Vespera również mogłaby porównać swoje życie do zgliszczy, ale potrafiła wszystko świetnie maskować, aby nikt nie wiedział, że w środku już dawno jest martwa. Potrzebowała w swoim życiu nekromanty, który ją spróbuje ożywić, ale było niewiele takich osób. Wdów się nie rusza, zwłaszcza tych, które dwa razy pochowały męża. Kto chciałby wpaść w sieć takiej kobiety jak ona? Mogłaby być potulna jak baranek, ale przez nieudane małżeństwa nikt nie zechce jej w swoim sercu, a ona też nigdy nie zabiegała o niczyje. Uważała, że nie potrafiła kochać. Potrafiła być wierna – to fakt, ale nigdy nie obdarzyła nikogo głębszym uczuciem niż zwykła namiętność kochanków.
Jej świat już dawno zamienił się w zgliszcza. Już dawno każdy zniszczony kawałek muru był porośnięty mchem i nieprzyjemnie ciemnymi pnączami, które zabierały światło i pochłaniały wszystko przez swoją toksyczność.
Jej ciemne oczy obserwowały uważnie każdy jego ruch, kąciki ust nadal unosiły się w tajemniczym uśmiechu. Perseus był w jej oczach zawsze przystojny – nawet podczas enigmatycznych spotkań na korytarzach Hogwartu, czy drętwych imprezach czystokrwistych. Lubiła czasem z nim porozmawiać, popatrzeć i sprawdzić jego wolę. Był jednak niedostępny, zbyt wierny obrączce, co Vespera uważała za dosyć głupie. Wierność w aranżowanych małżeństwach nie miała sensu, ponieważ dwie połówki serc, które wtedy są wiązane siłą nigdy nie zaznają odpowiedniego szczęścia. Zdarzało się jej czytać romanse i nigdy nie poczuła tego żaru jaki czuli kochankowie w książkach.
Whisky, które lubiła od czasu do czasu wypić pomagało jej zapomnieć o nieszczęsnych, smolistych koszmarach. Skupiała się wtedy na jego dziwnym, specyficznym smaku oraz palącym uczuciu w gardle. Kiedy miała dobry dzień sięgała po dobre wino lub jakiegoś fikuśnego, zabawnego, ale kobiecego drinka – w zależności od okazji. Teraz był czas na cierpienie, więc i dobry moment na gorzkie whisky.
— Finał wcale nie musi być końcem. Może być początkiem czegoś lepszego. – Uniosła lekko szklankę z trunkiem. – Wypijmy za to – dodała i upiła kolejnego łyka delikatnie mrużąc przy tym oczy.
Czuła na sobie jego spojrzenie i to jej schlebiało. Nic nie powiedziała, udawała, że wcale tego nie widzi, a łechtało jej to ego lepiej niż poematy najlepszego artysty. Lubiła to uczucie, które przychodziło ze spojrzeniem innych na sobie. Lubiła, gdy o niej mówiono i wcale nie musieli mówić dobrze. Wystarczyło, że na ustach innych było jej imię.
— Nigdy nie czuję się samotna i potrafię o siebie zadbać – popatrzyła na niego uważnie w końcu na dłużej szczycąc go swoim spojrzeniem. – Mimo to chętnie skorzystam z propozycji. – dodała jeszcze.
— Możesz zwracać się do mnie po imieniu. – powiedziała po krótkiej chwili zastanowienia. Nie lubiła tego dystansu w formach grzecznościowych. Nie miała też ochoty na zabawę w kulturalne spotkanie w pubie, gdzie Perseus był już delikatnie podchmielony i mijało się to z jakimkolwiek celem. — Vespera – wysunęła do niego dłoń z uwodzicielskim uśmiechem. Wiedziała, że on zna jej imię, ale lubiła się przedstawiać. O dziwo lubiła swoje imię. Czuła, że do niej pasowało.