04.12.2025, 10:40 ✶
Część fabuły ZFowej z Posępną Wyspą.
Kap. Kap. Kap.
Dźwięk kapiącej wody. Nic niezwykłego, prawda? Dachy tu na pewno przeciekały, wilgoć mogła zebrać się w wielu miejscach, nadmorska, szkocka pogoda nie należała do najlepszych…
Stuk. Stuk. Stuk.
Ciche stukanie, może drzwi lub okiennicy poruszanej przez zamkowe przeciągi…
Wszyscy umrzemy, głos, tuż przy uchu, gdy umysł oscyluje na granicy snu i jawy – czy przyśnił się tylko Heather, gdy po swojej warcie padła przespać chociaż dwie godziny, czy faktycznie go słyszała? A potem…
Potem, budząc się, mogłaby przysiąc, że słyszy krzyk: stłumiony, dobiegający gdzieś z oddali, ale wyraźny.
*
Brenna, skulona w tym samym pomieszczeniu, też próbowała spać – i udało się jej to nawet, ale osunęła się w sen niespokojny, pełen krwi, warkotów, krzyków, śmierci i krwi. Jeśli nawet usłyszała to samo, co Heather, zlało się to dla niej z wrzaskami z koszmarów.
We śnie…
We śnie na mur prysnęła krew, gdy ktoś, coś, schwyciło kobietę i zaczęło rozrywać ją na strzępy, a ona krzyczała i krzyczała, bo żyła, bogowie żyła, a Brenna nie mogła się ruszyć, nie mogła niczego zrobić i…
Obudziła się, gwałtownie nabierając tchu i usiadła, a potem rozejrzała się, jakby pewna, że zobaczy potwory czające się w mroku. Ale w pomieszczeniu nie było żadnych stworów, tylko one i…
– Gdzie jest Dora? – spytała, spoglądając najpierw na Heather, a potem na miejsce, gdzie powinna spać Crawleyówna: nie była jej kolejka na trzymanie warty, powinna spać tutaj z nimi, a został po niej tylko zwinięty koc. I Brenna, chociaż wciąż miała problem z otrząśnięciem się z resztek snu, który jakoś nie chciał wypuścić jej ze swoich szponów, choć umysł pracował jej jakoś dziwnie, a gdy mrugała, zdawało się jej, że obraz zmienia się przed oczyma, poderwała się teraz i ruszyła od razu do drzwi.
Były lekko uchylone, chociaż przecież zamykały i je, a bariera mająca chronić ich podczas snu znikła.
Kap. Kap. Kap.
Dźwięk kapiącej wody. Nic niezwykłego, prawda? Dachy tu na pewno przeciekały, wilgoć mogła zebrać się w wielu miejscach, nadmorska, szkocka pogoda nie należała do najlepszych…
Stuk. Stuk. Stuk.
Ciche stukanie, może drzwi lub okiennicy poruszanej przez zamkowe przeciągi…
Wszyscy umrzemy, głos, tuż przy uchu, gdy umysł oscyluje na granicy snu i jawy – czy przyśnił się tylko Heather, gdy po swojej warcie padła przespać chociaż dwie godziny, czy faktycznie go słyszała? A potem…
Potem, budząc się, mogłaby przysiąc, że słyszy krzyk: stłumiony, dobiegający gdzieś z oddali, ale wyraźny.
*
Brenna, skulona w tym samym pomieszczeniu, też próbowała spać – i udało się jej to nawet, ale osunęła się w sen niespokojny, pełen krwi, warkotów, krzyków, śmierci i krwi. Jeśli nawet usłyszała to samo, co Heather, zlało się to dla niej z wrzaskami z koszmarów.
We śnie…
We śnie na mur prysnęła krew, gdy ktoś, coś, schwyciło kobietę i zaczęło rozrywać ją na strzępy, a ona krzyczała i krzyczała, bo żyła, bogowie żyła, a Brenna nie mogła się ruszyć, nie mogła niczego zrobić i…
Obudziła się, gwałtownie nabierając tchu i usiadła, a potem rozejrzała się, jakby pewna, że zobaczy potwory czające się w mroku. Ale w pomieszczeniu nie było żadnych stworów, tylko one i…
– Gdzie jest Dora? – spytała, spoglądając najpierw na Heather, a potem na miejsce, gdzie powinna spać Crawleyówna: nie była jej kolejka na trzymanie warty, powinna spać tutaj z nimi, a został po niej tylko zwinięty koc. I Brenna, chociaż wciąż miała problem z otrząśnięciem się z resztek snu, który jakoś nie chciał wypuścić jej ze swoich szponów, choć umysł pracował jej jakoś dziwnie, a gdy mrugała, zdawało się jej, że obraz zmienia się przed oczyma, poderwała się teraz i ruszyła od razu do drzwi.
Były lekko uchylone, chociaż przecież zamykały i je, a bariera mająca chronić ich podczas snu znikła.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.