04.12.2025, 21:44 ✶
Dora mogła wyjść za potrzebą. Albo zawołał ją ktoś inny z grupy. A barierę przerwała, by móc spokojnie wyjść i zaraz wrócić, a ich nie chciała budzić. I to były jedyne powody, które przychodziły Brennie na myśl, a dla których dziewczyna mogła postanowić spacerować po nocy w szkockim, zrujnowanym zamku, należącym kiedyś do czarodziejów rzucających klątwy. I leżącym na wyspie pełnej potworów.
– Rozejrzyjmy się, może jest w pobliżu? Sprawdzimy, czy nie dołączyła do chłopców na ich warcie, a jeśli nie… to pomogą nam szukać – powiedziała, walcząc z zaniepokojeniem. Ich wartownicy powinni być w pobliżu, w końcu po obchodzie zamku teraz już chodziło głównie o pilnowanie, aby mogli złapać choć chwilę snu, zanim jutro podejmą właściwe poszukiwania… – Mogę też się przemienić i spróbować chwycić jej zapach, to nie powinno być trudne… Ale jeśli nie będzie jej w pobliżu, najpierw obudzimy wszystkich, nie chcę niepotrzebnie ryzykować. Daj mi moment…
Może przesadzała. Może nic się nie działo. Ale sen napełnił ją dziwnym niepokojem, choć przecież nie była ani aurowidzem, ani jasnowidzem – to nie tak, że śniła o czymś, co spotykało teraz jej bliskich czy ich czekało…
Gdy Heather wyszła na korytarz i rozglądała się za śladami, Brenna została z tyłu: cofnęła się i zaczęła grzebać w swoim plecaku. Poszukiwała bardzo konkretnej rzeczy, mianowicie lusterka dwukierunkowego.
– Dora? Słyszysz mnie? – spytała, podnosząc głos i spoglądając w lusterko, ale… nie było odpowiedzi. Dziewczyna mogła go nie zabrać, nie usłyszała, nie miała czasu po nie sięgnąć…
…żadna z tych opcji Brennie się nie podobała.
Wcisnęła lusterko do kieszeni i wstała, a z jej ust wyrwał się zdławiony okrzyk: bo gdy spojrzała na ścianę, zobaczyła pokrywającą ją krew. Tak, jakby ta chwilę temu trysnęła z ciała i zachlapała mur nieregularnym wzorem, makabryczne dzieło potwornego artysty.
Dokładnie jak w jej śnie.
Heather jednak nie usłyszała nawet tego dźwięku: bo do jej uszu dobiegł inny, odbijający się echem, gdzieś w oddali. Tak jak wcześniej słyszała krzyk, tak teraz był to kobiecy śmiechy.
– Rozejrzyjmy się, może jest w pobliżu? Sprawdzimy, czy nie dołączyła do chłopców na ich warcie, a jeśli nie… to pomogą nam szukać – powiedziała, walcząc z zaniepokojeniem. Ich wartownicy powinni być w pobliżu, w końcu po obchodzie zamku teraz już chodziło głównie o pilnowanie, aby mogli złapać choć chwilę snu, zanim jutro podejmą właściwe poszukiwania… – Mogę też się przemienić i spróbować chwycić jej zapach, to nie powinno być trudne… Ale jeśli nie będzie jej w pobliżu, najpierw obudzimy wszystkich, nie chcę niepotrzebnie ryzykować. Daj mi moment…
Może przesadzała. Może nic się nie działo. Ale sen napełnił ją dziwnym niepokojem, choć przecież nie była ani aurowidzem, ani jasnowidzem – to nie tak, że śniła o czymś, co spotykało teraz jej bliskich czy ich czekało…
Gdy Heather wyszła na korytarz i rozglądała się za śladami, Brenna została z tyłu: cofnęła się i zaczęła grzebać w swoim plecaku. Poszukiwała bardzo konkretnej rzeczy, mianowicie lusterka dwukierunkowego.
– Dora? Słyszysz mnie? – spytała, podnosząc głos i spoglądając w lusterko, ale… nie było odpowiedzi. Dziewczyna mogła go nie zabrać, nie usłyszała, nie miała czasu po nie sięgnąć…
…żadna z tych opcji Brennie się nie podobała.
Wcisnęła lusterko do kieszeni i wstała, a z jej ust wyrwał się zdławiony okrzyk: bo gdy spojrzała na ścianę, zobaczyła pokrywającą ją krew. Tak, jakby ta chwilę temu trysnęła z ciała i zachlapała mur nieregularnym wzorem, makabryczne dzieło potwornego artysty.
Dokładnie jak w jej śnie.
Heather jednak nie usłyszała nawet tego dźwięku: bo do jej uszu dobiegł inny, odbijający się echem, gdzieś w oddali. Tak jak wcześniej słyszała krzyk, tak teraz był to kobiecy śmiechy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.