04.12.2025, 09:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2026, 22:38 przez Brenna Longbottom.)
Próbuję złapać elfa, znaczy się Atreusa zamienionego w elfa, zanim zostanie rozdeptany
Jasna maska, ze srebrzystymi zdobieniami przysłaniała górną część twarzy Brenny, a włosy zostały na tę okazję opanowane dzięki różnym cudownym specyfikom i srebrzystym spinkom, tworząc misterną fryzurę. Ta chyba odmieniała ją nawet mocniej niż sama maska. Większość jej ubrań „wyjściowych” spłonęła, a w tej, która ocalała, zabranej wcześniej "na wszelki wypadek" do Londynu, pojawiła się już ledwo co na Ekstazie, więc szata na ten wieczór była więc nowa, kupiona z jednej z kolekcji Rosierów, kolorystycznie dopasowana do maski i spinek.
Nie wątpiła, że nieważne, czy się tu pojawi, czy nie, i tak zostanie za to skrytykowana, ale przyszła - trochę bo bardzo lubiła Victorię, a ta sympatia sięgała i jej sióstr i ojca, lubiła też Corneliusa, Williama, a nawet miała pewną słabość do Eden. Trochę, bo niektórzy członkowie jej rodziny zamierzali się pojawiać. Trochę, bo przyjść chciał Atreus.
– Szczerze? Cieszy mnie, że to mówisz, bo już myślałam, że może za dużo czasu spędzam z Alastorem. Niby wątpię, by ktoś próbował... zepsuć bal Lestrangów czy ściągać na niego negatywną uwagę, ale jakoś tak dziwnie – powiedziała cicho. Te całe maski sprawiały, że słowa stała czujność krążyły jej po głowie, poza tym gdy godzinę temu obracała w dłoni swoją maskę, miała bardzo nieprzyjemne skojarzenia ze śmierciożercami. I zastanawiała się, czy jest jedyną, której umysł wojna zarysowała do tego stopnia, że jej myśli biegły takimi ścieżkami.
Nie miała szans rozpoznać większości gości, ale i tak rozglądała się, wypatrując w szczególności Morpheusa, Victorii i Cynthii. Wzrost, chód, sylwetka, ruchy, mogły wiele zdradzić, jeśli znałeś kogoś naprawdę dobrze.
Jeśli nawet zawahała się nad tym, czy wypić eliksir, to wszystkie jej dylematy na tym tle zostały szybko zażegnane. Wprawdzie wyciągnęła rękę – raczej w odruchu, skoro podsunięto jej koszyk, niż faktycznie postanawiając wypić – ale chyba nikt nie mógł Brenny winić za to, że zamiast odkorkować taki i unieść do ust, zamarła, gdy jej partner…
…skurczył się?
- Atreus? – spytała, rozglądając się, a potem jej wzrok padł na…
Wróżkę.
Znajdującą się dokładnie tam, gdzie chwilę wcześniej stał Bulstrode.
To ty? – spytała falami, trochę zaskoczona, bo nie spodziewała się, że Lestrangowie zaczną zamieniać gości w… no cóż, w elfy, które widywało się w Maida Valen. Umysł Brenny, chadzający niezbadanymi ścieżkami, natychmiast podsunął myśl, że może niektóre z wróżek w ogrodzie były kiedyś ludźmi i czy nie należało ich spytać, czy nie chcą zgłosić popełnienia przestępstwa. A potem się pochyliła, gotowa spróbować ostrożnie elfa złapać – bo jeśli to faktycznie był Atreus, to istniała spora szansa, że zostanie zaraz rozdeptany.
Jasna maska, ze srebrzystymi zdobieniami przysłaniała górną część twarzy Brenny, a włosy zostały na tę okazję opanowane dzięki różnym cudownym specyfikom i srebrzystym spinkom, tworząc misterną fryzurę. Ta chyba odmieniała ją nawet mocniej niż sama maska. Większość jej ubrań „wyjściowych” spłonęła, a w tej, która ocalała, zabranej wcześniej "na wszelki wypadek" do Londynu, pojawiła się już ledwo co na Ekstazie, więc szata na ten wieczór była więc nowa, kupiona z jednej z kolekcji Rosierów, kolorystycznie dopasowana do maski i spinek.
Nie wątpiła, że nieważne, czy się tu pojawi, czy nie, i tak zostanie za to skrytykowana, ale przyszła - trochę bo bardzo lubiła Victorię, a ta sympatia sięgała i jej sióstr i ojca, lubiła też Corneliusa, Williama, a nawet miała pewną słabość do Eden. Trochę, bo niektórzy członkowie jej rodziny zamierzali się pojawiać. Trochę, bo przyjść chciał Atreus.
– Szczerze? Cieszy mnie, że to mówisz, bo już myślałam, że może za dużo czasu spędzam z Alastorem. Niby wątpię, by ktoś próbował... zepsuć bal Lestrangów czy ściągać na niego negatywną uwagę, ale jakoś tak dziwnie – powiedziała cicho. Te całe maski sprawiały, że słowa stała czujność krążyły jej po głowie, poza tym gdy godzinę temu obracała w dłoni swoją maskę, miała bardzo nieprzyjemne skojarzenia ze śmierciożercami. I zastanawiała się, czy jest jedyną, której umysł wojna zarysowała do tego stopnia, że jej myśli biegły takimi ścieżkami.
Nie miała szans rozpoznać większości gości, ale i tak rozglądała się, wypatrując w szczególności Morpheusa, Victorii i Cynthii. Wzrost, chód, sylwetka, ruchy, mogły wiele zdradzić, jeśli znałeś kogoś naprawdę dobrze.
Jeśli nawet zawahała się nad tym, czy wypić eliksir, to wszystkie jej dylematy na tym tle zostały szybko zażegnane. Wprawdzie wyciągnęła rękę – raczej w odruchu, skoro podsunięto jej koszyk, niż faktycznie postanawiając wypić – ale chyba nikt nie mógł Brenny winić za to, że zamiast odkorkować taki i unieść do ust, zamarła, gdy jej partner…
…skurczył się?
- Atreus? – spytała, rozglądając się, a potem jej wzrok padł na…
Wróżkę.
Znajdującą się dokładnie tam, gdzie chwilę wcześniej stał Bulstrode.
To ty? – spytała falami, trochę zaskoczona, bo nie spodziewała się, że Lestrangowie zaczną zamieniać gości w… no cóż, w elfy, które widywało się w Maida Valen. Umysł Brenny, chadzający niezbadanymi ścieżkami, natychmiast podsunął myśl, że może niektóre z wróżek w ogrodzie były kiedyś ludźmi i czy nie należało ich spytać, czy nie chcą zgłosić popełnienia przestępstwa. A potem się pochyliła, gotowa spróbować ostrożnie elfa złapać – bo jeśli to faktycznie był Atreus, to istniała spora szansa, że zostanie zaraz rozdeptany.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.