27.02.2023, 14:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.03.2023, 13:29 przez Brenna Longbottom.)
- Jeśli ja dałam radę? No doprawdy, Mavelle, obrażam się na ciebie śmiertelnie – zapowiedziała Brenna, chociaż mimo powagi deklaracji, to ton miała żartobliwy. Jakby nie było, gadała znacznie więcej niż panna Bones. I jadła też więcej niż ona. I chyba trochę więcej biegała, a wtedy też ciężej było pamiętać, że trzeba uważać na ten cholerny liść pod językiem.
Trochę martwiła się o kuzynkę, nie w kontekście liścia, a samej transformacji, chociaż powtarzała sobie, że skoro ona dała radę w szkole, to Mavelle tym bardziej da radę teraz. Była w końcu znacznie lepsza od Brenny, która w pełni opanowała umiejętność zamiany w wilka na siódmym roku Hogwartu…
- Nie wiem, czy jest sens się męczyć wcześniej. I tak się trochę pomęczysz. A ja będę nad tobą stała i się śmiała – oświadczyła z udawaną powagą. – Ehem, o mugolskim kinie mu nie powiedziałam. Wystarczy, że ostatnio patrzył na mnie marszcząc brwi, kiedy przyniosłam w marcu te nasze zakupy do domu. Chociaż akurat do kina zdołałam pójść w ciągu ostatniego roku cały raz, więc to nie tak, że cokolwiek specjalnego ukrywałam…
Jej czas wolny kurczył się powoli, ale stale. Coraz więcej pracy w Brygadzie, coraz więcej pracy na rzecz Zakonu i coraz więcej pomagania matce w jej obowiązkach – to wszystko składało się w historię ograniczania snu i rozrywek. Zwłaszcza, że Brenna chciała mieć też parę chwil dla krewnych i przyjaciół. Niestety więc, włóczęgi po mugolskim Londynie stały się rzadsze niż kiedyś. Nie dotyczyło to tylko jej, nie mogła więc narzekać, ale powolutku zaczynała czuć się zmęczona.
Liczyła jednak, że może uda się to zmienić. A jeżeli nie to, to chociaż wyjechać na parę dni, najlepiej w towarzystwie kuzynek i przyjaciółki. Gdzieś daleko. Z dala od wiszącej nad nimi wojny, zastanawiania się, co myśli ktoś, z kim mają kontakt, ale też po prostu odpocząć od pracy. Ta w Brygadzie bez urlopu mogła przecież wykończyć je obie, a Nora też zdecydowanie po tych szaleńczych tygodniach przygotowywania kawiarni do otwarcia oraz później, starając się ją prowadzić na takim poziomie, by zdobyć klientów, zasługiwała na wypoczynek.
Oby się udało.
Kiedy Mavelle zaczęła atakować swoje cele, Brenna zrobiła to samo. Pierwszy kamień potraktowała strumieniem ognia, rozgrzewając go do czerwoności, kolejny transmutowała, zmieniając jego rozmiar tak, że opadł na ziemię. W ostatni po prostu wycelowała i rzuciła zaklęcie rozpraszające – dzięki czemu zaklęcie, które utrzymywała go w powietrzu, przestało działać. Celowo starała się używać różnych dziedzin magii, aby poćwiczyć je wszystkie. W końcu istniały sytuacje, w których dane zaklęcie nie musiało się sprawdzić, a Brenna trochę za mocno polegała na magii kształtującej...
– Wygląda na to, że tym razem wygrałam – powiedziała, gdy spojrzała w stronę kamieni „przydzielonych” Mavelle i okazało się, że dwa cele zostały minięte przez zaklęcia o włos.
Trochę martwiła się o kuzynkę, nie w kontekście liścia, a samej transformacji, chociaż powtarzała sobie, że skoro ona dała radę w szkole, to Mavelle tym bardziej da radę teraz. Była w końcu znacznie lepsza od Brenny, która w pełni opanowała umiejętność zamiany w wilka na siódmym roku Hogwartu…
- Nie wiem, czy jest sens się męczyć wcześniej. I tak się trochę pomęczysz. A ja będę nad tobą stała i się śmiała – oświadczyła z udawaną powagą. – Ehem, o mugolskim kinie mu nie powiedziałam. Wystarczy, że ostatnio patrzył na mnie marszcząc brwi, kiedy przyniosłam w marcu te nasze zakupy do domu. Chociaż akurat do kina zdołałam pójść w ciągu ostatniego roku cały raz, więc to nie tak, że cokolwiek specjalnego ukrywałam…
Jej czas wolny kurczył się powoli, ale stale. Coraz więcej pracy w Brygadzie, coraz więcej pracy na rzecz Zakonu i coraz więcej pomagania matce w jej obowiązkach – to wszystko składało się w historię ograniczania snu i rozrywek. Zwłaszcza, że Brenna chciała mieć też parę chwil dla krewnych i przyjaciół. Niestety więc, włóczęgi po mugolskim Londynie stały się rzadsze niż kiedyś. Nie dotyczyło to tylko jej, nie mogła więc narzekać, ale powolutku zaczynała czuć się zmęczona.
Liczyła jednak, że może uda się to zmienić. A jeżeli nie to, to chociaż wyjechać na parę dni, najlepiej w towarzystwie kuzynek i przyjaciółki. Gdzieś daleko. Z dala od wiszącej nad nimi wojny, zastanawiania się, co myśli ktoś, z kim mają kontakt, ale też po prostu odpocząć od pracy. Ta w Brygadzie bez urlopu mogła przecież wykończyć je obie, a Nora też zdecydowanie po tych szaleńczych tygodniach przygotowywania kawiarni do otwarcia oraz później, starając się ją prowadzić na takim poziomie, by zdobyć klientów, zasługiwała na wypoczynek.
Oby się udało.
Kiedy Mavelle zaczęła atakować swoje cele, Brenna zrobiła to samo. Pierwszy kamień potraktowała strumieniem ognia, rozgrzewając go do czerwoności, kolejny transmutowała, zmieniając jego rozmiar tak, że opadł na ziemię. W ostatni po prostu wycelowała i rzuciła zaklęcie rozpraszające – dzięki czemu zaklęcie, które utrzymywała go w powietrzu, przestało działać. Celowo starała się używać różnych dziedzin magii, aby poćwiczyć je wszystkie. W końcu istniały sytuacje, w których dane zaklęcie nie musiało się sprawdzić, a Brenna trochę za mocno polegała na magii kształtującej...
– Wygląda na to, że tym razem wygrałam – powiedziała, gdy spojrzała w stronę kamieni „przydzielonych” Mavelle i okazało się, że dwa cele zostały minięte przez zaklęcia o włos.
Rzut PO 1d100 - 49
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 47
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 66
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.