28.02.2023, 05:02 ✶
Trevorowi Szkocja przypominała mu w dużej mierze rodzinne strony, a już na pewno bardziej podobała mu się od Londynu. Zwłaszcza z dala od miast. W swoim życiu zdążył nawiązać znajomość z kilkoma Szkotami, którzy też byli przyzwoitymi kompanami do picia piwa, obijania mord i śpiewania w pubach. Lepiej nie mógł trafić, jeśli o to chodzi. Rozważał nawet osiedlenie się tam, koniecznie na jakimś odludziu, głęboko w lesie. Tam czuł się najlepiej. Tam też nikt by go nie szukał. A już na pewno nie szukaliby go Brygadziści. Przynajmniej tak sądził. Jak mniemał nadal figurował na ministerialnej liście gończej, z której zostanie dopiero skreślony po aresztowaniu albo po swojej śmierci. Oby tylko dane było mu umrzeć w walce, z różdżką w dłoni zamiast zmożonym chorobą albo starością.
Podczas swojego wieczornego spaceru zabrnął na Most Overtoun, którego trudno nie uznać za konstrukcję owianą złą sławą. Pochylił się nad kamiennym murkiem, opierając na nim splecione dłonie. Wpatrywał się ze znikomym zainteresowaniem w przestrzeń przed sobą. Z powodu gęstniejącej ciemności niewiele był w stanie dostrzec, jednak to zupełnie mu nie przeszkadzało. Pozwalał swoim myślom płynąć z własnym prądem. Ostatecznie musiał ruszyć dalej. Wyprostował się i zaczął iść przed siebie, kiedy jego uszu dobiegło wycie psa, którzy skoczył z tego mostu oraz głos młodszego od niego mężczyzny, który chciał upewnić się, że widział to co on. Trevor wolał nie zastanawiać się nad tym, co skłoniłoby tego czworonoga do wykonania tego skoku i próby zakończenia swojego żywota. W przypadku ludzi to wydawałoby się oczywiste. Tych nawet nie próbowałby powstrzymać, ale też nie pomógłby im w odebraniu sobie życia.
— Widziałem! Z tego co słyszałem to nie pierwszy taki przypadek! — Zakrzyknął w odpowiedzi do młodziaka, postanawiając samemu pobiec do miejsca, z którego zwierzę skoczyło w przepaść. Nie potrafił go dotrzeć. Nie sądził jednak by ten czworonóg miał szansę przeżyć upadek z tak wysoka. Nawet człowiek by tego nie przeżył. Niewiele brakowało aby spojrzał na tego młodzieńca jak na idiotę. Ja pomóc psiemu samobójcy, który już rzucił się w przepaść? Przecież nie chwyci go za szmaty i nie wyrzuci go przez kamienny murek mostu po to aby złapał on zwierzaka. To byłoby w jego stylu, jednak chłopak w niczym mu nie zawinił. Bez magii było to niemożliwe. Na szczęście miał wystarczająco luźny kręgosłup moralny. Zasady były po to, aby je łamać.
— Zobaczę, co da się zrobić — Powiedział do tego młodego człowieka, który zwrócił się do niego o pomoc w ratowaniu tego stworzenia. Jak trwoga to dorosłych, którzy tak naprawdę nie są w stanie zaradzić każdej tragedii.
— Periculum — Nie zastanawiając się nad tym, czy ma do czynienia z czarodziejem czy mugolem, sięgnął po swoją różdżkę. Wychylił się nieco za barierkę, by posłać w ciemność pod nimi snop czerwonych iskier, skutecznie ją rozjaśniający.
— Mam cię, szczeniaku — Wymruczał unosząc kącik ust w charakterystyczny dla siebie sposób, gdy dostrzegł w niknącym czerwonym świetle sylwetkę spadającego psa.
— Arresto Momentum — Wymierzył raz jeszcze różdżką w gęstniejącą na powrót ciemność, licząc że wiązka rzuconego przez niego czaru dosięgnie psa i spowolni jego spadanie, przez co uda się go uratować. Nie zamierzał jednak obiecywać, że uda mu się dokonać. Nawet magia miała swoje ograniczenia.
Słowa: 511
Podczas swojego wieczornego spaceru zabrnął na Most Overtoun, którego trudno nie uznać za konstrukcję owianą złą sławą. Pochylił się nad kamiennym murkiem, opierając na nim splecione dłonie. Wpatrywał się ze znikomym zainteresowaniem w przestrzeń przed sobą. Z powodu gęstniejącej ciemności niewiele był w stanie dostrzec, jednak to zupełnie mu nie przeszkadzało. Pozwalał swoim myślom płynąć z własnym prądem. Ostatecznie musiał ruszyć dalej. Wyprostował się i zaczął iść przed siebie, kiedy jego uszu dobiegło wycie psa, którzy skoczył z tego mostu oraz głos młodszego od niego mężczyzny, który chciał upewnić się, że widział to co on. Trevor wolał nie zastanawiać się nad tym, co skłoniłoby tego czworonoga do wykonania tego skoku i próby zakończenia swojego żywota. W przypadku ludzi to wydawałoby się oczywiste. Tych nawet nie próbowałby powstrzymać, ale też nie pomógłby im w odebraniu sobie życia.
— Widziałem! Z tego co słyszałem to nie pierwszy taki przypadek! — Zakrzyknął w odpowiedzi do młodziaka, postanawiając samemu pobiec do miejsca, z którego zwierzę skoczyło w przepaść. Nie potrafił go dotrzeć. Nie sądził jednak by ten czworonóg miał szansę przeżyć upadek z tak wysoka. Nawet człowiek by tego nie przeżył. Niewiele brakowało aby spojrzał na tego młodzieńca jak na idiotę. Ja pomóc psiemu samobójcy, który już rzucił się w przepaść? Przecież nie chwyci go za szmaty i nie wyrzuci go przez kamienny murek mostu po to aby złapał on zwierzaka. To byłoby w jego stylu, jednak chłopak w niczym mu nie zawinił. Bez magii było to niemożliwe. Na szczęście miał wystarczająco luźny kręgosłup moralny. Zasady były po to, aby je łamać.
— Zobaczę, co da się zrobić — Powiedział do tego młodego człowieka, który zwrócił się do niego o pomoc w ratowaniu tego stworzenia. Jak trwoga to dorosłych, którzy tak naprawdę nie są w stanie zaradzić każdej tragedii.
— Periculum — Nie zastanawiając się nad tym, czy ma do czynienia z czarodziejem czy mugolem, sięgnął po swoją różdżkę. Wychylił się nieco za barierkę, by posłać w ciemność pod nimi snop czerwonych iskier, skutecznie ją rozjaśniający.
— Mam cię, szczeniaku — Wymruczał unosząc kącik ust w charakterystyczny dla siebie sposób, gdy dostrzegł w niknącym czerwonym świetle sylwetkę spadającego psa.
— Arresto Momentum — Wymierzył raz jeszcze różdżką w gęstniejącą na powrót ciemność, licząc że wiązka rzuconego przez niego czaru dosięgnie psa i spowolni jego spadanie, przez co uda się go uratować. Nie zamierzał jednak obiecywać, że uda mu się dokonać. Nawet magia miała swoje ograniczenia.
Słowa: 511