała po chwili, najwyraźniej odpowiadając na resztę pytań Shafiqa.
Marcowy Królik Cadogan wiercił się w tym czasie na swojej łódeczce. Machał malutkimi wiosłami, próbując się chyba dostać do brzegu. Tylko, że zamiast wiosłować, rzeczywiście nimi machał w powietrzu. Suseł Sebastian spał kamiennym snem. Od czasu do czasu otwierał tylko jedno oko, kontrolował zachowanie Marcowego Zająca i wracał do spania.
- Spóźnimy się na herbatkę! – zamarudził Marcowy Zając. – Byłoby mi łatwiej, gdybyś tylko wypił całe mleko z jeziora.
W istocie jezioro, po którym pływali, wydawało się Cathalowi, nawet z odległości całkiem płytkie. Wystarczyłoby pewnie, żeby obydwaj wyskoczyli ze swojej malutkiej łódeczki a w kilka chwil mogliby się dostać do brzegu. Suseł Sebastian zachrapał.
- Szalony to jest Kapelusznik – wymruczała Wielka Dżdżownica Nell. Od nadmiaru tego, co znajdowało się w fajeczce jej głos trochę się zmienił. Teraz był jednocześnie jeszcze wolniejszy, bardziej rozmarzony i znudzony niż przedtem. Wokół niej unosiły się kłęby żółto-czerwonego dymu. – Ty jesteś źle wychowany.
Biały Królik Jamil podskakiwał, ciągle podenerwowany, że nie mógł znaleźć swojego wachlarzyku i zieloniutkiego szaliczka. Wielka Dżdżownica Nell, w tym czasie zaczęła pożerać jego wachlarzyk aż chrzęścił jej w ustach.
- Spóźnię się! Spóźnię się! – rozpaczał podenerwowany Biały Królik Jamil. – Spóźnię się nie tylko na poranne ścinanie, ale jeszcze na rozprawę! Och, Królowa Kier nie będzie zadowolona. Nie będzie zadowolona! Ona nie znosi, kiedy ktoś się spóźnia! Cath, czemu jeszcze stoisz! Proszę natychmiast skoczyć do domu i przynieść mi wachlarzyk i zieloniutki szaliczek! Ale już! – zawołał głośno, tonem najbardziej rozkazującym, na jaki tylko było go stać.
Aż zbudził susła z jego snu. I w jego przypadku, tym razem, skończyło się na czymś więcej niż tylko otworzeniem jednego albo drugiego oka. Suseł Sebastian zamlaskał, uniósł się nawet, żeby zobaczyć kto to tak krzyczy, a potem z trudem udało mu się uniknąć ciosu wiosłem, który prawie otrzymał od Marcowego Zająca Cadogana.
- W Krokieta – powiedział sennie. – Z Królową Kier można grać tylko w Krokieta. I nie wolno kraść jej ciasteczek.
A potem, jakby nigdy nic z powrotem zaczął szykować się do snu, ale Marcowy Zając wykorzystał moment, w którym jego towarzysz nie spał i wcisnął mu do łapek wiosło. Suseł westchnął a potem ku najwięcej rozpaczy zająca, ułożył się na nim wygodnie.
Do uszu Cathala dobiegł dźwięk trąbek. A kiedy się odwrócił zobaczył, że z oddali maszeruje talia karta. A wśród nich była i Królowa Kier. Ta miała twarz Lety.
- No i pięknie, nie poszliście do niej na poranne ścinanie to na ścinanie przyszła ona tu – zamarudził Marcowy Zając i jeszcze intensywniej zaczął machać wiosłem.