04.12.2025, 11:46 ✶
Jestem elfem.
Nie trzeba było znać elfickiego żeby domyśleć się, że Atreus wpadł w zwyczajny szał. No bo się przecież nie spodziewał, tak? Kto niby mógłby? Kto by podejrzewał, że dwa razy przydarzy się akurat jemu tego typu nieszczęście? Jak nie kapibara to jakaś skrzydlata pokraka wielkości galeona. W całej swojej złości nie brał jednak pod uwagę wzięcia się i spróbowania by kopnąć panią w nos - były pewne granice i na ogół Bulstrode stawiał je przy biciu kobiet, chociaż to też zależało jakich i za co. Albo raczej nie że bicie ich tylko picie się z nimi.
No i jaką ma, co? - zapytał wciąż cedząc słowa w głowie. Jej zapewnienia wcale nie były aż takie pocieszające, bo nie powinno to minąć zaraz. O nie. To nigdy nie powinno się wydarzyć. To że Lou mógłby się pojawić w sukience, w ogóle zdawało się go w tym momencie nie obchodzić, mimo że w normalnych warunkach pewnie podchwyciłby temat, odpowiednio z przyjaciela szydząc. Teraz jednak zatupał gniewnie nogą. - Skrzydła? - ręce powędrowały do tyłu i zmacały nienaturalny twór. No dobra, mógł spróbować.
Skrzydełka zostały wprawione w ruch i przez moment tkwił w jakimś zawieszeniu; czuł siłę która pociągała go ku górze, ale stópki pewnie stały na jej dłoni, mało skore do oderwania się od powierzchni. W końcu jednak coś zadziałało i faktycznie - uniósł się w powietrzu. Wykorzystał ten moment, żeby podlecieć bliżej jej twarzy i spojrzeć prosto w prawe oko.
Ładne? To dobrze, znaczy wciąż jestem laleczką naszego duetu - sarknął, trochę siląc się na żart, a trochę wciąż zezując na otoczeniu w poszukiwaniu właściwego winnego. - A co jeśli zostanę taki na zawsze? Wciąż będziesz mnie chciała?
Nie trzeba było znać elfickiego żeby domyśleć się, że Atreus wpadł w zwyczajny szał. No bo się przecież nie spodziewał, tak? Kto niby mógłby? Kto by podejrzewał, że dwa razy przydarzy się akurat jemu tego typu nieszczęście? Jak nie kapibara to jakaś skrzydlata pokraka wielkości galeona. W całej swojej złości nie brał jednak pod uwagę wzięcia się i spróbowania by kopnąć panią w nos - były pewne granice i na ogół Bulstrode stawiał je przy biciu kobiet, chociaż to też zależało jakich i za co. Albo raczej nie że bicie ich tylko picie się z nimi.
No i jaką ma, co? - zapytał wciąż cedząc słowa w głowie. Jej zapewnienia wcale nie były aż takie pocieszające, bo nie powinno to minąć zaraz. O nie. To nigdy nie powinno się wydarzyć. To że Lou mógłby się pojawić w sukience, w ogóle zdawało się go w tym momencie nie obchodzić, mimo że w normalnych warunkach pewnie podchwyciłby temat, odpowiednio z przyjaciela szydząc. Teraz jednak zatupał gniewnie nogą. - Skrzydła? - ręce powędrowały do tyłu i zmacały nienaturalny twór. No dobra, mógł spróbować.
Skrzydełka zostały wprawione w ruch i przez moment tkwił w jakimś zawieszeniu; czuł siłę która pociągała go ku górze, ale stópki pewnie stały na jej dłoni, mało skore do oderwania się od powierzchni. W końcu jednak coś zadziałało i faktycznie - uniósł się w powietrzu. Wykorzystał ten moment, żeby podlecieć bliżej jej twarzy i spojrzeć prosto w prawe oko.
Ładne? To dobrze, znaczy wciąż jestem laleczką naszego duetu - sarknął, trochę siląc się na żart, a trochę wciąż zezując na otoczeniu w poszukiwaniu właściwego winnego. - A co jeśli zostanę taki na zawsze? Wciąż będziesz mnie chciała?