04.12.2025, 06:00 ✶
Razem z Brenną potwierdzam swoją tożsamość, wchodzę do środka i piję eliksir.
Posiadłość Lestrange'ów jak zawsze prezentowała się imponująco i miała w sobie jakiś taki urok, który Atreusowi zwyczajnie przypadał do gustu. Lubił zwyczajnie to miejsce; tak samo kiedy za dzieciaka podczas wakacji bywał u Louvainta, tak jak i teraz, kiedy był już dorosły.
Ogrody doprowadziły ich do głównego wejścia, gdzie odbywało się sprawdzanie tożsamości gości i posiadanych przez nich zaproszeń. Zatrzymali się, on i Brenna, czekając na swoją kolej, a Atreus przyglądał się przez chwilę procesowi któremu poddawano gości przed nimi.
- Chyba powoli coś mi się odkleja, jak niektórym w naszych biurach, bo te maski wydają się dziwnie w słabym guście. Bal maskowy balem maskowym, ale wyobraź sobie co by było, gdyby któryś z kolegów w czarnych piżamach pomylił się w drodze na imprezę i wziął z szafki nocnej nie to akcesorium co powinien - ni to zaśmiał się pod nosem, ni to skrzywił lekko, kiedy pochylił się nad nią, ściszając przy tym oczywiście głos. Coś w nim kazało mu się nad tym zastanawiać, nawet jeśli bardzo, ale to bardzo chciał tego wieczora zwyczajnie się rozluźnić i dać sobie ze wszystkim spokój.
Jego maska była... w sumie to nie był pewien skąd ona była, bo wygrzebał ją gdzieś z pokaźnych czeliści domowego skarbca swojej matki. Była czymś, co wygrała w karty, a co dodatkowo wydawało się posiadać swoją historię. A nawet historię przez wielkie H. Co prawda bajki na jej temat niekoniecznie Atreusa interesowały, ale liczyło się to że wyglądała ładnie. Animalistyczne rzeźbienia, miały chyba przywoływać na myśl lisa, tym bardziej że kość słoniowa, którą pokryta była maska, miejscami pomalowana była na rdzawy i czarnawy kolor. Miejscami artysta wyrzucił w błoto chyba cały fundusz, jaki został mu przyznany, pozłacając elementy dla efektu wow.
W końcu przyszła ich kolej i mogli wylegitymować się smutnym panom, którym dane było dzisiejszego wieczora pilnować wejścia. Bulstrode uśmiechnął się do nich na pożegnanie grzecznie, z pewnym zaciekawieniem podchodząc do zaprezentowanych im eliksirów. Jeśli wcześniej chodziły mu po głowie ostrożne myśli odnośnie zamaskowania całego towarzystwa, tak teraz bez mrugnięcia okiem sięgnął po fiolkę. Co jak co, ale nie spodziewał się że ktoś zamierzał tutaj kogokolwiek truć. Znaczy nie oficjalnie, oczywiście. A niewiadoma wiążąca się z tym, co mogło się trafić? Oh, tak wspaniale ciągnęła ręce co przechylenia zawartości i wlania jej do gardła.
- Na zdrowie - mruknął do Brenny i pociągnął eliksir, oddając potem pustą fiolkę paniom, które je rozdawały.
!eliksiry
Posiadłość Lestrange'ów jak zawsze prezentowała się imponująco i miała w sobie jakiś taki urok, który Atreusowi zwyczajnie przypadał do gustu. Lubił zwyczajnie to miejsce; tak samo kiedy za dzieciaka podczas wakacji bywał u Louvainta, tak jak i teraz, kiedy był już dorosły.
Ogrody doprowadziły ich do głównego wejścia, gdzie odbywało się sprawdzanie tożsamości gości i posiadanych przez nich zaproszeń. Zatrzymali się, on i Brenna, czekając na swoją kolej, a Atreus przyglądał się przez chwilę procesowi któremu poddawano gości przed nimi.
- Chyba powoli coś mi się odkleja, jak niektórym w naszych biurach, bo te maski wydają się dziwnie w słabym guście. Bal maskowy balem maskowym, ale wyobraź sobie co by było, gdyby któryś z kolegów w czarnych piżamach pomylił się w drodze na imprezę i wziął z szafki nocnej nie to akcesorium co powinien - ni to zaśmiał się pod nosem, ni to skrzywił lekko, kiedy pochylił się nad nią, ściszając przy tym oczywiście głos. Coś w nim kazało mu się nad tym zastanawiać, nawet jeśli bardzo, ale to bardzo chciał tego wieczora zwyczajnie się rozluźnić i dać sobie ze wszystkim spokój.
Jego maska była... w sumie to nie był pewien skąd ona była, bo wygrzebał ją gdzieś z pokaźnych czeliści domowego skarbca swojej matki. Była czymś, co wygrała w karty, a co dodatkowo wydawało się posiadać swoją historię. A nawet historię przez wielkie H. Co prawda bajki na jej temat niekoniecznie Atreusa interesowały, ale liczyło się to że wyglądała ładnie. Animalistyczne rzeźbienia, miały chyba przywoływać na myśl lisa, tym bardziej że kość słoniowa, którą pokryta była maska, miejscami pomalowana była na rdzawy i czarnawy kolor. Miejscami artysta wyrzucił w błoto chyba cały fundusz, jaki został mu przyznany, pozłacając elementy dla efektu wow.
W końcu przyszła ich kolej i mogli wylegitymować się smutnym panom, którym dane było dzisiejszego wieczora pilnować wejścia. Bulstrode uśmiechnął się do nich na pożegnanie grzecznie, z pewnym zaciekawieniem podchodząc do zaprezentowanych im eliksirów. Jeśli wcześniej chodziły mu po głowie ostrożne myśli odnośnie zamaskowania całego towarzystwa, tak teraz bez mrugnięcia okiem sięgnął po fiolkę. Co jak co, ale nie spodziewał się że ktoś zamierzał tutaj kogokolwiek truć. Znaczy nie oficjalnie, oczywiście. A niewiadoma wiążąca się z tym, co mogło się trafić? Oh, tak wspaniale ciągnęła ręce co przechylenia zawartości i wlania jej do gardła.
- Na zdrowie - mruknął do Brenny i pociągnął eliksir, oddając potem pustą fiolkę paniom, które je rozdawały.
!eliksiry